Studies in the Scriptures

Tabernacle Shadows

 The PhotoDrama of Creation

 

Wykład X

Proponowane środki zaradcze – społeczne i finansowe

Prohibicja i prawo głosowania dla kobiet – Uwolnienie cen srebra i protekcyjne cła – “Komunizm” – “Wszystkie rzeczy mieli wspólne” – “Anarchizm” – “Socjalizm” czyli “Kolektywizm” – Babbitt o rozwoju społecznym – Herbert Spencer o socjalizmie – Przykład dwóch społeczności socjalistycznych – “Nacjonalizm” – Powszechne wykształcenie mechaniczne jako środek zaradczy – “jedyny podatek” jako środek zaradczy – Odpowiedź, jakiej Henry George udzielił papieżowi Leonowi xiii w kwestii robotniczej – Wypowiedź dr Lymana Abbotta na temat tej sytuacji – Sugestie biskupa kościoła metodystyczno-episkopalnego – Inne nadzieje i obawy – Jedyna nadzieja – “Ona błogosławiona nadzieja” – Stanowisko właściwe dla ludu Bożego, który widzi te rzeczy – Na świecie, ale nie ze świata.

“Izali nie masz balsamu w Galaad? Izali tam nie masz lekarza?” “Leczyliśmy Babilon, ale nie jest uleczony. Opuśćmyż go, a pójdźmy każdy do ziemi swej; bo sąd jego aż do nieba sięga” – Jer. 8:22; 51:7-9.

ROZMAITE lekarstwa przedstawiane są jako “panaceum” mające ulżyć wzdychającemu stworzeniu, poddanemu działaniu obecnych warunków, które powszechnie uznawane są za poważne. Tak więc wszyscy, którzy współczują z cierpiącym społeczeństwem, muszą także okazać zrozumienie dla usiłowań różnych doktorów, którzy, postawiwszy diagnozę, z wielką niecierpliwością domagają się, by pacjent wypróbował ich receptę. Próby wymyślenia kuracji i zastosowania jej są godne polecenia i znajdują zrozumienie wśród wszystkich dobrze usposobionych ludzi. Pomimo to zdrowy, oświecony Słowem Bożym sąd informuje nas, że żadne z proponowanych lekarstw nie uzdrowi tej choroby. Niezbędna będzie obecność i usługa Wielkiego Lekarza wraz z Jego środkami zaradczymi – lekarstwami, szynami, <str. 470> bandażami, kaftanami bezpieczeństwa i lancetami. I tylko skuteczne oraz wytrwałe stosowanie tych środków będzie w stanie uzdrowić chorobę ludzkiej deprawacji i samolubstwa. Przyjrzyjmy się jednak niektórym receptom proponowanym przez innych doktorów, aby przekonać się, w jaki sposób niektóre z nich, upodobniając się do mądrości Bożej, są od niej mimo wszystko bardzo dalekie. Naszym celem nie jest sprzeczanie się, ale wyraźniejsze zauważenie jedynego kierunku, z którego można oczekiwać koniecznej pomocy.

Prohibicja i prawo głosowania dla kobiet
jako środek zaradc
zy

Te dwa zagadnienia są zwykle ze sobą łączone, gdyż zauważono, że prohibicja nigdy nie uzyska poparcia większości, jeśli kobiety nie będą miały praw wyborczych – a nawet i wtedy nie jest to jeszcze takie pewne. Obrońcy tego rozwiązania wskazują na statystyki, by wykazać, jak wiele nieszczęść i ubóstwa w narodach chrześcijańskich wywodzi się z obrotu napojami alkoholowymi. Twierdzą także, że gdyby zakazać sprzedaży alkoholu, to pokój i obfitość stałyby się zasadą, a nie wyjątkiem.

Z całego serca sympatyzujemy z większością twierdzeń tego rodzaju. Pijaństwo jest z pewnością jednym z najbardziej szkodliwych owoców cywilizacji. Bardzo szybko rozprzestrzenia się ono także na kraje półcywilizowane i barbarzyńskie. Bardzo byśmy się cieszyli, gdyby zlikwidowano go teraz i na zawsze. Chętnie także przyznajemy, że likwidacja obrotu alkoholem przyniosłaby znaczne zmniejszenie panującego obecnie ubóstwa, gdyż przez niego marnowane są setki milionów dolarów rocznie. Jednak usunięcie alkoholu nie uzdrowi zła wywodzącego się z obecnych, samolubnych warunków społecznych ani też nie zrównoważy miażdżącego ciśnienia “prawa podaży i popytu”, które będzie rosło nieubłaganie, jak zawsze, wyciskając ostatnie soki życia z mas społecznych.

Kto tak naprawdę trwoni miliony dolarów rocznie na alkohol? Bardzo biedni? Na pewno nie; bogaci! Bogaci na pierwszym miejscu, a za nimi klasa średnia. Jeśliby od jutra zlikwidować obrót <str. 471> alkoholem, to nie tylko że nie zmniejszyłoby to presji finansowej dla najuboższych, ale jeszcze przyniosłoby odwrotny skutek. Tysiące rolników, którzy uprawiają miliony buszlis jęczmieniu, żyta, winogron i chmielu – artykułów stosowanych przy produkcji napojów alkoholowych – zmuszonych byłoby do uprawy innych roślin, doprowadzając w ten sposób do jeszcze większego ogólnego spadku cen produktów rolnych. Ogromna rzesza dziesiątków tysięcy gorzelników, bednarzy, producentów butelek i naczyń szklanych, woźniców, pracowników restauracji i barmanów, zatrudnionych obecnie przy obrocie alkoholem, byłaby zmuszona do znalezienia sobie innego zajęcia, pogrążając jeszcze bardziej rynek pracy i doprowadzając do dalszego obniżenia skali zarobków. Wielomilionowy kapitał, zainwestowany obecnie w tej dziedzinie, zostałby przeniesiony gdzie indziej, zwiększając konkurencję w biznesie.

Wszystko to nie powinno powstrzymywać nas w dążeniu do pozbycia się tego przekleństwa. W miarę możliwości możemy też starać się o pozyskanie dla tej sprawy większości społeczeństwa. Jednak taka większość nigdy się nie znajdzie (z wyjątkiem społeczności lokalnych). Większość składa się z niewolników tego nałogu i ludzi, którzy są nim osobiście finansowo zainteresowani, wprost lub pośrednio. Prohibicja nie zostanie wprowadzona aż do czasu ustanowienia Królestwa Bożego. Chcemy tu jedynie wskazać, że usunięcie przekleństwa pijaństwa, nawet gdyby się udało do tego doprowadzić, nie uzdrowiłoby obecnej choroby społeczno-finansowej.

Uwolnienie cen srebra i protekcyjne cła
jako środek zaradczy

Bez większych zastrzeżeń przyznajemy, że usunięcie srebra z podstawy systemu monetarnego krajów chrześcijańskich było mistrzowskim ciosem polityki samolubstwa ze strony kredytodawców, którzy zmniejszyli w ten sposób ilość standardowych monet na rynku, zwiększając tym samym wartość swoich kredytów. Uszczuplenie zasobów legalnego pieniądza pozwoliło na utrzymanie wysokich odsetek od długów, gdy w tym samym czasie wszystkie inwestycje w przemyśle, jak również wynagrodzenia za pracę ustawicznie traciły na wartości na skutek zwiększenia podaży i konkurencji. Wielu bankierów i kredytodawców <str. 472> to “uczciwi” ludzie, pozostający w zgodzie z prawnym standardem uczciwości. Tylko że, niestety, standard ten w wielu przypadkach jest zbyt niski. Zgodnie z nim mówi się: My bankierzy i kredytodawcy pilnujmy swojego interesu, a rolnicy, którzy nie są tak sprytni, niech pilnują swego. Będziemy zwodzić biedniejszych i mniej bystrych nazywając złoto “uczciwym pieniądzem” a srebro “nieuczciwym pieniądzem”. Wielu biednych stara się być uczciwymi i w ten sposób zostaną onieśmieleni i pozyskani do popierania naszych planów, które będzie jednak ciężko przeprowadzić wśród “żniwiarzy”. Pod wpływem naszego mówienia o “uczciwym pieniądzu”, dzięki naszemu prestiżowi ludzi szanowanych oraz naszej pozycji finansistów i ludzi bogatych, dojdą oni do wniosku, że jakikolwiek pogląd sprzeczny z naszym musi być błędny. Zapomną, że srebrny pieniądz był standardem światowym od najdawniejszych czasów, zaś złoto, podobnie jak kamienie szlachetne, było dawniej towarem handlowym, a dopiero potem dołączono go do srebra, aby zaspokoić zwiększające się zapotrzebowanie na pieniądze konieczne do prowadzenia światowych interesów. Nawet w chwili obecnej spada wysokość odsetek w naszych centrach finansowych. O ile jeszcze obniżą się odsetki, jeśli całe srebro nabierze wartości monetarnej i zwiększy się ilość pieniądza? Naszym następnym krokiem musi być wycofanie wszystkich pieniędzy papierowych, by w ten sposób napęczniały nasze odsetki.

Zgodnie z prawem podaży i popytu każdy pożyczkobiorca jest zainteresowany tym, żeby było jak najwięcej pieniędzy – srebrnych, złotych i papierowych. Zgodnie z tym samym prawem w interesie każdego bankiera i kredytodawcy leży wycofanie pieniędzy papierowych i zdyskredytowanie srebra, ponieważ im mniej jest pieniędzy, którymi można spłacić długi, tym większe jest zapotrzebowanie na ową niewielką ilość pieniądza. Dlatego też wraz ze spadkiem wynagrodzeń za pracę i cen towarów handlowych, wzrasta popyt na pieniądze, a odsetki trzymają się dobrze.

Jak już pokazaliśmy, prorocze wzmianki zdają się wskazywać, że srebro nie zostanie już przywrócone do tych samych przywilejów, jakimi cieszy się złoto jako standardowy pieniądz cywilizowanego świata. Jest jednak oczywiste, że nawet gdyby nastąpiło pełne przywrócenie pozycji srebra, to ulga z tego wynikająca byłaby jedynie <str. 473> doraźna – zlikwidowałoby to dodatkowe zachęty dla przemysłowców w Japonii, Indiach, Chinach i Meksyku. Przyniosłoby to poprawę sytuacji rolnictwa krajów chrześcijańskich, likwidując część obecnego napięcia, w warunkach którego każdy stara się “wiązać koniec z końcem”, i odwlekając być może gwałtowny upadek na jakiś czas. Jednak najwidoczniej Bóg nie życzy sobie takiego przekładania owego “złego dnia”. Stąd też ludzki egoizm, ślepy na wszelkie argumenty, będzie panował i rujnował jeszcze szybciej. Tak jak jest napisane: “Zginie mądrość mądrych jego” oraz: “Ani srebro ich, ani złoto ich nie będzie ich mogło wyrwać w dzień gniewu Pańskiego” (Sof. 1:18; Ezech. 7:19; Izaj. 14:4-7 bg; Izaj. 29:14).

Protekcjonizm, mądrze dozowany, tak by uniemożliwiał powstawanie monopoli i rozwijał zasoby naturalne kraju, może bez wątpienia przynosić pewne korzyści w zapobieganiu zrujnowaniu dochodów robotniczych na całym świecie. Najprawdopodobniej jednak będzie to tylko oznaczało ustawienie równi pochyłej, po której zarobki stoczą się na niższy poziom, zamiast czekania, aż z hukiem runą w przepaść. Wcześniej czy później, w panującym obecnie systemie konkurencyjnym, zarówno ceny towarów, jak i wynagrodzenia za pracę będą musiały znaleźć się na całym świecie na mniej więcej tym samym poziomie.

Przeto ani uwolnienia cen srebra, ani ustanowienia protekcyjnych ceł nie można uznać za rozwiązanie obecnych i przyszłych problemów. Jest to jedynie środek łagodzący.

Komunizm jako środek zaradczy

Komunizm proponuje system społeczny, w którym będzie obowiązywała wspólnota dóbr. Wszelka własność będzie posiadana wspólnie i użytkowana dla powszechnego dobra, zaś cały zysk z pracy będzie spożytkowany dla ogólnej pomyślności w myśl zasady: “Każdemu według potrzeb”. Do czego zmierza komunizm, można przekonać się na przykładzie Komuny Paryskiej. Według opisu ks. Josepha Cooka “komunizm oznacza zniesienie <str. 474> praw dziedzicznych, rodziny, narodowości, religii i własności”.

Niektóre z właściwości komunizmu godne są polecenia (zob. socjalizm), jednak w całości idea ta jest nierealna. System ten być może mógłby dobrze funkcjonować w niebie, gdzie wszyscy są doskonali, czyści i dobrzy oraz gdzie panuje miłość. Jednak po chwili zastanowienia każdy człowiek, mający jakieś poglądy i nieco doświadczenia, przyzna, że przy obecnym stanie serc taki system jest całkowicie nierealny. Doprowadziłby on do tego, że wszyscy ludzie staliby się trutniami. Wkrótce konkurowaliby między sobą, kto będzie wykonywał najmniejszą i najgorszą pracę, a społeczeństwo prędko popadłoby w barbarzyństwo i niemoralność, prowadzącą do szybkiej zagłady całego gatunku.

Niektórzy jednak wyobrażają sobie, że Biblia naucza komunizmu, a w związku z tym musi to być prawdziwy środek zaradczy – środek Boży. Dla wielu jest to najmocniejszy argument przemawiający za komunizmem. Bardzo popularne jest przypuszczenie, jakoby miał on być ustanowiony przez naszego Pana i apostołów oraz że powinien być kontynuowany w rządach i praktyce chrześcijańskiej. Dlatego właśnie przedstawiamy poniżej artykuł na ten temat pochodzący z naszego własnego czasopisma.

“Wszystkie rzeczy mieli wspólne”

“A wszyscy, którzy uwierzyli byli pospołu, i wszystkie rzeczy mieli wspólne. A osiadłości i majętności sprzedawali, i udzielali ich wszystkim, jako komu było potrzeba. A na każdy dzień trwając zgodnie w kościele i chleb łamiąc po domach, przyjmowali pokarm z radością i w prostocie serdecznej. Chwaląc Boga i mając łaskę u wszystkiego ludu” – Dzieje Ap. 2:44-47.

Oto spontaniczny nastrój pierwotnego kościoła: samolubstwo ustąpiło miejsca miłości i ogólnemu dobru. Błogosławione doświadczenie! Niewątpliwie też podobne uczucia, mniej lub bardziej uświadomione, rodzą się w sercach wszystkich, którzy naprawdę się nawrócili. Gdy po raz pierwszy zdaliśmy sobie sprawę z rzeczywistego sensu <str. 475> Boskiej miłości i zbawienia, gdy zupełnie oddaliśmy się na służbę Panu i uświadomiliśmy sobie, jak wielkie otrzymaliśmy od niego dary, które odnoszą się nie tylko do obecnego życia, ale i do tego, które dopiero ma przyjść, odczuliśmy przepełniającą nas radość, która odkrywa w każdym współpielgrzymie do niebiańskiego Chanaanu brata albo siostrę i sprawia, że ufamy im jako krewnym naszego Pana i posiadającym Jego ducha. Mieliśmy więc skłonność do postępowania z nimi w każdej sprawie tak, jakbyśmy czynili to naszemu Panu oraz do dzielenia z nimi wszystkiego, co posiadamy, tak jakbyśmy to dzielili z naszym Odkupicielem. W wielu przypadkach jednak przeżywaliśmy brutalny szok, gdy uświadamialiśmy sobie, że nikt – ani my, ani inni – nie jest doskonały w ciele, że nawet jeśli lud Pański posiada obecnie wielką miarę ducha swego Mistrza, to skarb ten przechowuje w “glinianym naczyniu” ludzkiej słabości i ułomności.

Następnie nauczyliśmy się, że trzeba liczyć się nie tylko ze słabościami ciała innych ludzi, ale że także i nasze własne niedomagania cielesne wymagają nieustannej kontroli. Stwierdziliśmy, że mając wszyscy udział w upadku Adamowym, nie wszyscy upadamy w taki sam sposób i pod tym samym względem. Wszyscy utracili podobieństwo Boże i ducha miłości, rozwijając w sobie podobieństwo do Szatana i ducha samolubstwa. Samolubstwo, podobnie jak miłość, objawia się na wiele sposobów. I tak, w jednym człowieku samolubstwo rozwinęło się w formie zamiłowania do wygody, lenistwa i bezmyślności, w innym zaś objawia się jako energiczna gotowość do pracy w celu osiągnięcia przyjemności doczesnego życia i samozadowolenia.

Niektórzy spośród tych aktywnie samolubnych znajdują zadowolenie w gromadzeniu majątku, chcąc żeby wszyscy mówili: Ale on jest bogaty. Inni karmią swój egoizm ludzkimi zaszczytami, jeszcze inni strojami, podróżami, rozpustą oraz najniższymi i najpodlejszymi formami samolubstwa.

Od chwili spłodzenia do nowego życia w Chrystusie i wejścia w posiadanie nowego ducha miłości rozpoczyna się konflikt i walka, wewnętrzna i zewnętrzna, ponieważ nowy duch walczy z każdą formą samolubstwa i deprawacji, które wcześniej miały nad nami władzę. “Nowy zmysł Chrystusowy”, którego zasadami są sprawiedliwość i miłość, broni się i przypomina woli, że wyraziła zgodę na tę zmianę i potwierdziła to przymierzem. Pożądliwości ciała (samolubne pragnienia, niezależnie od ich ukierunkowania) wspomagane przez wpływy zewnętrzne ze strony przyjaciół, sprzeciwiają się i wszczynają dyskusję, twierdząc, <str. 476> że nie ma potrzeby podejmowania tak radykalnych kroków, że takie postępowanie byłoby głupie, absurdalne i nierealne. Ciało upiera się przy tym, że stary kierunek nie powinien ulec zmianie, zgadzając się jedynie na niewielkie modyfikacje polegające na rezygnacji z największych skrajności.

Ogromna większość ludu Bożego zdaje się zgadzać na takie partnerstwo, które w rzeczywistości oznacza dalsze królowanie samolubstwa. Inni zaś nalegają, że to duch i zmysł Chrystusowy winien sprawować kontrolę. Walka, jaka z tego wynika, jest bardzo ciężka (Gal. 5:16,17), jednak nowa wola winna zwyciężać, uznając starą wolę wraz z jej samolubstwem, czyli zdeprawowanymi dążeniami, za martwą (Kol. 2:20; 3:3; Rzym. 6:2-8).

Czy kończy to jednak walkę raz na zawsze? Nie –

“Nie sądź, że twoim udziałem zwycięstwo,

Albo, że twoje trudy skończone.

Niejedną próbę przejdzie twe męstwo,

Zanim zdobędziesz niebieską koronę.

O tak, musimy codziennie wznawiać tę walkę, błagając Boga o pomoc, byśmy mogli ukończyć nasz bieg w radości. Musimy pokonywać nie tylko naszą wolę, ale podobnie jak to czynił apostoł, podbijać w niewolę nasze ciało (1 Kor. 9:27). Owa nieustanna czujność wobec ducha samolubstwa i ciągłe wspieranie i pobudzanie w sobie ducha miłości jest wspólnym doświadczeniem wszystkich tych, którzy “się oblekli w Chrystusa” i przyjęli Jego wolę za swoją. Jakże słuszna jest wobec tego uwaga apostoła: “Od tego czasu nikogo [w Chrystusie] według ciała nie znamy”. Tych, którzy są w Chrystusie, znamy według ich nowego ducha, a nie według upadłego ciała. Jeśli zatem widzimy, że upadają czasami, albo w pewnej mierze zawsze, ale jednocześnie zauważamy u nich objawy nowego zmysłu, który walczy o panowanie, słusznie jesteśmy skłonni raczej im współczuć niż ich besztać z powodu niewielkich upadków: “Upatrując każdy samego siebie, abyś i ty nie był kuszony [przez naszą starą, upadłą naturę, poprzez pogwałcenie niektórych wymagań doskonałego zakonu miłości]”.

Tak więc w “obecnych utrapieniach”, gdy każdy musi czynić wszystko, co tylko potrafi, by utrzymać pod kontrolą swe ciało i ducha miłości, zdrowy rozsądek, jak również doświadczenie i Biblia, podpowiadają nam, że lepiej nie komplikować sytuacji próbami wprowadzenia komunizmu. Zamiast tego, każdy powinien, na ile to tylko możliwe, czynić koleje proste nogami swymi, iżby to, co jest <str. 477> chromego, z drogi nie ustąpiło, ale raczej uzdrowione było.

(1) Zdrowy rozsądek podpowiada, że skoro święci z Boską pomocą muszą ustawicznie walczyć o to, by miłością pokonywać samolubstwo, to w takiej przypadkowej osadzie czy społeczności z pewnością nie udałoby się ustanowić prawa, które jest całkowicie obce dla większości jej członków. Nie byłoby także możliwe utworzenie takiego komunistycznego osiedla dla świętych, ponieważ my nie umiemy czytać serc i tylko “Pan zna, którzy są jego”. A gdyby nawet udało się zorganizować taką osadę zamieszkałą wyłącznie przez świętych i gdyby im się dobrze powodziło we wspólnocie wszystkich dóbr, to wtedy wszelkiego rodzaju źli ludzie usiłowaliby zagarnąć ich własność albo przynajmniej mieć udział w ich pomyślności. Gdyby zaś takowych wyeliminować z tej społeczności, to opowiadaliby o niej wszystko, co najgorsze, tak że nawet gdyby przedsięwzięcie to w ogóle się utrzymało, to nie mogłoby w rzeczywistości okazać się sukcesem.

Niektórzy święci, jak również wiele ludzi w świecie popadło w samolubną nieudolność, tak wielką, że tylko konieczność zmusza ich do tego, by byli “w pracy nie leniwi, duchem pałający, Panu służący”. Zaś inni są tak samolubnie ambitni, że muszą zostać poturbowani przez niepowodzenia i przeciwności, by złagodnieli i okazali współczucie innym, albo nawet zaczęli wobec nich sprawiedliwie postępować. W przypadku obu tych kategorii ludzi “wspólnota” utrudniłaby jedynie opanowanie przez nich właściwych i koniecznych lekcji.

Takie wspólnoty, pozostawione pod zarządem większości, zniżyłyby się do poziomu większości, gdyż postępowa, aktywna mniejszość, stwierdziwszy, że ich aktywność i gospodarność nie przynosi żadnego pożytku wobec beztroski i lenistwa innych, również stałaby się beztroska i bezmyślna. Gdyby zarządzali w nich organizatorzy o silnej woli, w charakterze członków rady nadzorczej kierującej życiem na zasadach paternalistycznych, to skutek byłyby może finansowo bardziej korzystny, jednak członkowie społeczności, pozbawieni osobistej odpowiedzialności, staliby się wyłącznie narzędziami i niewolnikami takich zarządców.

Zdrowy rozsądek wskazuje zatem, że koncepcja indywidualizmu, wraz z jej wolnością i odpowiedzialnością, jest najlepsza z punkt widzenia rozwoju inteligentnych istot, nawet jeśli w wielu sytuacjach sprawia ona wielu ludziom wiele trudności.

Zdrowy rozsądek wskazuje, że komunizm mógłby się powieść, gdyby na ziemi zostało ustanowione Tysiącletnie Królestwo pod zarządem obiecanych na ten czas <str. 478> boskich władców, gdyby zostali oni wsparci nieomylną mądrości i pełnią mocy dla jej wykorzystania, wykonując “sąd według sznuru, a sprawiedliwość według wagi” i rządząc nie za pozwoleniem większości, ale zgodnie ze sprawiedliwym sądem sprawowanym “laską żelazną”. W takich okolicznościach komunizm mógłby się powieść i okazać się, być może, najlepszym rozwiązaniem, a jeśli tak, to zostanie ono zastosowane przez Króla królów. Na to jednak przyjdzie nam jeszcze poczekać. Skoro zaś nie dysponujemy ani mocą, ani mądrością potrzebną dla ustanowienia takiej teokratycznej władzy, to duch zdrowego zmysłu każe nam oczekiwać na czas przewidziany przez Pana, a na razie modlić się: “Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”. Gdy zaś Królestwo Chrystusowe przyprowadzi wszystkich chętnych do Boga i sprawiedliwości oraz gdy zniszczy wszystkich opornych, wtedy możemy się spodziewać, że na ziemi rządzonej przez miłość, która już panuje w niebie, ludzie będą wspólnie dzielili się własnością wszystkich dobrodziejstw, podobnie jak aniołowie korzystają z obfitości nieba.

(2) Doświadczenie dowodzi, że metody komunizmu są nieskuteczne w obecnym czasie. Było już kilka takich społeczności. Żadna z nich nie zakończyła się jednak sukcesem. Od dawna wiadomo już o niepowodzeniu wspólnoty Oneida w Nowym Jorku. Inna wspólnota, Harmony Society [Towarzystwo Harmonii] z Pensylwanii, szybko zawiodła nadzieje swych założycieli, gdyż panujące tam nieporozumienia doprowadziły już do podziału. W okolicy Pittsburgha, w Pasadenie, założono jej filię znaną pod nazwą Economites. Na początku prosperowała ona znakomicie, ale tylko do czasu, obecnie zaś obumiera, a własność jej majątku jest przedmiotem sporu zarówno w Towarzystwie, jak i na salach sądowych.

Obecnie zakładane są kolejne stowarzyszenia komunistyczne, które odniosą jeszcze mniejszy sukces niż tamte, ponieważ czasy się zmieniły. Panuje większa niezależność, zmniejszyło się poczucie respektu i szacunku, dominują opinie popierane przez większość. W tej sytuacji, bez nadludzkich przywódców, społeczności te z pewnością upadną. Przywódcy kierujący się mądrością światową liczą na samych siebie, tymczasem mądrzy chrześcijanie kierują swą uwagę w całkowicie inną stronę, będąc posłuszni poleceniu Pańskiemu: “A ty poszedłszy, opowiadaj królestwo Boże”.

(3) Biblia nie naucza komunizmu, a za to naucza miłującego, rozważnego indywidualizmu. Chyba, że weźmiemy pod uwagę komunizm rodzinny, gdzie w tym znaczeniu każda rodzina występuje jako jedna całość, której głową jest ojciec, a jego żona, stanowiąca jego część, jest z nim współdziedzicem łaski życia, partnerem w każdej radości i przywileju, jak również w każdej przeciwności i smutku. <str. 479>

Prawdą jest, że Bóg dozwolił na to, by pierwotny Kościół został zorganizowany na sposób w pewnym sensie “komunistyczny”, o czym wspomnieliśmy na początku naszego artykułu. Być może miało to jednak na celu ukazanie nam braku mądrości w tej metodzie. Niechaj też nikt spośród obecnych zwolenników tej idei nie twierdzi, że apostołowie nie zalecali i nie organizowali takich wspólnot tylko dlatego, że brakowało im mądrości potrzebnej dla obmyślenia i zrealizowania takiego planu, jako że w nauczaniu naszego Pana i apostołów nie znajdujemy ani jednego słowa, które zalecałoby zasady komunizmu; można za to przytoczyć liczne cytaty świadczące o czymś przeciwnym.

Prawdą jest, że apostoł Piotr (oraz prawdopodobnie inni apostołowie) wiedział o tym pierwszym porządku “komunistycznym” i współdziałał z nim, nawet jeśli nie nauczał takiego systemu. Niektórzy dochodzą także do wniosku, że śmierć Ananiasza i Safiry stanowi dowód na to, że oddawanie wszystkich dóbr przez wiernych było przymusowe. Nie jest to prawdą. Ich grzechem było kłamstwo, jak oświadczył Piotr po zbadaniu tej sprawy. Jeśli posiadali ziemię, którą nabyli w uczciwy sposób, to zatrzymując ją, nie uczyniliby nic złego. Także sprzedanie jej nie było złem. Zło polegało na fałszywym oświadczeniu, że suma pieniędzy, jaką oddawali była wszystkim, co posiadali, skoro tak nie było. Usiłowali oszukać innych, chcąc mieć udział w ich wszystkich dobrach, podczas gdy sami nie oddali wszystkiego.

W rzeczywistości chrześcijańska wspólnota w Jerozolimie okazała się niepowodzeniem. “Wszczęło się szemranie (…), iż były zaniedbywane w posługiwaniu powszednim wdowy ich.” Chociaż Kościół pod nadzorem apostolskim był czysty i wolny od “kąkolu”, a wszyscy posiadali skarb nowego ducha, czyli “zmysł Chrystusowy”, to jednak wyraźnie widać, że skarb ten znajdował się w zniekształconych i pokręconych naczyniach glinianych, które nie były w stanie ze sobą współpracować.

Apostołowie prędko przekonali się, że zarządzanie taką społecznością w sposób istotny przeszkadzałoby ich rzeczywistej działalności – głoszeniu Ewangelii. Dlatego zostawili te sprawy dla innych. Apostoł Paweł i inni apostołowie podróżowali od miasta do miasta głosząc Chrystusa, i to tego ukrzyżowanego. Jednak na ile wynika z przekazów, nigdzie nie wspomnieli o “komunizmie” ani też nie zorganizowali żadnej wspólnoty. Zaś apostoł Paweł oświadcza: “Albowiem nie chroniłem się, żebym wam nie miał oznajmić wszelkiej rady Bożej”. Dowodzi to, że komunizm nie jest częścią Ewangelii ani rady Bożej dla obecnego wieku. <str. 480>

Wprost przeciwnie, apostoł Paweł pouczał Kościół i nawoływał do postępowania, które byłoby całkowicie niemożliwe, gdyby tworzył on społeczność komunistyczną – pouczał, by każdy “miał staranie o swoich”, by “pierwszego dnia w tygodniu każdy odkładał u siebie” pieniądze na służbę Pańską wedle tego, jak mu się powodzi, żeby słudzy byli posłuszni swoim panom, wypełniając służbę z podwójnie dobrą wolą, jeśli ich pan był jednocześnie bratem w Chrystusie, by panowie tak traktowali swych sług, jakby mieli zdać z nich rachunek przed wielkim Mistrzem, przed Chrystusem (1 Tym. 5:8; 6:1; 1 Kor. 16:2; Efezj. 6:5-9).

Nasz Pan Jezus Chrystus nie tylko nie założył wspólnoty, ale nawet nie nauczał, żeby takowa miała być ustanowiona. Wprost przeciwnie, w swych przypowieściach nauczał, że nie każdy otrzymał taką samą liczbę talentów, lecz każdy jest szafarzem i powinien indywidualnie (a nie kolektywnie jako komuna) zarządzać swymi własnymi sprawami i sam zdać swój rachunek (Mat. 25:14-28; Łuk. 19:12-24; zob. także Jak. 4:13,15). Umierając, nasz Pan oddał matkę pod opiekę swego ucznia, Jana, i według zapisu Ewangelii Jana (19:27) “Od onej godziny wziął ją on uczeń do siebie”. A przeto Jan mieszkał oddzielnie. Tak samo Marta, Maria i Łazarz. Gdyby nasz Pan założył wspólnotę, to bez wątpienia jej właśnie, a nie Janowi, poleciłby opiekę nad swoją matką.

Ponadto tworzenie wspólnoty wiernych jest przeciwne celowi i metodom Wieku Ewangelii. Celem obecnego wieku jest świadczenie światu o Chrystusie, wybieranie ludu dla imienia Bożego. I z tą właśnie myślą wszyscy wierzący są zachęcani do tego, by byli płonącym i jaśniejącym światłem dla ludzi – całego świata – a nie tylko wzajemnie dla siebie. Tak więc Pan dozwolił na założenie pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej po to, by wykazać, że brak ustanowienia takich wspólnot nie był skutkiem jakiegoś niedopatrzenia. Następnie jednak wspólnota ta została przez Niego zlikwidowana, a jej wierzący uczestnicy rozproszeni, by głosili Ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Czytamy: “I wszczęło się onegoż czasu wielkie prześladowanie przeciwko zborowi, który był w Jeruzalemie, i rozproszyli się wszyscy po krainach ziemi Judzkiej i Samarii, oprócz <str. 481> apostołów.” “A ci, którzy byli rozproszeni, chodzili opowiadając słowo Boże” (Dzieje Ap. 8:1,4; 11:19).

Zadaniem ludu Bożego jest więc dalsze świecenie jako światła w pośrodku świata, a nie zamykanie się w zakonach, klasztorach i wspólnotach. Obietnica raju nie zostanie urzeczywistniona poprzez przyłączanie się do takich wspólnot. Pragnienie przystępowania do takich “sprzysiężeń” jest niczym innym, jak tylko częścią powszechnego ducha naszych dni, przeciwko któremu zostaliśmy ostrzeżeni (Izaj. 8:12). “Poddaj się Panu, a oczekuj go”. “Przetoż czujcie, modląc się na każdy czas, abyście byli godni ujść tego wszystkiego, co się dziać ma, i stanąć przed Synem człowieczym” – Łuk. 21:36.

Anarchia jako środek zaradczy

Anarchiści żądają wolności wykraczającej poza granice prawa. Najwidoczniej doszli oni do wniosku, że zawiodły wszystkie sposoby współpracy między ludźmi i dlatego proponują zniesienie wszelkich ograniczeń. Anarchia jest więc dokładnym przeciwieństwem komunizmu, chociaż niektórzy je mylą. Podczas gdy komunizm dąży do zniszczenia wszelkich przejawów indywidualizmu oraz pragnie zmusić cały świat do dzielenia wspólnego losu, to anarchia chce obalić wszelkie prawa i ograniczenia społeczne tak, by każdy mógł czynić to, co mu się podoba. Na ile da się stwierdzić, anarchia jest ideologią wyłącznie destruktywną i nie zawiera żadnych cech konstruktywnych. Jej zwolennicy uważają prawdopodobnie, że zniszczenie świata jest wystarczająco wielkim zadaniem na obecny czas i trzeba pozwolić przyszłości, by sama stoczyła walkę w zakresie odbudowy.

Poniższe fragmenty szesnastostronicowej broszury, opublikowanej przez londyńskich anarchistów i rozpowszechnianej w czasie ich wielkiego pochodu pierwszomajowego, dają wyobrażenie o ich dzikich i desperackich ideach.

“Przekonanie, że musi być jakiś rząd i że trzeba mu się podporządkować, leży u podłoża wszystkich naszych nieszczęść. Jako rozwiązanie tego problemu proponujemy walkę na śmierć i życie przeciwko wszystkich rządom – rządom rzeczywistym, tak jak funkcjonują one w ramach państwa, oraz rządom doktrynalnym, będącym skutkiem wielowiekowej ciemnoty <str. 482> i uprzedzeń, jak choćby religia, patriotyzm, posłuszeństwo prawu, wiara w pożyteczność rządu, poddaństwo bogaczom i urzędnikom – słowem, walkę ze wszystkimi oszustwami wymyślonymi w celu ogłupienia i zniewolenia ludu pracującego. Robotnicy muszą koniecznie obalić władze, gdyż ci, którzy czerpią z niej zyski, na pewno tego nie uczynią. Patriotyzm i religia są przybytkami i twierdzami łajdaków. Religia jest największym przekleństwem rodzaju ludzkiego. Mimo to są ludzie skłonni sprofanować szlachetne słowo ‘praca’, łącząc go z budzącym wstręt określeniem ‘kościół’ w terminie ‘Kościół Pracy. Równie dobrze można by mówić o ‘Policji Pracy’.

Nie podzielamy poglądów tych, którzy wierzą, że państwo może zostać przekształcone w pożyteczną instytucję. Przemiana ta byłaby podobnie trudna, jak zrobienie owcy z wilka. Nie wierzymy także w centralizację produkcji i konsumpcji, do czego zmierzają socjaliści. Nie byłoby to nic innego, jak obecne państwo w nowej postaci ze zwiększonymi uprawnieniami, prawdziwe monstrum tyranii i niewolnictwa.

Celem anarchistów jest taka sama wolność dla wszystkich. Ludzie różnią się od siebie pod względem posiadanych talentów i uzdolnień. Każdy wie najlepiej, co umie robić i czego pragnie. Prawa i uchwały stoją jedynie na przeszkodzie, zaś wymuszona praca nie jest nigdy przyjemna. W stanie, do którego dążą anarchiści, każdy będzie wykonywał pracę, która mu najbardziej odpowiada i zaspokajał swoje potrzeby we wspólnym magazynie zgodnie ze swymi upodobaniami.”

Wydaje się, że nawet człowiek o bardzo niewyrobionych poglądach i niewielkim doświadczeniu uzna takie propozycje za przejaw kompletnego braku rozumu. Nie widać tu żadnej propozycji ani żadnej nadziei na znalezienie środka zaradczego, a jedynie zgrzytanie zębami bezradnych i zrozpaczonych ludzi. Mimo to, jest to krańcowość, której ulegają wielkie rzesze ludzi na skutek działania okoliczności wywoływanych przez samolubstwo.

Socjalizm albo kolektywizm jako środek zaradczy

Socjalizm jako forma rządów świeckich proponuje odnowę społeczną, wzrost dobrobytu oraz <str. 483> bardziej równomierny podział wypracowanego produktu dzięki społecznej własności ziemi i kapitału (bogactwa innego niż posiadłość ziemska) oraz społecznemu zarządzaniu całą gospodarką. Jego mottem jest: “Każdemu według zasług”.

Różni się on od “nacjonalizmu” tym, że nie proponuje jednakowego wynagrodzenia dla wszystkich. Różni się od komunizmu tym, że nie opowiada się za wspólnotą dóbr i własności. W ten sposób unika on błędów obu tych ideologii i jest systemem zupełnie realnym, gdyby udało się go wprowadzić stopniowo i za pośrednictwem mądrych, umiarkowanych i niesamolubnych ludzi. System ten zdziałał już bardzo dużo dobrego na niewielką skalę w różnych miejscowościach. W wielu miastach w Stanach Zjednoczonych zarządza się na tej zasadzie wodociągami, systemem dróg, szkołami, strażą pożarną i policją, dla korzyści ogółu. Europa wyprzedza nas jednak pod tym względem, gdyż wiele linii kolejowych i połączeń telegraficznych jest tam prowadzonych w taki sposób. Francuski przemysł tytoniowy wraz z zyskami stanowi własność rządu i narodu. Rosyjski przemysł spirytusowy został przejęty przez rząd i odtąd ma być przez niego zarządzany dla powszechnej korzyści finansowej oraz, jak się twierdzi, także dla dobra moralnego.

Poniższe interesujące statystyki pochodzą z artykułu:

Rozwój społeczny

autorstwa E. D. Babbitta, doktora praw College of Fine Forces z New Jersey.

“W 68 krajach rząd jest właścicielem połączeń telegraficznych.

W 54 krajach rząd jest właścicielem linii kolejowych, częściowo lub w całości, zaś w 19, między innymi w Stanach Zjednoczonych, koleje są prywatne.

W Australii można przejechać pierwszą klasą tysiąc mil za 5,5 dolara czyli sześć mil za 2 centy, zaś kolejarze zarabiają za osiem godzin pracy dziennie więcej niż pracownicy kolei amerykańskich za dziesięć godzin. Czy nie zuboża to kraju? W stanie <str. 484> Victoria, gdzie obowiązują te stawki, dochód netto za rok 1894 był wystarczająco duży dla opłacenia podatku federalnego.

Na Węgrzech, gdzie koleje są własnością państwa, można przejechać sześć mil za jednego centa, a odkąd rząd zakupił linie kolejowe, zarobki się podwoiły.

W Belgii opłaty za przewóz towarów i osób zmniejszyły się o połowę, a zarobki się podwoiły. Mimo to koleje przynoszą rządowi roczny dochód w wysokości 4 milionów dolarów.

W Niemczech jedna osoba może przejechać państwowymi kolejami cztery mile za jednego centa, jednocześnie zaś zarobki pracowników są o 120 procent wyższe niż pod zarządem korporacji. Czy taki system doprowadził do ruiny? Nie. W ciągu ostatnich dziesięciu lat dochody netto zwiększyły się o 41 procent. W zeszłym roku koleje przyniosły rządowi niemieckiemu czysty zysk w wysokości 25 milionów dolarów.

Szacuje się, że rządowa własność kolei w Stanach Zjednoczonych pozwoliłaby ludziom zaoszczędzić miliard dolarów, zapewniając jednocześnie wyższe zarobki pracownikom, których liczba wzrosłaby wtedy z konieczności do 2 milionów wobec dzisiejszych 700 tysięcy.

Niemiecki Berlin uważany jest za najczystsze, najlepiej wybrukowane i najsprawniej zarządzane miasto na świecie. Jest ono właścicielem gazociągów, sieci elektrycznej, wodociągów, tramwajów, miejskich telefonów, a nawet ubezpieczeń pożarowych, co przynosi mu roczny dochód 5 milionów marek, czyli 1,25 miliona dolarów, oprócz wszystkich wydatków. W mieście tym mieszkańcy mogą przejechać pięć mil, tyle razy ile chcą w ciągu dnia, płacąc rocznie 4,5 dolara, podczas gdy dwa przejazdy dziennie kolejką w Nowym Jorku kosztowałyby rocznie 36,5 dolara.

Pan F. G. R. Gordon opublikował w Twentieth Century [Dwudziesty Wiek] statystyki kosztów oświetlenia szeregu miast amerykańskich i stwierdził, że średni koszt utrzymania jednej lampy łukowej będącej pod zarządem miejskim wynosi rocznie 52,125 dolara, podczas gdy średnia cena, jaką różne miasta płacą prywatnym przedsiębiorstwom, wynosi 105,13 dolara rocznie za jedną lampę, czyli blisko dwa razy więcej, niż wtedy, gdy miasto samo organizuje sobie oświetlenie.

W Stanach Zjednoczonych średnia cena telegramu wynosiła w 1891 roku 32,5 centa. W Niemczech, gdzie linie telegraficzne są własnością rządu, można przesłać wiadomość składającą się z dziesięciu słów do dowolnej części kraju za 5 centów. <str. 485> Z powodu większych odległości i wyższych zarobków musielibyśmy tutaj prawdopodobnie zapłacić od pięciu do dwudziestu centów, zależnie od odległości. Jak znamienne są korzyści z posiadania przez każde miasto własnych sieci gazowych, wodociągowych, węglowych i tramwajowych dowodzą przykłady Birmingham, Glasgow i innych miast Wielkiej Brytanii.”

Jak na razie bardzo pięknie, odpowiadamy. Jednak żaden rozsądny człowiek nie będzie twierdził, że biedni ludzie w Europie cieszą się już błogosławieństwami Tysiąclecia, nawet jeśli obecnie działają wśród nich wszystkie te socjalistyczne teorie. Żaden dobrze poinformowany człowiek nie odważy się powiedzieć, że europejskie klasy pracujące osiągnęły choćby mniej więcej ten poziom, którym powszechnie cieszą się robotnicy w Stanach Zjednoczonych. Nasz kraj jest dla nich ciągle rajem i trzeba nawet uchwalać prawa ograniczające liczbę tych, którzy ciągle chcieliby w tym raju zamieszkać.

Ciesząc się z każdej poprawy sytuacji biednych ludzi w Europie, nie zapominajmy jednak, że ruch nacjonalizacyjny, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, nie wynika z większej roztropności ludzi albo z życzliwości czy też nieudolności kapitału. U jego podłoża leży zjawisko dotyczące samych rządów, które nie występuje w Stanach Zjednoczonych. Rządy europejskie zmuszone były przejąć na własność wymienione instytucje, by uniknąć bankructwa. Wynika to z ogromnego obciążenia kosztami utrzymania armii, floty, fortyfikacji itp., co zmusza je do poszukiwania źródeł dochodów. Tanie opłaty kolejowe mają na celu pozyskanie ludzi, a także przyciągnięcie kapitału, ponieważ gdyby opłaty nie były niskie, to ludzie przy tak niskich zarobkach nie byliby w stanie podróżować. Jak wiadomo, wagony czwartej klasy w Niemczech to wagony wyłącznie towarowe, które nie mają żadnych siedzeń.

W obliczu tych faktów nie dajmy się zwieść przypuszczeniom, jakoby środki tego typu miały rozwiązać kwestię robotniczą, czy choćby zapewnić ulgę w tym zakresie przez okres dłuższy niż sześć lat, a jeśli nawet, to i tak w nieznacznym stopniu.

Mamy powody, by wierzyć, że socjalizm uczyni w najbliższych latach znaczne postępy. Jednak na ogół nie będzie <str. 486> on rozwijał się w sposób mądry i umiarkowany, gdyż jego obrońcy zostaną upojeni sukcesami, podczas gdy inni wpadną w rozpacz z powodu jego niepowodzeń, a w tej sytuacji niecierpliwość doprowadzi do klęski. Kapitaliści i monarchiści uważają socjalizm za swego wroga i już mu się sprzeciwiają na ile tylko wystarcza im odwagi wobec opinii publicznej. Kościół nominalny, choć pełen jest kąkolu i światowości, ciągle odgrywa w tej sprawie znaczącą rolę, gdyż wyraża on interesy kontrolującej go klasy średniej, a od niej zależy równowaga w stosunkach między wyższymi i niższymi warstwami społecznymi. Ludzie ci mieli dotąd błędne wyobrażenie o socjalizmie, gdyż jego dotychczasowi zwolennicy byli na ogół ateistami. Władcy, kapitaliści i duchowieństwo, z nielicznymi wyjątkami, wykorzystają początkowe krańcowości socjalizmu dla przeprowadzenia na niego napaści i haniebnego napiętnowania, zachęcając się wzajemnie argumentami podsuwanymi przez własny interes i strach. Doprowadzi to do chwilowego stłumienia tego ruchu.

Możemy się tylko cieszyć, gdy realizowane są zasady równości, nawet jeśli miałoby to mieć jedynie fragmentaryczny i doraźny charakter. Zaś wszyscy, których interesy miałyby być przez to naruszone, powinni starać się spojrzeć na sprawę nieco szerzej i wyrzec się części swoich osobistych korzyści na rzecz ogólnego dobra.

Jak już wskazywaliśmy, ruch ten zostanie stłumiony przez połączone siły kościoła, państwa i kapitału, co z kolei doprowadzi do wielkiego wybuchu anarchii, w której, jak wskazuje Pismo Święte, zostaną zniszczone wszystkie obecne instytucje – będzie to “czas uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być”.

Gdyby jednak socjalizmowi udało się nawet całkowicie zrealizować swoje zamiary, to i tak okazałoby się, że przynosi on tylko doraźną ulgę dopóty, dopóki samolubstwo będzie zasadą dominującą w sercach większości ludzi. Zawsze znajdą się “urodzeni kombinatorzy”, którzy prędko wymyślą sposób na zgarnięcie śmietanki robót publicznych i zatrzymanie wynagrodzeń dla samych siebie. Mnożyć się będą i kwitnąć pasożyci struktur społecznych, <str. 487> a na każdym kroku będą tworzyły się “układy”. Dokąd ludzie będą uznawali i czcili samą zasadę, dotąd będą jej mniej lub więcej wierni. Stąd też socjalizm na samym początku może być względnie uczciwy, a jego reprezentanci obejmujący urzędy będą wiernymi sługami ogółu dla powszechnego dobra. Niech jednak tylko socjalizm uzyska popularność, a natychmiast ci sami przebiegli, samolubni kombinatorzy, którzy mu się dzisiaj sprzeciwiają, znajdą się w jego szeregach i będą nim kierować dla osiągnięcia swych samolubnych celów.

Komuniści i nacjonaliści zdają sobie sprawę z tego, że dokąd dozwolone będzie zróżnicowanie wynagrodzeń, dotąd samolubstwo będzie zniekształcać i wykręcać prawdę i sprawiedliwość, a w celu zaspokojenia pychy i ambicji usunie ono wszelkie bariery, jakie tylko człowiek może wznieść, by zapobiec biedzie. By sprostać tej trudności prezentują oni poglądy, które są krańcowo nierealne, ponieważ ludzie są grzesznikami, a nie świętymi, oraz kierują się samolubstwem, a nie miłością.

Pogląd Herberta Spencera na temat socjalizmu

Pan Herbert Spencer, znakomity angielski filozof i ekonomista, zwracając uwagę na oświadczenie, że włoski socjalista Ferri popiera jego teorie, napisał: “Stwierdzenie, że którykolwiek z moich poglądów miałby sprzyjać socjalizmowi, napawa mnie ogromnym oburzeniem. Powstanie socjalizmu uważam za największą katastrofę w dziejach świata.”

Chociaż wielcy myśliciele zgadzają się co do tego, że konkurencja i “indywidualizm” mają swoje wady i wymagają zastosowania drastycznego przeciwdziałania, to jednak potępiają zniewolenie jednostki przez organizację społeczną, albo raczej pogrzebanie indywidualizmu w socjalizmie, uznając, że ostatecznie będzie to jeszcze większa katastrofa, jako że spowodowałoby to powstanie armii pracowników publicznych, uczyniłoby politykę przedmiotem jeszcze większych targów niż obecnie, a w rezultacie jeszcze szerzej niż kiedykolwiek otworzyłoby możliwości tworzenia się układów oraz powszechnej korupcji.

Poniższy cytat z Literary Digest (10 sierpnia 1895) ma związek z rozważanym tematem i dowodzi, że <str. 488> zasady socjalizmu nie byłyby trwałe, chyba że zostałyby wsparte rodzajem przemocy – tak silne jest samolubstwo u wszystkich ludzi.

Dwie społeczności socjalistyczne

“Dwa praktyczne doświadczenia z socjalizmem przyciągają uwagę studentów ekonomii społecznej na całym świecie. W obu przypadkach pierwotnym założycielom wspólnot socjalistycznych powodzi się nieźle, a w jednym nawet bardzo dobrze. Jednak próba życia zgodnego z zasadami głoszonymi przez teoretyków socjalizmu nie powiodła się w obu przypadkach. Dawniejsi komuniści powrócili do metod, które prawie nie różnią się od metod stosowanych przez otaczającą ich burżuazję. Nie dawniej jak dwa lata temu pewna grupa australijskich robotników, zmęczonych życiem w płatnej niewoli, której jedynym wytchnieniem jest uciążliwość wymuszonego bezrobocia, wybrała się do Paragwaju, gdzie otrzymała ziemię przeznaczoną dla rolników, którzy nie dysponują wielkimi maszynami. Swoją osadę nazwali Nowa Australia i mieli nadzieję, że przekształcą ją w Utopięs dla robotników. Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych w swym ostatnim raporcie zawarło krótką historię ruchu, który skłonił wielu ludzi do zamienienia Australii, ‘robotniczego Eldorado’, na Południową Amerykę. Poniższy cytat pochodzi ze wspomnianego raportu:

Cele osady zostały określone w jej statucie, którego jeden artykuł brzmi następująco: ‘Naszą intencją jest utworzenie wspólnoty, w której każda praca będzie wykonywana dla pożytku wszystkich jej członków i w której nie będzie możliwości wzajemnego tyranizowania się. Obowiązkiem każdej jednostki będzie liczenie się z dobrem całej wspólnoty, które jest celem nadrzędnym, zapewniając określony poziom wygody, szczęścia i wykształcenia nieosiągalny w warunkach społeczeństwa, w którym nikt nie jest pewien, czy nie będzie przymierał głodem’.

Ideał ten nie został urzeczywistniony. Osiemdziesięciu pięciu kolonistów prędko zmęczyło się ograniczeniami nałożonymi na nich przez większość i wypowiedziało posłuszeństwo. Nowi przybysze z Australii uzupełnili straty spowodowane tym rozłamem, będąc jednak niezadowoleni z przywódcy ruchu, wybrali swego własnego lidera, na skutek czego w kolonii były już trzy partie. Równy podział dochodów <str. 489> z ich pracy wywoływał niezadowolenie u wielu robotników, którzy niezgodnie z zasadami socjalizmu zażądali udziałów proporcjonalnych do wykonywanej przez nich pracy. Ścisły przymus prohibicji stanowił kolejne źródło niezadowolenia, szczególnie że wykroczenie przeciwko temu przepisowi karane było wydaleniem bez prawa odzyskania kapitału wniesionego do kolonii. Osada byłaby się już rozpadła, gdyby pierwotny przywódca ruchu, któremu udało się uzyskać od władz paragwajskich mianowanie na urząd sędziego, nie otoczył się siłami policyjnymi. Obecnie pojawiła się nadzieja, że kolonia zacznie dobrze prosperować, ale zasady socjalistyczne zostały zarzucone.

Doświadczenia górników z Monthieux były nieco inne. W ich przypadku to dobrobyt spowodował porzucenie teorii socjalistycznych. Berliński Gewerbe Zeitung w następujący sposób relacjonuje ich historię:

‘W Monthieux, w pobliżu St. Etienne, znajduje się kopalnia, która kilka lat temu została porzucona przez spółkę, będącą jej właścicielem, a górnicy zostali zwolnieni. Ponieważ w okolicy nie było szans na zatrudnienie, robotnicy błagali spółkę, by przekazała im kopalnię. Właściciele zaś, nie wierząc, że kopalnia może przynieść zyski, zgodzili się. Górnicy nie mieli maszyn, jednak pracowali z zapałem i udało im się znaleźć nowe pokłady. Dzięki nadludzkiemu wysiłkowi udało im się zaoszczędzić nieco pieniędzy na zakup maszyn i w ten sposób owe porzucone kopalnie w Monthieux stały się źródłem bogactwa dla nowych właścicieli. Wówczas poprzedni właściciele usiłowali odzyskać swoją własność, ale przegrali proces sądowy, a prasa robotnicza nie omieszkała wskazać na różnicę między chciwością kapitalistów a szlachetnością górników, którzy równo dzielili się dochodami swojej pracy. Kopalnie w Monthieux zostały uznane za przykład triumfu, jaki kolektywizm odniósł nad prywatnym kapitałem. W międzyczasie górnicy zwiększyli zakres swej działalności i nie mogli już podołać całej pracy bez uzyskania pomocy. Sprowadzono innych górników, którzy pracowali najlepiej jak tylko potrafili, by wesprzeć tę pracę. Jednak ludzie, którzy pierwsi podjęli się przywrócenia opłacalności kopalni, nie zgodzili się na równy podział z przybyszami. Wiedzieli, że bogactwo, które znajdowało się pod ich stopami, zostało <str. 490> odkryte dzięki ich nadludzkiemu wysiłkowi. Można powiedzieć, że stworzyli oni coś z niczego, dlaczego więc mieli się dzielić rezultatami swej pracy z nowymi przybyszami, którzy co prawda w tym czasie także pracowali, ale gdzie indziej? Dlaczego mieliby oddawać nowym towarzyszom część żniwa, które nie było owocem ich siewu? Nowi robotnicy powinni być dobrze opłaceni, lepiej niż w innych kopalniach, ale nie powinni być udziałowcami. Wtedy to nowi przybysze wszczęli rozruchy, zaś ‘kapitalistyczni’ robotnicy sprowadzili policję i wyrzucili ich z sali posiedzeń.’”

Nacjonalizm jako środek zaradczy

Nacjonalizm jest kolejnym stopniem rozwoju teorii socjalistycznych. W myśl tej ideologii cały przemysł powinien być kierowany przez naród na bazie ogólnego obowiązku pracy i powszechnej gwarancji zapewnienia wszystkim środków utrzymania. Wszyscy robotnicy mieliby wykonywać tę samą ilość pracy i otrzymywać takie same wynagrodzenia.

Nacjonaliści twierdzą, że:

“Zjednoczenia, trusty i syndykaty, na które obecnie ludzie narzekają, dowodzą użyteczności naszych podstawowych zasad stowarzyszania się. Naszym dążeniem jest jedynie rozszerzenie tej zasady tak, by cały przemysł działał w interesie wszystkich obywateli, pod kierownictwem narodu – zorganizowanego ludu – organicznej jedności wszystkich ludzi.

Obecny system przemysłowy dowodzi swej nieprzydatności z powodu ogromnej ilości zła, jakie wytwarza. Dowodzi swej absurdalności z powodu ogromnych strat energii i materiału, które jak się przyznaje, nieodłącznie mu towarzyszą. Przeciwko temu systemowi wznosimy nasz protest, zobowiązujemy się uroczyście uczynić wszystko w celu obalenia niewolnictwa, które on spowodował i do którego kontynuacji dąży.”

Niektóre pozytywne elementy, które są wspólne dla obu tych ideologii, wymieniliśmy w podrozdziale “Socjalizm albo kolektywizm jako środek zaradczy”. Jednak w całości nacjonalizm jest zupełnie nierealny. Zastrzeżenia do niego są zasadniczo takie same jak te, które przedstawiliśmy wobec komunizmu. Chociaż nacjonalizm nie grozi bezpośrednim zniszczeniem rodziny, tak jak komunizm, to jednak z pewnością <str. 491> będzie zmierzał w tym kierunku. Wśród jego zwolenników jest wielu ludzi o szerokich horyzontach i filantropijnym nastawieniu, którzy nie dążąc do osiągnięcia osobistych korzyści pomogli w założeniu kolonii, gdzie miałyby być wypracowane zasady nacjonalizmu o charakterze ogólnego przykładu. Niektóre z nich upadły, zaś inne, które praktycznie odniosły sukces, zostały zmuszone do zarzucenia zasad nacjonalizmu w stosunkach ze światem zewnętrznym, a także, jak można było się spodziewać, we wszystkich występują znaczne tarcia wewnętrzne. Jeśli nawet święci Boży, żyjący zgodnie z zasadą: “jeden Pan, jedna wiara i jeden chrzest”, mają trudności z zachowaniem “jedności ducha w związce pokoju” i potrzebują napomnienia, by “znosili jedni drugich w miłości”, to jak można oczekiwać od przypadkowego grona ludzi, którzy nie starają się o taką duchową wieź, by udało im się pokonać samolubnego ducha świata, ciała i diabła?

Wiele takich kolonii, działających na zasadach nacjonalizmu, powstało i upadło w ciągu kilku ostatnich lat w Stanach Zjednoczonych. Jednym z największych niepowodzeń zasłynęła kolonia w Kalifornii pod nazwą Altruria, założona przez ks. E. B. Payne pod hasłem “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Miała ona wielką przewagę nad innymi koloniami, gdyż jej członkowie byli dobierani w szczególny sposób. Ponadto jej zarząd zorganizowany był na zasadzie loży i był bardzo starannie kontrolowany. Założyciel kolonii, podając w czasopiśmie Examiner (San Francisco, 10 grudnia 1896) przyczyny jej niepowodzenia, powiedział:

“Altruria nie była całkowitą klęską (…) pokazaliśmy, że zaufanie, dobra wola oraz szczerość – które przeważały przez pewien czas – stały się podstawą szczęśliwego życia społeczności, zaś z drugiej strony, że podejrzliwość, zazdrość i samolubne pobudki deprawują naturę ludzką i pozbawiają życie człowieka wszelkiej wartości (…) Nie wytrwaliśmy we wzajemnym zaufaniu i szacunku, jakie panowały na samym początku, lecz powróciliśmy do metod postępowania reszty świata.”

To, co niektórzy ludzie pokazują przez swe doświadczenia, inni poznają na zasadach logicznego rozumowania opartego na znajomości ludzkiej <str. 492> natury. Jeśli ktoś pragnie przekonać się, jak daremne są nadzieje na uzdrowienie sytuacji tymi metodami, w czasie, gdy samolubstwo ciągle jeszcze dominuje w sercach ludzi, może tanio zdobyć to doświadczenie zakwaterowując się na tydzień w trzech lub czterech “pensjonatach” drugiej kategorii.

Powszechne wykształcenie mechaniczne
jako środek zaradczy

Kilka lat temu w The Forum ukazał się artykuł napisany przez pana Henry Holt, w którym usiłuje on wykazać, że wykształcenie powinno mieć charakter ogólno-techniczny, tak by zapewniało mechanikom możliwość łatwej zmiany zawodu – powinni oni “opanować tuzin” zawodów. Być może w ten sposób dałoby się pomóc niektórym ludziom przez pewien czas, jednak oczywiste jest, że nie rozwiąże to problemu. Wystarczająco zła jest obecna sytuacja, w której tynkarze i murarze mogą mieć zatrudnienie, podczas gdy szewcy i tkacze są bezrobotni. Co zaś wyniknęłoby z tego, gdyby szewcy i tkacze nauczyli się murować i tynkować? Zapewnienie bezrobotnym możliwości ubiegania się o aktualnie poszukiwaną pracę zwiększyłoby jedynie konkurencję w każdym zawodzie. Mimo to autor dobrze ujął dwie istotne prawdy, które decydują o konieczności wykształcenia. Pisze on:

“Prostszą z tych prawd jest nieuchronna, a nawet okrutna konieczność doboru naturalnego. Nie mówię, że jest to sprawiedliwe. Natura nie ma pojęcia o sprawiedliwości. Jej maszyneria ciężko i bezlitośnie posuwa się naprzód w trudnych warunkach, ostatecznie jednak wyciska z tych warunków wszystko, co najlepsze. Prawdą jest, że natura rozwinęła w nas inteligencję, która w niewielkim stopniu pozwala nam kierować biegiem jej spraw. I właśnie w procesie wykorzystania tej inteligencji wyłania się funkcja sprawiedliwości. Naturą możemy jednak kierować tylko w zakresie wyznaczanych przez nią kierunków, inaczej zostaniemy przez nią pochłonięci. Żaden z jej kierunków nie jest szerszy i wyraźniej wyznaczony niż dobór naturalny, zaś przy korzystaniu z naszych niewielkich swobód i praw wyborczych nigdy nie jesteśmy tak mądrzy jak wtedy, gdy się zderzamy z działaniem tego prawa – gdy na przykład powołaliśmy Lincolna z jego chaty. Jednak póki co mamy znacznie większą skłonność do wybierania demagogów i wtedy cierpimy. Socjalizm proponuje <str. 493> rozciągnięcie tego zagrożenia cierpieniem na obszar produkcji. Przywódcy gospodarczy są obecnie wybierani wyłącznie na zasadzie doboru naturalnego, od którego jedynym odchyleniem są prawa dziedziczne, jednak anomalia podlega szybkiej samonaprawie, gdyż jeśli syn nie odziedziczył odpowiednich cech potrzebnych w tej dziedzinie, to nie będzie miał szans na przeżycie. Jednak w warunkach rozwoju wolnej konkurencji i możliwości wynajęcia kapitału przez uzdolnionych ludzi bez pieniędzy, zasadniczą prawdą jest to, że we współczesnym przemyśle działa prawo doboru naturalnego. Socjaliści zaś proponują, by dobór naturalny zastąpić sztucznym wyborem, i to na zasadzie powszechnego głosowania. Powszechna wiedza o wyższości dróg natury pozwoliłaby uzdrowić to szaleństwo.

Ważniejsza jest jednak inna prawda, której wyraźne przedstawienie nie jest tak łatwe, lecz można podać pewien zarys. Trudność nie polega na tym, że wymagane jest tutaj pewne wstępne wykształcenie, ile raczej na tym, że dogmat zwalczał tę prawdę przez tysiące lat i nadal z nią walczy. Dla większości czytelników każde z poniższych stwierdzeń wyda się prawdopodobnie dziwne, jeśli prawdę tę nazwiemy – przy użyciu znanej terminologii – uniwersalnym panowaniem prawa. Faktem jest, że zastępy ludzi, którzy sądzą, iż wierzą w tę prawdę, modlą się każdego dnia, żeby tak nie było, żeby w ich przypadku został uczyniony wyjątek. Ludzie, na ogół – dotyczy to także ustawodawców – mając problemy fizjologiczne posłaliby po doktora, w kłopotach z urządzeniami szukaliby mechanika, w sprawach chemicznych – chemika, a następnie z dziecięcą wiarą kierowaliby się ich opiniami. Jednak w sprawach ekonomicznych nie chcą słuchać żadnych opinii, z wyjątkiem swoich własnych. Nie mają pojęcia, że zagadnienia te, podobnie jak zjawiska fizyczne, znajdują się pod kontrolą naturalnych praw, których odkrycie, albo poznanie tych, które już zostały odkryte, wymaga specjalnych studiów, zaś postępowanie sprzeczne z tymi prawab  katastrofy, tak samo zgubnej jak w przypadku innych zboczeń. (…)

Dla zrozumienia zarysu prawa naturalnego robotnikom nie wystarczy zatem wykształcenie otrzymane w szkołach zawodowych i świadomość pewnych faktów z zakresu ekonomii, ale musieliby posiąść wiedzę naukową i historyczną. Na tej podstawie można by dopiero wyrobić sobie pewne pojęcie o działaniu praw natury zarówno w dziedzinie społecznej, jak i w świecie materialnym. Można by także zyskać świadomość, że prawo ludzkie jest bezowocne, albo nawet szkodliwe, jeśli na drodze gruntownych badań i <str. 494> ostrożnych eksperymentów, nie zostanie dostosowane do prawa naturalnego. Stąd też wyniknęłoby przekonanie, że żadne prawo ludzkie nie jest w stanie zapewnić przetrwania tym, którzy nie są wyposażeni w odpowiednie cechy, chyba że czyimś kosztem, oraz że jedynym sposobem zapewnienia im samodzielnego przetrwania jest przystosowanie ich.”

O tak, dobrze by było, żeby wszyscy dowiedzieli się, że te dwa prawa rządzą w naszym obecnym systemie społecznym i że nie leży w mocy człowieka zmienianie natury ani jej praw. A stąd wynika, że człowiek może jedynie łatać dziury w obecnych warunkach społecznych i doraźnie je trochę poprawiać. Wprowadzenie nowych i bardziej pożądanych praw koniecznych w doskonałym i idealnym społeczeństwie będzie wymagało nadnaturalnej mocy. Nauczenie się tej lekcji pomoże osiągnąć stan “pobożności z przestawaniem na swym” (zamiast niezadowolenia, które prowadzi do jeszcze większego rozdrażnienia) w ramach oczekiwania na Królestwo Boże z modlitwą: “Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.

Jedyny podatek jako środek zaradczy

Zapewne widząc wskazane powyżej skutki komunizmu, nacjonalizmu i socjalizmu, pan Henry George nakreślił pewien nie pozbawiony wartości plan, znany pod nazwą “teoria jedynego podatku”. Można by powiedzieć, że pod pewnymi względami jest to odwrócenie socjalizmu. Wiele istotnych cech tej teorii bazuje na indywidualizmie. Opowiada się ona za tym, by każda jednostka czerpała z zasobów własnego charakteru, wysiłku i środowiska. Jedynym wyjątkiem jest nieodłączne prawo każdego człowieka do udziału we wspólnym błogosławieństwie Stwórcy – błogosławieństwie powietrza, wody i ziemi. Proponuje ona wprowadzenie niewielkiej, bezpośredniej poprawki do obecnego systemu społecznego. Wychodząc z założenia, że obecne nierówności majątkowe, na ile są one krzywdzące i szkodliwe, są wyłącznie skutkiem prywatnej własności ziemi, w teorii tej proponuje się, by ziemię uczynić ponownie wspólną własnością całego rodzaju Adamowego. Twierdzi się także, że dzięki temu samorzutnie naprawią się szybko wszystkie wady obecnego systemu społecznego. Proponuje się, <str. 495> żeby owej redystrybucji ziemi dokonać nie na drodze proporcjonalnego podziału między wszystkich członków rodziny ludzkiej, ale poprzez potraktowanie jej jako jednej wielkiej posiadłości, pozwalając każdej osobie użytkować na zasadach dzierżawy dowolnie wybraną część obecnej własności oraz pobieranie podatku gruntowego oraz czynszu dzierżawnego od każdego użytkownika w wielkości proporcjonalnej do wartości ziemi (wyłączając wartość budynków i innych usprawnień znajdujących się na niej).W ten sposób działki niezabudowane byłyby obciążone tak samo wysokim podatkiem i czynszem, jak zabudowane, a nieużytki – jak przyległe pola uprawne. Ustanowiony w ten sposób podatek tworzyłby fundusz, z którego opłacane byłyby wszelkie przedsięwzięcia na rzecz wspólnego dobra – szkoły, ulice, szlaki kolejowe, wodociągi itp. oraz lokalne i ogólne rządy. Stąd właśnie wywodzi się nazwa tej teorii – “jedyny podatek”.

Skutkiem takiego prawa byłoby oczywiście udostępnienie tysięcy działek miejskich i nieużytków dla rzeczywistego osadnictwa. Gdyby zaś wszystkie podatki – od bydła, maszyn, transakcji i wszelkich innych urządzeń – miały zostać zastąpione jednym podatkiem gruntowym, to musiałby on być dość pokaźny. Byłby on jednak zróżnicowany, tak by nie występowało żadne uprzywilejowanie. Ubogie ziemie rolnicze albo tereny odległe od szlaków komunikacyjnych byłyby opodatkowane niżej w stosunku do lepszych gruntów i tych, które położone są bliżej dróg. Działki miejskie byłyby oszacowane przy uwzględnieniu wartości, lokalizacji i otoczenia.

Takie prawo, gdyby wprowadzić go w życie, po dziesięciu latach działania doprowadziłoby nieuchronnie do spadku wartości nieruchomości, a z czasem sprawiłoby, że miliony hektarów ziemi i tysiące działek miejskich zostałoby udostępnionych dla wszystkich, którzy chcieliby z nich skorzystać, płacąc wyznaczony czynsz. Pan Henry George skorzystał z okazji, że Papież Leon XIII wydał encyklikę na temat świata pracy, by opublikować broszurę stanowiącą odpowiedź, zatytułowaną: “List otwarty do Papieża Leona XIII” itd. Ponieważ tekst ten zawiera wiele wartościowych myśli, mieszczących się w ramach naszego tematu, a poza tym podaje dalszy opis <str. 496> teorii, którą właśnie rozważamy, zacytujemy z niego obszerne fragmenty.

Wyjątek z otwartego listu pana Henry George do papieża Leona XIII, w odpowiedzi na wydaną ostatnio encyklikę na temat niepokojącej kwestii świata pracy

“Wydaje się, że Wasza Świątobliwość przeoczył jej rzeczywiste znaczenie, przez stwierdzenie, że Chrystus, stając się synem cieśli i pracując jako cieśla, pokazał jedynie to, że ‘nie powinien się wstydzić ten, kto pracą swych rąk zarabia na chleb’. Wobec takiego stwierdzenia równie dobrze można by powiedzieć, że nie okradając nikogo pokazał, iż nie należy się wstydzić uczciwości. Jeśli Wasza Świątobliwość rozważy, jak słuszny jest w każdym szerszym ujęciu podział wszystkich ludzi na robotników, żebraków i złodziei, to przekona się także, że z moralnego punktu widzenia było rzeczą niemożliwą, by Chrystus w czasie swego pobytu na ziemi mógł być kimkolwiek innym, jak tylko robotnikiem, skoro ten, który przyszedł wykonać prawo, musiał zarówno uczynkiem jak i słowem okazać posłuszeństwo Boskiemu prawu pracy.

Proszę zobaczyć, jak pełną i jak piękną ilustrację tego prawa stanowi życie Chrystusa na ziemi. Przychodząc na ziemię w słabości niemowlęctwa, zgodnie z tym, jak postanowiono każdemu, by przez to przeszedł, z miłością przyjął to, co z miłością zostało wyznaczone przez naturalny porządek – utrzymanie zapewnione przez pracę, które każde pokolenie zobowiązane jest zapewnić swym potomkom. Osiągnąwszy dojrzałość, sam zarabiał na swe utrzymania przez wspólną pracę, którą musi wykonywać i wykonuje większość ludzi, by zarobić na swe utrzymanie. Następnie, przechodząc do wyższej – a nawet do najwyższej – sfery pracy, zarabiał na swe utrzymanie dzięki nauczaniu prawd moralnych i naukowych, otrzymując za to materialne wynagrodzenie w postaci ofiar darowanych Mu z miłości przez wdzięcznych słuchaczy, nie odmawiając nawet kosztownego szpikanardu, którym Maria namazała jego stopy. Zgodnie z tym, wybierając swych uczniów nie udał się do właścicieli ziemskich czy innych monopolistów, żyjących kosztem pracy innych, ale poszedł do zwykłych ludzi pracy. Powołując ich do wyższej sfery pracy i posyłając ich, by uczyli prawd moralnych i duchowych, rzekł im, by brali bez pogardy z jednej strony i bez uczucia poniżenia z drugiej, miłościwe wynagrodzenie za swoją pracę, <str. 497> mówiąc: ‘Godzien jest robotnik zapłaty swojej’. Potwierdził On w ten sposób nasze poglądy, że na całą pracę składa się nie tylko praca fizyczna, ale każdy kto w jakikolwiek sposób przyczynia się do materialnej, moralnej czy duchowej pełni życia, jest także robotnikiem.*

* “Nie należy także zapominać, że badacz, filozof, nauczyciel, artysta, poeta, kapłan, choć nie zaangażowany przy bezpośrednim wytwarzaniu bogactw, ma jednak nie tylko udział w produkcji przedmiotów użytkowych i tych służących przyjemności, do których osiągnięcia bogactwa są jedynie środkiem, ale ponadto jeszcze przez przyswajanie i szerzenie wiedzy, stymulowanie procesów intelektualnych oraz przez rozwijanie poczucia moralności może on w znacznym stopniu przyczyniać się do zwiększania możliwości wytwarzania bogactw. Ponieważ nie samym chlebem człowiek żyje. (…) Ten, kto posługując się umysłem lub ciałem powiększa łączne pozytywne bogactwo ludzkości, zwiększa sumę ludzkiej wiedzy lub podnosi życie człowieka na wyższy poziom albo dodaje mu pełni, ten jest ‘wytwórcą’, ‘człowiekiem pracującym’, ‘robotnikiem’ w szerokim znaczeniu tego słowa i godnie zarabia na swoją uczciwą zapłatę. Zaś ten, kto nie robi nic, by uczynić ludzkość bogatszą, mądrzejszą, lepszą i szczęśliwszą, żyje kosztem pracy innych, ten – niezależnie od tego, jakie zaszczytne tytuły nosi i jak chętnie kapłani mamony kołyszą przed nim swymi kadzielnicami – według najnowszych analiz jest jedynie żebrakiem albo złodziejem.”

Zakładając, że robotnicy, nawet zwykli robotnicy fizyczni, są biedni z natury rzeczy, Wasza Świątobliwość pomija fakt, że praca jest źródłem bogactwa, i przypisuje tym samym naturalnemu prawu danemu przez Stwórcę niesprawiedliwość, która wywodzi się z ludzkiego bezbożnego pogwałcenia Jego życzliwych zamiarów. Nawet w najbardziej prymitywnym stanie rzemiosła, przy zachowaniu sprawiedliwości, można zapewnić każdemu zdrowemu człowiekowi możliwość zarobienia na życie. Przy użyciu oszczędzających pracę wynalazków naszych czasów wszyscy powinni móc zarobić znacznie więcej. Tak więc mówiąc, że bieda nie jest hańbą, Wasza Świątobliwość sugeruje nierozsądne wnioski. Bieda powinna być uznana za hańbę, ponieważ w warunkach sprawiedliwości społecznej oznaczałaby ona – jeśli nie wynika z nieszczęścia – lekkomyślność albo lenistwo.

Współczucie Waszej Świątobliwości zdaje się ograniczać wyłącznie do biednych, do robotników. Czy tak być powinno? Czy bogaci próżniacy nie zasługują także na litość? Wedle słowa Ewangelii to właśnie bogaty bardziej niż biedny wymaga litości. Zaś dla każdego, kto wierzy w przyszłe życie, stan człowieka, który ocknąwszy stwierdza, że pozostawił za sobą umiłowane przez siebie miliony, musi wydać się godny politowania. Ale nawet w tym życiu jakże bardzo politowania godny jest los bogatego człowieka. Zło nie tkwi w samym bogactwie – w jego władzy nad rzeczami <str. 498> materialnymi. Zło to posiadanie bogactw wtedy, gdy inni popadają w nędzę, to unoszenie się tak wysoko, że traci się kontakt z życiem ludzkości, z jej pracą i zmaganiem, z jej nadziejami i obawami, tak wysoko, że jest się oddalonym od miłości będącej słodyczą życia, od uprzejmej sympatii i wspaniałomyślnego postępowania wzmacniającego wiarę w człowieka i zaufanie do Boga. Proszę zauważyć, w jaki sposób ludzie bogaci upatrują podlejszych stron ludzkiej natury, jak otoczeni są pochlebcami i lizusami, jak znajdują narzędzia nie tylko gotowe zaspokoić ich najbardziej podłe odruchy, ale jeszcze je pobudzające i stymulujące, jak muszą się ustawicznie pilnować, by nie zostali oszukani, jak często muszą podejrzewać, że pod uprzejmymi czynami i przyjaznymi słowami kryją się złe zamiary, jak ich szczodrość sprawia, że otoczeni zostają przez bezwstydnych żebraków i podstępnych oszustów, jak często stygną w ich przypadku uczucia rodzinne, a ich śmierci towarzyszy źle ukrywana radość tych, którzy mają nadzieję przejąć ich majątek. Największe zło ubóstwa nie polega na niedostatku rzeczy materialnych, ale na zahamowaniu i zakłóceniu rozwoju wyższych wartości. Tak też, choć w inny sposób, posiadanie nie zasłużonych bogactw hamuje i zniekształca rozwój najszlachetniejszych cech człowieka.

Nie można bezkarnie omijać Boskich przykazań. Jeśli Bóg polecił, by człowiek pracą zarabiał na chleb, to bogaci próżniacy muszą cierpieć. I cierpią. Proszę zważyć na całkowitą bezsensowność życia tych, którzy żyją dla przyjemności. Proszę zważyć na obrzydliwe występki, jakie lęgną się wśród ludzi, którzy otoczeni ubóstwem, sami sycą się bogactwami. Proszę zważyć na straszliwą karę nudy, o której biedacy wiedzą tak niewiele, że nie potrafią zrozumieć tego uczucia. Proszę zważyć na pesymizm, który narasta wśród bogatych klas – owo odgradzanie się od Boga, owa pogarda dla ludzi, która sprawia, że istnienie samo w sobie wydaje się złem, a pomimo strachu przed śmiercią pojawia się tęsknota za unicestwieniem.

Chrystus, mówiąc bogatemu młodzieńcowi, który go szukał, by sprzedał wszystko, co ma i rozdał ubogim, nie myślał o ubogich, ale o młodzieńcu. Dlatego jestem przekonany, że wśród bogatych, a szczególnie wśród tych, którzy sami się wzbogacili, jest wielu takich, którzy z czasem coraz wyraźniej zaczynają odczuwać, że ich bogactwa są szaleństwem, i obawiać się zagrożeń i pokus, na jakie wystawią one ich dzieci. Jednak siła dawnego przyzwyczajenia, podszepty pychy, podniecenie zdobywaniem i zatrzymywaniem dla siebie kolejnych bogactw, co jest już dla nich tylko atrakcją żetonu z karcianego stołu, oczekiwania rodziny, które nabrały charakteru <str. 499> należnych praw oraz rzeczywiste trudności w zrobieniu dobrego użytku ze swego bogactwa sprawiają, że są oni przywiązani do swego brzemienia jak objuczony osioł do ładunku, aż potkną się nad przepaścią wyznaczającą granicę tego życia.

Ludzie, którzy mają pewność zdobycia pożywienia, gdy będą go potrzebowali, jedzą tylko tyle, by zaspokoić swój głód. Są jednak plemiona żyjące na obrzeżach zamieszkałego świata, których życie składa się z głodowania albo z ucztowania. Wielodniowe znoszenie głodu i strach przed nim powodują, że gdy uda im się upolować jakąś zwierzynę, to podobnie jak anakonda, napychają żołądki do pełna. Oto co stanowi przekleństwo bogactwa i jednocześnie popycha człowieka do ubiegania się o nie, co czyni z bogactwa przedmiot zazdrości i podziwu – strach przed niedostatkiem. Tak jak nadmierne bogactwo jest reakcją na nadmierne ubóstwo, tak niszczące duszę przymioty bogactwa są jedynie odbiciem niedostatku, który prowadzi do zezwierzęcenia i wynaturzenia. Rzeczywiste zło tkwi w niesprawiedliwości, z której wynika zarówno nienaturalne posiadanie, jak i nienaturalna strata.

Trudno byłoby jednak obciążyć odpowiedzialnością za tę niesprawiedliwość jakieś pojedyncze osoby czy klasy. To zjawisko prywatnej własności ziemi jest owym wielkim złem społecznym, na skutek którego cierpi całe społeczeństwo i którego ofiarami są zarówno bardzo bogaci, jak i bardzo biedni, choć na przeciwległych biegunach. Wiedząc o tym, wydaje nam się, że mówienie o osobistej odpowiedzialności bogatych za cierpienia biednych jest pogwałceniem miłości chrześcijańskiej. Jednocześnie zaś czyniąc to, Wasza Świątobliwość nalega, by nie tykać przyczyny owego kolosalnego bogactwa i poniżającej nędzy. Oto mamy człowieka ze zniekształcającą i niebezpieczną naroślą. Jeden lekarz uprzejmie, łagodnie, ale zdecydowanie usunie ją. Inny zaś będzie nalegał, by nie usuwać narośli, jednocześnie zaś uczyni jej biedną ofiarę obiektem nienawiści i kpin. I który z nich postąpił słusznie?

Starając się przywrócić ludzi do ich równych i naturalnych praw, nie szukamy korzyści dla jednej klasy, ale dla wszystkich, gdyż obydwaj wiemy dzięki wierze i widzimy poprzez fakty, że niesprawiedliwość nie może nikomu przynieść zysku, zaś sprawiedliwość będzie korzyścią dla wszystkich.

Nie dążymy także do ‘daremnej i śmiesznej równości’. (…) Równość, którą chcielibyśmy ustanowić, nie polega na równości majątkowej, ale na równych możliwościach naturalnych. (…)

Przejmując zaś na użytek społeczny to, co w naszym przekonaniu jest z całą pewnością wielkim funduszem przewidzianym w Boskim porządku dla całego społeczeństwa, nie nakładamy nawet najmniejszego podatku na posiadaczy bogactw, niezależnie od wielkości ich majątku. Nie tylko uważamy <str. 500> takie podatki za pogwałcenie prawa własności, ale jesteśmy wręcz przekonani, że na mocy wspaniałego stosowania się praw Stworzyciela na polu ekonomii, niemożliwe jest, by ktokolwiek uczciwie posiadł bogactwo bez jednoczesnego powiększenia bogactwa świata. (…)

Wasza Świątobliwość daje tego przykład w swej encyklice. Zaprzeczając równości praw do materialnej podstawy życia, a jednocześnie zdając sobie sprawę z istnienia prawa do życia, Wasza Świątobliwość potwierdza prawo robotników do zatrudnienia i otrzymywania od pracodawców pewnej zapłaty o nieokreślonej wysokości. Takie prawa nie istnieją. Nikt nie ma prawa domagać się zatrudnienia u innego człowieka albo żądać wyższego wynagrodzenia niż ktoś inny chce zapłacić. Nie wolno także wywierać żadnego rodzaju presji na drugich, by podnieśli wynagrodzenia wbrew własnej woli. Nie może być żadnego lepszego moralnego usprawiedliwienia dla takiego żądania robotników wobec ich pracodawców niż to, które mogliby przedstawić pracodawcy, domagając się, by robotnicy musieli dla nich pracować także wtedy, gdy nie mają na to ochoty i żeby zaakceptowali wynagrodzenia niższe, niż gotowi byliby przyjąć. Wszelkie pozorne usprawiedliwienia mają źródło we wcześniejszym błędzie, polegającym na odmówieniu robotnikom ich naturalnych praw. (…)

Chrystus usprawiedliwił Dawida, gdy ten przyciśnięty głodem dopuścił się czynu, który w normalnych warunkach zostałby uznany za świętokradztwo, zabierając z świątyni chleby pokładne. Mówiąc to jednak daleki był od stwierdzenia, że okradanie świątyni jest właściwym sposobem zapewnienia sobie utrzymania.

W encyklice zaleca jednak Wasza Świątobliwość stosowanie w zwykłych stosunkach życiowych, w normalnych okolicznościach, zasad, które etyka dopuszcza jedynie w nadzwyczajnych warunkach. Skłonność Waszej Świątobliwości do potwierdzania fałszywych praw wynika z zaprzeczenia praw słusznych. Naturalnym prawem każdego człowieka nie jest domaganie się zatrudnienia i wynagrodzenia od innego człowieka, lecz zatrudnienie samego siebie, a to poprzez odwołanie się swą własną pracą do niewyczerpanych zasobów magazynu, jaki Stwórca zapewnił wszystkim ludziom w postaci ziemi. Gdyby magazyn ten został otwarty, czego dokonalibyśmy wprowadzając zasadę jedynego podatku, to naturalne zapotrzebowanie na pracę dotrzymywałoby kroku podaży. Człowiek, który sprzedał pracę i człowiek, który ją kupił wymieniliby się swobodnie między sobą dla obopólnej korzyści i ustałyby wszelkie przyczyny sporów między robotnikami i pracodawcami. W takiej sytuacji bowiem, gdyby każdy miał <str. 501> swobodę zatrudnienia, praca przestałaby wydawać się łaską. Dlatego też nikt nie pracowałby dla drugiego za mniejsze wynagrodzenie, biorąc pod uwagę wszystkie składniki, niż mógłby zarobić pracując dla samego siebie. Płace wzrosłyby do swej pełnej wartości, a związki między robotnikami i pracodawcami układałyby się na zasadach obopólnej korzyści i wygody.

Jest to jedyny sposób, w jaki można zadowalająco uregulować te sprawy.

Wasza Świątobliwość zdaje się uważać, że jest jakaś sprawiedliwa stawka wynagrodzeń, którą pracodawca powinien chętnie zapłacić, a robotnicy powinni z zadowoleniem przyjąć, oraz wyobraża sobie, że uchwalenie takiej stawki położyłoby kres sporom. Pensja, o której zapewne Wasza Świątobliwość myśli, powinna robotnikom wystarczyć na skromne życie i być może, przy ciężkiej pracy i ścisłej oszczędności, pozwolić odłożyć jakąś niewielką sumę.

W jaki sposób można jednak ustalić taką stawkę wynagrodzeń bez ‘rynkowego targowania się’? Podobnie niemożliwe byłoby ustalenie w taki sposób sprawiedliwych cen zbóż, świń, statków czy obrazów? Czy arbitralne regulacje w tym czy innym przypadku nie hamowałyby tego wzajemnego oddziaływania, które najskuteczniej pobudza ekonomiczne przystosowanie się sił produkcyjnych? Dlaczego kupujący pracę mieliby w większym stopniu niż kupujący inne towary zostać zmuszeni do płacenia wyższych cen niż musieliby zapłacić na wolnym rynku? Dlaczego sprzedający pracę mieliby się zadowolić zapłatą niższą niż oferuje wolny rynek? Dlaczego robotnicy mieliby zadowolić się skromną pensją, skoro świat jest tak bogaty? Dlaczego mieliby się godzić na całe życie ciężkiej pracy i wyrzeczeń, gdy świat obfituje w dostatki? Dlaczego nie mieliby pragnąć zaspokojenia swych wyższych potrzeb, delikatniejszych gustów? Dlaczego mieliby się zadowolić podróżowaniem pod pokładem, gdy inni cieszą się wygodnymi kabinami?

Nigdy się tak nie stanie. Poruszenie naszych czasów nie wynika jedynie z faktu, że robotnikom jest coraz trudniej utrzymać ten sam poziom wygody życia. Inną, może nawet ważniejszą, przyczyną jest to, że następuje rozwój ich pragnień, który domaga się wyższego poziomu wygody życia. Ten rozwój pragnień musi postępować dalej, gdyż robotnik jest człowiekiem, a człowiek to jest takie zwierzę, które nigdy nie jest zadowolone.

Nie jest on wołem, któremu można powiedzieć: tyle trawy, tyle ziarna, tyle wody i nieco soli i będzie <str. 502> zadowolony. Przeciwnie, im więcej człowiek ma, tym więcej pragnie. Gdy ma pod dostatkiem jedzenia, to chce lepszego jedzenia. Gdy ma dom, to chce, by był on wygodny i ładny. Gdy te zwierzęce potrzeby są zaspokojone, pojawiają się potrzeby umysłowe i duchowe.

Nieustanne niezadowolenie leży w naturze człowieka – w tej szlachetniejszej naturze, która stawia go o całe niebo wyżej od zwierząt i stanowi dla niego dowód, że istotnie został stworzony na podobieństwo Boże. Nie należy się temu sprzeciwiać, gdyż jest to motor wszelkiego postępu. Dzięki temu powstała katedra św. Piotra, a na matowych, martwych płótnach zajaśniały anielskie twarze Madonny. Dzięki temu zważono słońce, dokonano analizy gwiazd i odkrywano strona po stronie cudowne dzieła twórczej inteligencji. Dzięki temu zmniejszono Atlantyk dla oceanicznych przewozów, a błyskawicę nauczono przenosić nasze depesze do najodleglejszych krajów. To otwiera przed nami możliwości, w obliczu których wszystkie dokonania współczesnej cywilizacji wydają się być niczym. Nie można tego stłumić bez degradacji i zezwierzęcenia człowieka, bez zdegradowania Europy do roli Azji.

Dlatego też bez zaoferowania zarobków w sytuacji wolnej od wszelkich ograniczeń w zakresie pracy w warunkach równego dostępu do możliwości, jakie zapewnia natura, nie jest możliwe ustalenie żadnych stawek zarobkowych, które zostałyby uznane za sprawiedliwe, a jednocześnie zapobiegłyby dalszemu dążeniu robotników do tego, by zarabiać jeszcze więcej. Stawki te nie tylko nie zapewniłyby im satysfakcji z niewielkiej choćby poprawy warunków życiowych robotników, a wręcz przeciwnie, spowodowałyby z pewnością jeszcze większe ich niezadowolenie.

Nie jest domaganiem się sprawiedliwości także i to, że Wasza Świątobliwość zwraca się do pracodawców, by płacili swoim pracownikom więcej niż muszą, wynagrodzenie wyższe od tego, jakie musieliby zapłacić innemu robotnikowi, który przyszedłby do nich pracować. Wasza Świątobliwość domaga się miłosierdzia, gdyż nadwyżka, którą zapłaci bogaty pracodawca nie będzie w rzeczywistości wynagrodzeniem za pracę, tylko jałmużną.

Mówiąc o praktycznych metodach poprawy sytuacji świata pracy, które proponuje Wasza Świątobliwość, nie wspomniałem jeszcze o tym, na co Wasza Świątobliwość kładzie największy nacisk – o miłosierdziu. Jednak w zaleceniach tych trudno dopatrzyć się jakiegokolwiek realnego środka, który pozwoliłby zlikwidować ubóstwo, nikt też nie będzie na nie zważał. Gdyby dało się zlikwidować ubóstwo przez dawanie jałmużny, to w chrześcijaństwie nie byłoby ubóstwa. <str. 503>

Miłosierdzie jest istotnie szlachetną i piękną cnotą, wdzięczną dla ludzi i przyjemną dla Boga. Jednak miłosierdzie musi być budowane w oparciu o sprawiedliwość. Nie może ono zastępować sprawiedliwości.

O złych warunkach pracy w świecie chrześcijańskim decyduje to, że klasa pracująca jest ograbiana. Dokąd zaś Wasza Świątobliwość będzie usprawiedliwiać uprawianie tej grabieży, dotąd próżną rzeczą jest nawoływanie do miłosierdzia. Takie postępowanie – zalecanie miłosierdzia jako formy zastępczej względem sprawiedliwości – jest w swej istocie pokrewne herezji potępionej przez poprzedników Waszej Świątobliwości, która głosiła, że Ewangelia zastąpiła prawo oraz że miłość Boża uwalnia ludzi od zobowiązań moralnych.

Wszystko, czego może dokonać miłosierdzie tam, gdzie panuje niesprawiedliwość, to złagodzenie tu i ówdzie skutków niesprawiedliwości. Nie może ono ich usunąć. A nawet i to niewielkie złagodzenie skutków niesprawiedliwości ma swoje złe strony. Gdyż to, co w tej sytuacji może zostać uznane jedynie za cnotę drugorzędną, rozwija zło tam, gdzie brakuje cnoty fundamentalnej albo podstawowej. W tym znaczeniu cnotą jest trzeźwość i cnotą jest pilność. Jednak trzeźwy i pilny złodziej jest niezwykle niebezpieczny. W taki sposób cnotą jest cierpliwość. Jednak cierpliwość w stosunku do zła prowadzi do lekceważenia zła. W tym sensie cnotą jest zdobywanie wiedzy i dbanie o rozwój swych możliwości intelektualnych. Jednak człowiek niegodziwy dzięki inteligencji ma jeszcze potężniejsze możliwości czynienia zła. Diabły są w naszych wyobrażeniach zawsze inteligentne.

W taki sposób owo pseudo miłosierdzie, które odrzuca i neguje sprawiedliwość, przynosi złe skutki. Z jednej strony demoralizuje ono swego odbiorcę, przynosząc ujmę godności ludzkiej tego człowieka – którego jak Wasza Świątobliwość sam pisze ‘nawet Bóg traktuje z szacunkiem’ – czyniąc go żebrakiem i nędzarzem, który przecież potrzebuje tylko przywrócenia mu tego, co mu darował Bóg, by mógł stać się samodzielnym i samoszanującym się obywatelem. Z drugiej strony miłosierdzie działa jako środek otępiający sumienia tych, którzy żyjąc z grabieży swych bliźnich, pielęgnują owe moralne złudzenia i duchową pychę, którą miał zapewne na myśli Jezus, gdy powiedział, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Dzieje się tak, gdyż pozwala ono ludziom pogrążonym w niesprawiedliwości, by przy użyciu swych pieniędzy i wpływów podpierali swoją niesprawiedliwość i myśleli, że dając jałmużny wykonują coś więcej niż swój obowiązek względem innych ludzi, a dzięki temu zasługują na to, by Bóg dobrze o nich myślał. Znajdują się oni na błędnej drodze skłonności do przypisywania sobie dobroci, która w rzeczywistości <str. 504> zalicza się do dobroci Bożej. Proszę się bowiem zastanowić: Któż jest Dawcą wszystkiego? Kto jest tym, który, jak Wasza Świątobliwość pisze, ‘zapewnia człowiekowi magazyn, który nigdy nie zawiedzie’ i który ‘człowiek może odkryć wyłącznie w niewyczerpanej urodzajności ziemi’. Czy nie jest to Bóg? A jeśli tak, to człowiek pozbawiony obfitości swego Boga jest zdany na obfitość swych współstworzeń i czy zatem owe stworzenia, jak to ma miejsce, nie stawiają się na miejscu Bożym przypisując sobie zasługę za wypełnianie zobowiązań, które wedle słów Waszej Świątobliwości powierzył im Bóg?

Być może jednak gorszy od wszystkiego innego jest sposób, w jaki owo zastąpienie jasnych wymogów sprawiedliwości fałszywymi zaleceniami miłosierdzia udostępnia nominalnym nauczycielom religii chrześcijańskiej wszelkich odłamów i społeczności łatwe sposoby zjednywania sobie mamony pod pozorem służenia Bogu. (…)

O nie, Wasza Świątobliwość, tak jak wiara bez uczynków jest martwa, jak człowiek nie może oddać swych powinności Bogu, odmawiając jednocześnie bliźniemu praw, których mu tenże Bóg udzielił, tak miłosierdzie nie wsparte sprawiedliwością nie może uczynić nic w kierunku rozwiązania obecnych problemów świata pracy. Choćby więc bogaty ‘wynałożył na żywność ubogich wszystką majętność swoją, i choćby wydał ciało swoje, aby był spalony’, to i tak nie zlikwiduje to nędzy, dopóki będzie istniała prywatna własność ziemi.

Weźmy pod uwagę przypadek bogatego człowieka obecnych czasów, który uczciwie pragnie poświęcić swoje bogactwo w celu poprawy warunków życia świata pracy. Co może on uczynić?

Czy może użyczyć swych bogactw tym, którzy są w potrzebie? Może pomóc niektórym, którzy na to zasługują, ale nie poprawi ogólnych warunków, a naprzeciwko dobra, które może uczynić, stanie groźba wyrządzania krzywdy.

Wznosić kościoły? W cieniu kościołów jątrzy się bieda i lęgnie występek, który ma w niej swe źródło.

Budować szkoły i uczelnie? Poza umożliwieniem ludziom zauważenia niegodziwości, jaka tkwi w prywatnej własności ziemi, rozwój szkolnictwa nie jest w stanie nic zdziałać dla zwykłych robotników, ponieważ wraz z rozpowszechnieniem wykształcenia spadają wynagrodzenia dla wykształconych.

Zakładać szpitale? Po co, już teraz robotnikom wydaje się, że jest zbyt wielu ludzi szukających pracy, więc ratowanie i przedłużanie życia zwiększy jedynie tę presję.

Budować modelowe mieszkania czynszowe? Jeśli nie obniży on opłat za takie mieszkania, to odpędzi jeszcze dalej klasę ludzi, którym chce pomagać, <str. 505> jeśli zaś obniży czynsze, to przyczyni się do zwiększenia bezrobocia i obniżenia wynagrodzeń.

Laboratoria dla instytutów, szkoły naukowe, warsztaty do przeprowadzania doświadczeń fizycznych? W ten sposób będzie wspierał wynalazki i odkrycia, czyli siły, które działając w społeczeństwie opartym na prywatnej własności ziemi miażdżą klasę robotniczą jak dwa kamienie młyńskie.

Wspierać emigrację z miejsc, gdzie zarobki są niskie, do miejsc gdzie są one nieco wyższe? Jeśli to uczyni, to nawet ci, którym pomógł wyemigrować na samym początku, zwrócą się wkrótce do niego z żądaniem wstrzymania takiej emigracji, gdyż obniża ona ich zarobki.

Oddać ziemię, ile by jej nie posiadał, odmówić przyjmowania czynszu za nią albo wydzierżawić ją taniej niż wynosi cena rynkowa? Wesprze jedynie w ten sposób nowych posiadaczy ziemi albo częściowych jej posiadaczy. Może wzbogacić kilka osób, ale nie poprawi ogólnych warunków świata pracy.

A może powinien, wzorując się na społecznie usposobionych obywatelach z czasów antycznych, którzy wydawali ogromne sumy na poprawę stanu swych rodzinnych miast, spróbować przyczynić się do tego, by miasto, w którym się urodził albo w którym mieszka, stało się piękniejsze? Niech poszerzy i wyprostuje wąskie i krzywe ulice, niech wybuduje parki i wzniesie fontanny, niech zaprojektuje linie tramwajowe i kolejowe czy też w jakikolwiek inny sposób sprawi, by wybrane przez niego miasto stało się piękniejsze i bardziej atrakcyjne. Jaki będzie tego skutek? Czy nie będzie tak, że ci, którzy przywłaszczają sobie szczodrość Bożą, przywłaszczą sobie także i jego dary? Czy nie stanie się tak, że wartość ziemi wzrośnie, a czystym skutkiem jego dobrodziejstwa będzie wzrost czynszów i hojny dar dla właścicieli ziemskich? O tak, wystarczy samo ogłoszenie, że zamierza on dokonać takich ulepszeń, a już zaczną się spekulacje i skokowo wzrośnie wartość ziemi.

Cóż więc może uczynić bogaty człowiek w celu poprawy warunków świata pracy?

Nie jest on w stanie uczynić niczego, z wyjątkiem użycia swych sił w celu obalenia wielkiego zła podstawowego, które ograbiło człowieka z jego praw pierworodztwa. Sprawiedliwość Boża szydzi z wszelkich prób zastąpienia jej czymkolwiek innym.”

* * *

“Choć w pewnym wąskim zakresie ruch związków zawodowych wspiera ideę wzajemności interesów, a często pomaga <str. 506> rozwijać odwagę i świadomość polityczną, chociaż umożliwia ograniczonym kręgom robotniczym nieznaczną poprawę warunków pozwalającą na złapanie tchu, to jednak nie zwraca on uwagi na zasadnicze przyczyny określające pozycję robotników, walcząc jedynie o poprawę dla niewielkiej części całej klasy robotniczej przy użyciu metod, które nie mogą pomóc reszcie. Zabiegając o ograniczenie konkurencji – ograniczenie prawa do pracy, posługuje się metodami podobnymi do działań armii, która użyta nawet w słusznym celu stanowi zagrożenie dla wolności i jest podatna na nadużycia, ponieważ broń ruchu związkowego, strajk, jest z natury destruktywna, zarówno dla walczących, jak i dla pozostałych, będąc formą pasywnej wojny. Zastosowanie zasady związków zawodowych w odniesieniu do całego przemysłu, o czym marzą niektórzy, oznaczałoby zniewolenie ludzi w ramach systemu kastowego.

Albo zastanówmy się choćby nad tak umiarkowanym środkiem, jak ograniczenie godzin pracy oraz ograniczenie pracy kobiet i dzieci. Patrzą oni na sytuację bardzo powierzchownie, skoro nie widzą niczego więcej poza zapałem mężczyzn, kobiet i małych dzieci do nadmiernej pracy, i zdecydowanie domagają się jedynie ograniczenia nadmiaru pracy, podczas gdy całkowicie pomijają przyczyną tego zjawiska, owo żądło nędzy, które zmusza ludzi do zbyt ciężkiej pracy. Zaś metody, którymi wymusza się takie ograniczenia, prowadzą do zwiększenia liczby urzędników, mieszania się do osobistej wolności, skłonności do korupcji i innych nadużyć.

Podobnie rzecz się ma z gruntownym socjalizmem, któremu należy się szacunek za odwagę jego poglądów. Jego wprowadzenie nadałoby pełny wymiar tym występkom. Przechodząc od razu do wniosków, bez zadania sobie trudu ustalenia przyczyn, socjalizm nie zauważa, że ucisk nie wynika z natury kapitału, ale ze zła, które ograbia pracę z kapitału poprzez oddzielanie go od ziemi, co prowadzi do tworzenia fikcyjnego kapitału będącego w rzeczywistości skapitalizowanym monopolem. Nie zauważa też, że kapitał nie mógłby wyzyskiwać pracy, gdyby praca miała swobodny dostęp do naturalnych materiałów służących do produkcji, że system wynagrodzeń ma źródło we wzajemnym wyrachowaniu, będąc formą współpracy, w ramach której jedna ze stron woli mieć skutek z góry ustalony niż nieokreślony, oraz że tak zwane ‘żelazne prawo wynagrodzeń’ nie jest naturalnym prawem określającym zarobki, ale prawem wynagrodzeń w tych nienaturalnych okolicznościach, w których ludzi uczyniono bezradnymi poprzez pozbawienie ich materiałów używanych do życia i pracy. Nie dostrzega on i tego, że domniemane zło konkurencji jest w istocie złem ograniczonej konkurencji i wynika z tego, że w sytuacji, w której człowiek pozbawiony jest dostępu <str. 507> do ziemi konkurencja staje się jednostronna. Tymczasem zaś zastosowanie metod proponowanych przez socjalizm, polegających na zorganizowaniu ludzi w przemysłowe armie, na kierowaniu i zarządzaniu całą produkcją i obrotem za pośrednictwem rządowych lub półrządowych urzędów doprowadziłoby przy pełnej ich realizacji do egipskiego despotyzmu.

Różnimy się od socjalistów zarówno pod względem oceny zła, jak i pod względem środków. My nie obawiamy się kapitału, uznając go za naturalnego sługę pracy. Naszym zdaniem odsetki same w sobie są rzeczą naturalną i sprawiedliwą. Nie ustanawialibyśmy też żadnych limitów majątkowych ani nie nakładalibyśmy na bogatych żadnych ciężarów, których nie ponosiliby biedni. Nie widzimy nic złego w konkurencji, a wręcz uważamy, że nieskrępowana konkurencja jest konieczna do zdrowego funkcjonowania przemysłu i społeczeństwa, podobnie jak dla zdrowego organizmu niezbędny jest swobodny obieg krwi. Jest ona bowiem elementem zapewniającym najpełniejszą współpracę. Dla wspólnoty zabralibyśmy jedynie to, co do wspólnoty należy – wartość przypisywaną ziemi na skutek liczebnego wzrostu wspólnoty. Z świętym poszanowaniem pozostawilibyśmy osobom prywatnym to, co do nich prywatnie należy. Uznając zaś niezbędne monopole za funkcję państwa, usunęlibyśmy wszystkie ograniczenia i zakazy z wyjątkiem tych, które odnoszą się do zdrowia publicznego, bezpieczeństwa, moralności i wygody.

Jest jednak pewna fundamentalna różnica – różnica, na którą pragnę zwrócić uwagę Waszej Świątobliwości: Socjalizm na wszystkich swych etapach uważa, że zło naszej cywilizacji wynika z niedostosowania albo zaburzenia naturalnych relacji, które należy sztucznie zorganizować albo naprawić. W koncepcji tej na państwo spada obowiązek inteligentnego zorganizowania wytwórczych stosunków między ludźmi, skonstruowania wielkiego urządzenia, którego skomplikowane części muszą właściwie ze sobą współpracować pod zarządem ludzkiej inteligencji. I tu leży przyczyna, dla której socjalizm skłania się ku ateizmowi. Nie dostrzegając porządku i symetrii prawa naturalnego, nie może też rozpoznać Boga.

Z drugiej zaś strony my, którzy nazywamy samych siebie Ludźmi Pojedynczego Podatku (nazwa ta wyraża jedynie proponowane przez nas praktyczne rozwiązanie), uważamy, że społeczne i przemysłowe stosunki między ludźmi nie są maszyną, która wymaga skonstruowania, lecz organizmem, któremu trzeba jedynie pozwolić się rozwijać. W naturalnych prawach społecznych i przemysłowych dostrzegamy taką samą harmonię jak w <str. 508> organizmie ludzkim i uważamy, że rządzenie i sterowanie tymi prawami przekracza możliwości ludzkiej inteligencji, podobnie jak człowiek nie jest w stanie rządzić i sterować witalnymi siłami swego organizmu. W owych prawach społecznych i przemysłowych dostrzegamy tak bliski związek z prawem moralnym, że oba prawa muszą pochodzić od jednego Autora, a to dowodzi, iż moralne prawo może być pewnym przewodnikiem człowieka tam, gdzie inteligencja pobłądziłaby i wywiodła nas na manowce. Wobec tego, w celu uzdrowienia zła naszych czasów wystarczy jedynie czynić sprawiedliwość i zapewnić wolność. Z tego powodu nasze przekonania skłaniają się, albo wręcz są jedynymi przekonaniami, które da się pogodzić z mocną i pełną czci wiarą w Boga oraz z uznaniem Jego prawa za nadrzędne prawo, któremu ludzie muszą się podporządkować, jeśli chcą sobie zapewnić pomyślność i uniknąć zniszczenia. To dlatego właśnie, naszym zdaniem, ekonomia polityczna służy jedynie ukazaniu głębi mądrości, jaka zawiera się w prostych prawdach, które ludzie usłyszeli z ust Tego, o którym ze zdziwieniem mówiono ‘Czyż nie jest on cieślą z Nazaretu?’

I dlatego właśnie dopatrując się w tym, co proponujemy – czyli w zapewnieniu wszystkim ludziom równych naturalnych możliwości dla wykorzystywania swych umiejętności i likwidowaniu wszystkich ograniczeń w zakresie legalnego ich użytkowania – zgodności prawa ludzkiego z prawem moralnym, możemy z ufnością twierdzić, że jest to środek nie tylko wystarczający dla uzdrowienia całego zła, które Wasza Świątobliwość tak uderzająco przedstawia, ale że jest on jedynym możliwym lekarstwem.

Nie ma więc żadnego innego rozwiązania. Ludzie są zorganizowani w określony sposób, ustalone są ich związki z otaczającym światem – czyli inaczej mówiąc takie są niezmienne prawa Boże – że poza granicami ludzkich możliwości twórczych leży wymyślenie innego sposobu usunięcia zła wynikającego z niesprawiedliwości i ograbiającego ludzi z ich praw pierworodztwa, jak czynienie sprawiedliwości, jak udostępnienie wszystkim darów, które Bóg przygotował dla wszystkich.

Skoro zaś człowiek może żyć tylko na ziemi i tylko z ziemi, skoro ziemia jest owym źródłem materiałów i sił, z których wzięte jest nawet ciało ludzkie i do których musi on sięgać chcąc wyprodukować jakąkolwiek rzecz, to czy z tego nieodparcie nie wynika, że dawanie ziemi na własność niektórym ludziom, a odmawianie innym wszelkich praw do niej, jest dzieleniem ludzi na biednych i bogatych, uprzywilejowanych i bezradnych? Czy z tego nie wynika, że <str. 509> ci, którzy nie mają prawa do korzystania z ziemi mogą żyć jedynie ze sprzedawania swej siły roboczej tym, którzy posiadają ziemię? Czy z tego nie wynika, że to, co socjaliści nazywają ‘żelaznym prawem wynagrodzeń’, co ekonomiści określają mianem ‘ciążenia zarobków do minimum’, musi odebrać owym rzeszom ludzi pozbawionych ziemi – zwykłym robotnikom, którzy sami z siebie nie mają możliwości korzystania ze swej pracy – wszystkie przywileje jakiegokolwiek postępu czy poprawy sytuacji, która nie zmienia owego niesprawiedliwego podziału ziemi? Nie mając możliwości zatrudnienia samych siebie, muszą albo jako sprzedawcy pracy, albo jako dzierżawcy ziemi współzawodniczyć między sobą o przywilej wykonywania pracy. Owa konkurencja między ludźmi odciętymi od niewyczerpanego magazynu Bożego nie ma żadnego innego ograniczenia poza głodem i musi ostatecznie wymusić spadek wynagrodzeń do najniższego poziomu, na którym życie nie może być podtrzymywane i nie może być kontynuowana reprodukcja.

Nie oznacza to, że wszystkie zarobki muszą spaść do tego poziomu, ale zarobki tej z konieczności największej grupy robotników, którzy dysponują jedynie przeciętną wiedzą, przeciętnymi umiejętnościami i zdolnościami, znajdą się na pewno na tym poziomie. Zarobki szczególnych klas, które odgrodzone są od konkurencji dzięki szczególnej wiedzy, umiejętności, czy na skutek działania innych przyczyn, mogą utrzymać się ponad owym przeciętnym poziomem. Na tej zasadzie, tam gdzie rzadka jest umiejętność czytania i pisania, jej posiadanie zapewni człowiekowi zarobki wyższe od zwykłego robotnika. Gdy jednak upowszechnienie szkolnictwa sprawi, że umiejętność ta stanie się powszechna, zniknie także owa przewaga. Jeśli więc zawód wymaga szczególnego szkolenia czy umiejętności albo jest trudno dostępny poprzez wprowadzenie sztucznych ograniczeń, to owo powstrzymanie konkurencji ma tendencję do utrzymywania zarobków w takim zawodzie na wyższym poziomie. Gdy jednak postęp wynalazczości udostępni szerzej ową szczególną kwalifikację albo gdy zostaną złamane sztuczne ograniczenia, to zarobki spadają do przeciętnego poziomu. Na tej zasadzie również takie wartości, jak przedsiębiorczość, rozwaga, zapobiegliwość tylko wtedy, gdy są zjawiskiem wyjątkowym, mogą zapewnić ich posiadaczowi utrzymanie na poziomie wyższym niż zwykłe przeżycie. Gdzie stają się one powszechne, tam konkurencja musi ograniczyć zyski i oszczędności, których źródłem są te wartości, do ogólnego poziomu, który wobec zmonopolizowania ziemi i bezradności świata pracy może być położony tylko tak nisko, że następnym stopniem jest ustanie życia.

Albo wyrażając tę samą rzecz nieco inaczej: Jeśli ziemia jest niezbędną do życia i pracy, to jej właściciele będą w stanie w zamian <str. 510> za pozwolenie na jej używanie otrzymać od prostych robotników wszystko, co praca ta może wyprodukować, z wyjątkiem tego, co wystarczy im jedynie do podtrzymania życia, które jest potrzebne właścicielom ziemi i tym, którzy są od nich zależni.

Tak więc tam, gdzie prywatna własność ziemi podzieliła społeczeństwo na klasę właścicieli ziemskich oraz klasę ludzi nie posiadających ziemi, nie jest możliwy postęp czy rozwój ani przemysłowy, ani społeczny, ani moralny, który byłby w stanie, bez poruszenia kwestii własności ziemi, zapobiec ubóstwu albo ulżyć doli zwykłych robotników. Gdyż niezależnie od tego, czy skutkiem wynalazku lub usprawnienia będzie wzrost efektywności pracy czy też zmniejszenie kosztów utrzymania robotnika, może on po jego upowszechnieniu przynieść jedynie skutek w postaci zwiększenia dochodów właścicieli ziemi, nie przynosząc w ogóle korzyści zwykłym robotnikom. W żaden sposób ludzie ci, dysponujący jedynie zwykłą, przeciętną siłą roboczą, siłą całkowicie bezużyteczną bez środków niezbędnych do wykonywania pracy, nie mogą zatrzymać więcej z wypracowanego przez siebie dochodu jak tylko tyle, ile potrzeba do utrzymania się przy życiu.

O prawdziwości tego stwierdzenia można przekonać się na podstawie dzisiejszej rzeczywistości. W naszych czasach wynalazki i odkrycia niezmiernie zwiększyły produkcyjną moc pracy, jednocześnie też zmniejszyły koszt wielu rzeczy potrzebnych do zaopatrzenia robotnika. Czy usprawnienia te zwiększyły gdziekolwiek zarobki zwykłych robotników? Czy korzyści z nich płynące nie wzbogaciły przede wszystkim posiadaczy ziemi, ogromnie zwiększając wartość ziemi?

Mówię przede wszystkim, gdyż pewna część tych korzyści została zużytkowana na utrzymanie olbrzymich stacjonarnych armii oraz na przygotowania wojenne, na zapłacenie odsetek od wielkich długów publicznych oraz na opłaty dla ukrytych przeważnie pod fikcyjnym kapitałem monopoli innych niż monopol na ziemię. Jednak usprawnienia spożytkowane na te straty nie przyniosły korzyści światu pracy. Powiększyły one jedynie dochody właścicieli ziemi. Nawet gdyby zlikwidowano armie stacjonarne i wszystko, co się z nimi wiąże, gdyby usunięto wszystkie monopole z wyjątkiem monopolu na ziemię, gdyby rządy stały się modelem ekonomicznym, gdyby pozbawiono zysków spekulantów, pośredników i wszelkiego rodzaju wymieniaczy, gdyby każdy był tak ściśle uczciwy, że nie trzeba byłoby policji, sądów, więzień i zabezpieczeń przeciwko nieuczciwości, to i tak rezultat <str. 511> nie byłby inny od tego, co nastąpiłoby na skutek zwiększenia efektywności produkcji.

A nie tylko to. Czy te wszystkie błogosławieństwa nie sprowadziłyby głodu dla wielu z tych, którym jakoś udaje się teraz przeżyć? Czy nie jest prawdą to, że zaproponowanie dzisiaj całkowitego rozwiązania wszystkich armii w Europie – o co winni się modlić wszyscy chrześcijanie – wywołałoby największe przerażenie ze względu na konsekwencje pojawienia się na rynku pracy tak wielu nie zatrudnionych robotników?

Wytłumaczenie tego i innych podobnych paradoksów, które w naszych czasach wywołują niepokój ze wszystkich stron, jest bardzo proste. Skutkiem wszystkich wynalazków i usprawnień zwiększających moc produkcyjną, oszczędzających straty i czyniących wysiłek bardziej ekonomicznym, jest zmniejszenie ilości pracy potrzebnej do osiągnięcia zamierzonego rezultatu, czyli zaoszczędzenie pracy, tak że mówimy o nich jako o wynalazkach i usprawnieniach oszczędzających pracę. I teraz w naturalnym stanie społeczeństwa, gdzie uznawane są prawa wszystkich ludzi do korzystania z ziemi, usprawnienia oszczędzające pracę mogłyby posuwać się do najdalszych granic bez zmniejszania zapotrzebowania na ludzi, gdyż w takich naturalnych warunkach zapotrzebowanie na ludzi wynika z osobistej radości życia oraz mocnych instynktów, które Stwórca wszczepił w serce człowieka. Jednak w nienaturalnym stanie społeczeństwa, w którym masy ludzkie wydziedziczone zostały z wszystkiego z wyjątkiem siły roboczej, gdy inni stworzą im możliwość jej wykorzystania, zapotrzebowanie na nich staje się zwykłym zapotrzebowaniem na ich usługi dla tych, którzy mają możliwość dać zatrudnienie, a człowiek jako taki staje się towarem. Z tego zatem wynika, że pomimo naturalnego efektu usprawnień oszczędzających pracę, którym jest zwiększenie zarobków, w nienaturalnych warunkach stworzonych przez prywatną własność ziemi skutkiem nawet tak moralnych usprawnień jak rozwiązanie armii i oszczędzanie pracy ustanowionej przez występek jest, w rezultacie zmniejszenia popytu handlowego, obniżenie zarobków i skazanie zwykłych robotników na życie w głodzie albo nędzy. Jeśliby wynalazki i usprawnienia oszczędzające pracę mogły być prowadzone aż do całkowitego zniesienia potrzeby pracy, to jaki byłby tego skutek? Czy nie stałoby się tak, że właściciele ziemi mogliby wejść w posiadanie wszystkich bogactw, które ziemia jest w stanie wyprodukować, całkowicie bez potrzeby zatrudniania robotników, którzy musieliby w tej sytuacji albo umrzeć z głodu, albo żyć jako pensjonariusze zdani na łaskę właścicieli ziemi? <str. 512>

Tak więc, dopóki będzie dozwolona własność ziemi, dopóki jedni ludzie będą traktowani jako właściciele ziemi, a inni będą mieli prawo życia na niej tylko za ich przyzwoleniem – dopóty ludzka mądrość nie będzie w stanie wymyślić żadnego sposobu uniknięcia zła naszej obecnej sytuacji.”

Owa teoria wolnej ziemi (z wyjątkiem podatku od niej) cechuje się szerokością horyzontów i sprawiedliwością. Bylibyśmy zadowoleni, gdyby mogła ona zostać natychmiast wprowadzona w życie, chociaż osobiście nie odnieślibyśmy z tego żadnych korzyści. Na pewno przyniosłaby ona społeczeństwu doraźną ulgę, aczkolwiek pozbawienie ziemi jej wartości byłoby szokiem równym, albo znacznie większym, niż przyjęcie propozycji socjalizmu, chyba że reforma ta zostałaby wprowadzona w życie, jak to zostało powyżej zasugerowane, w sposób stopniowy po uprzednim ogłoszeniu. Łatwo można by ją połączyć z niektórymi bardziej umiarkowanymi elementami socjalizmu, przez co nabrałyby one ciężaru gatunkowego. Gdyby bowiem ziemia, która jest jedynym źródłem bogactwa, znalazła się w rękach wszystkich ludzi na takich warunkach, to nie byłoby takiej konieczności, by zdrowi, przedsiębiorczy ludzie musieli cierpieć głód: wszyscy mogliby przynajmniej wyprodukować żywność na swoje potrzeby. Chociaż więc jesteśmy przekonani, że byłoby to mądre i sprawiedliwe rozwiązanie, pozostające w zgodności z Boskim prawem, jak bardzo umiejętnie dowiódł tego pan George, to jednak środek ten nie stanowiłby panaceum na wszystkie choroby ludzkości. Wzdychające stworzenie wzdychałoby nadal aż do całkowitego ustanowienia sprawiedliwości i prawdy na ziemi, gdy wszystkie serca znajdą się z nimi w harmonii. Dokąd się to nie stanie, samolubstwo zawsze znajdzie możliwość zgarnięcia śmietanki i zostawienia dla drugich tylko trochę chudego mleka dla zaspokojenia jedynie ich podstawowych potrzeb.

Na dowód tego, że jedyny podatek od gruntu nie byłby w stanie sam zaspokoić wymogów stawianych przez trudności społeczne i finansowe ani nie powstrzymałby zbliżającej się katastrofy i ruiny społecznej, cytujemy poniżej przykład niepowodzenia tej koncepcji. Indie przez długie stulecia miały jedyny podatek, tylko podatek gruntowy – ziemia była wspólną własnością użytkowaną pod kontrolą wsi. W rezultacie około dwóch trzecich populacji było rolnikami, co stanowi znacznie wyższą proporcję niż w jakimkolwiek innym narodzie świata. <str. 513> Prywatna własność ziemi została wprowadzona tam dopiero w ostatnich latach przez Anglików, i to jak dotychczas na bardzo ograniczonym terytorium. O mieszkańcach Indii można powiedzieć, że są to ludzie zadowoleni i spokojni, nie wynika to jednak bynajmniej z faktu, że są oni bogaci czy opływają w luksusy i wygody. Współczesne urządzenia gwałtownie rewolucjonizują ich rzeczywistość, zmniejszając i tak już skąpe zarobki i zmuszając ich do coraz uboższego życia lub śmierci głodowej. Cytowaliśmy już świadectwa poważnych autorytetów dowodzące, że masy tamtejszych biedaków rzadko mogą sobie pozwolić na to, by najeść się do syta choćby najprostszych pokarmów (zob. str. 381).

Stwierdzamy więc, że propozycja wprowadzenia jedynego podatku, czyli wolnego dostępu do ziemi, mogłaby stanowić jedynie doraźną ulgę. Nic ponadto nie możemy o tym rozwiązaniu powiedzieć, gdyż jeśli samolubstwo dozna niepowodzenia z jednej strony, to natychmiast znajdzie sobie ujście z drugiej. Efektywnie może tu pomóc jedynie “nowe serce” i “nowy duch”, a tego nie potrafi zapewnić ani teoria jedynego podatku, ani żadna inna ludzka teoria.

Przypuśćmy na przykład, że ludzie mieliby ziemię. Zjednoczenia kapitałowe mogłyby jednak z łatwością odmawiać zakupu produktów rolnych, jeśli nie byłyby one sprzedawane po wyznaczonych przez kapitał cenach, które ledwo wystarczyłyby na to, by rolnicy mogli utrzymać się przy życiu. Z drugiej zaś strony kapitał mógłby kontrolować i ustalać wysokie ceny na wszystkie produkty, które rolnicy muszą kupować, począwszy od nawozów i narzędzi rolniczych, a skończywszy na ubraniach i meblach.

Takie właśnie okoliczności z pewnością jeszcze nastaną – prawo podaży i popytu działa zbyt wolno, by mogło zadowolić dzisiejsze pożądanie bogactw. Świat pracy nie może powstrzymać działania tego prawa i jest przepełniony zarówno maszynami, jak i wzrastającą liczbą ludności. Jednak kapitał jest w stanie przeciwdziałać temu prawu, choćby tylko częściowo, przez tworzenie trustów, zjednoczeń, syndykatów itp. w celu częściowego albo niemal całkowitego kontrolowania podaży i cen. Przykładem tego jest trust węglowy. <str. 514>

Cóż mógłby, pytamy, zdziałać jedyny podatek przeciwko duchowi samolubstwa? Byłby całkowicie bezsilny!

Przypuśćmy jednak, że swobodny dostęp do ziemi i propozycja jedynego podatku zostałyby wprowadzone w życie od jutra. Przypuśćmy, że ziemie uprawne zostałyby uwolnione od wszelkich podatków, że każde gospodarstwo zostałoby wyposażone w dom, konia, krowę, pług i inne niezbędne wyposażenie. Przypuśćmy, że oznaczałoby to podwojenie areału obecnych gruntów uprawnych i podwojenie obecnych zbiorów. Zapewniłoby to zdrowym i gospodarnym ludziom obfitość kukurydzy, pszenicy i jarzyn. Gdyby jednak nie nastąpiły jakieś szczególnie korzystne okoliczności, to wysoka nadwyżka spowodowałaby tak niskie ceny, że nie wystarczyłyby one na pokrycie kosztów transportu na rynek. Dzieje się tak nawet w obecnych warunkach: tysiące buszlis ziemniaków i kapusty gnije na polach, bo nie opłaca się ich zbierać. W pierwszym roku działania takiej reformy tysiące silnych i chętnych ludzi, pragnących pracować dla samych siebie, zostałoby przyciągniętych z miast do wyżej wymienionych gospodarstw. Uwolniłoby to miejski rynek pracy od nadwyżki siły roboczej i spowodowało okresowy wzrost zarobków dla tych, którzy pozostali w miastach. Trwałoby to jednak tylko jeden rok. Rolnicy, stwierdziwszy, że za zboże i ziemniaki nie są w stanie kupić ubrania i niezbędnego wyposażenia domowego ani bezpośrednio, ani na drodze wymiany, opuściliby gospodarstwa i powrócili do miast podejmując ożywioną konkurencję w walce o jakąkolwiek pracę, która mogłaby im zapewnić cokolwiek więcej niż samo tylko przetrwanie, która zapewniałaby im udział w komforcie i luksusie życia.

Niestety, swobodny dostęp do ziemi jest dobry jeśli chodzi o uniknięcie głodu, jest też słusznym założeniem wobec faktu, że nasz hojny Stwórca dał ziemię Adamowi i jego rodzinie jako wspólne dziedzictwo. Byłoby też wielką pomocą w naszych obecnych trudnościach, gdyby cały świat praktykował jubileusz zwrotu ziemi i umorzenia długów co pięćdziesiąt lat, tak jak to czynili Żydzi. Byłoby to jednak obecnie tylko środkiem łagodzącym, czego dowodzi dawna historia Żydów i obecne losy mieszkańców Indii. <str. 515> Jedynym rzeczywistym uzdrowieniem może być tylko wielki pozaobrazowy Jubileusz, który zostanie ustanowiony przez przychodzącego Króla ziemi – Immanuela.

Inne nadzieje i obawy

Dokonaliśmy pobieżnego przeglądu podstawowych teorii rozwiniętych w celu poprawy obecnej sytuacji, z którego jasno wynika, że żadna z nich nie odpowiada potrzebom chwili. Oprócz tego są jeszcze ogromne ilości ludzi, którzy nieprzerwanie głoszą i modlą się, widząc panujące wokół zło, którzy oczekują, by ktoś zdjął przekleństwo ze świata, którzy jednak ani nie dostrzegają, ani nie proponują żadnego realnego rozwiązania.

W tym kontekście nie możemy nie wspomnieć o niektórych uczciwych, ale całkowicie pozbawionych poczucia rzeczywistości istotach, które na próżno wyobrażają sobie, że jeśli kościoły ockną się i zrozumieją sytuację, to będą potrafiły zapobiec nadciągającej klęsce społecznej, zrewolucjonizować społeczeństwo i następnie przywrócić porządek oparty na nowym, lepszym fundamencie. Mówią oni: Jeśliby tylko kościołom udało się przebudzić, to mogłyby podbić świat dla Chrystusa i same ustanowić na ziemi Królestwo Boże oparte na fundamencie miłości i wierności względem Boga oraz równej miłości do wszystkich innych ludzi. Niektórzy z nich twierdzą nawet, że ten właśnie Chrystusowy duch w kościołach miałby być powtórnym przyjściem Chrystusa.

Sugestia ta jest tak beznadziejnie nierealna, że nawet nie trzeba tego dowodzić. Liczebność kościołów, którą oni uważają za ich siłę, jest w istocie słabością. Spoglądają na liczbę 300 milionów chrześcijan i mówią: Cóż za potęga! My zaś patrzymy na tę samą liczbę i mówimy: Cóż za słabość!

Gdyby owa ogromna liczba składała się wyłącznie ze świętych, postępujących i kierujących się miłością, to istotnie za tym argumentem stałaby ogromna siła i realnym stałoby się przekonanie, że gdy się oni ockną i właściwie ocenią sytuację, to będą w stanie natychmiast przeprowadzić rewolucję społeczną. Niestety jednak dominuje wśród nich “kąkol” i “plewy”, podczas gdy klasa “pszenicy” jest nieliczna. Jak oświadczył wielki <str. 516> Pasterz, do Niego należy zaledwie “maluczkie stadko” ludzi, którzy podobnie jak ich Mistrz “wyniszczyli samych siebie” i nie posiadają żadnych wpływów. Między nimi jest “niewiele mądrych według ciała, niewiele możnych, niewiele zacnego rodu” (1 Kor. 1:26). “Słuchajcie, bracia moi mili! azaż Bóg nie obrał ubogich na tym świecie, aby byli bogatymi w wierze i dziedzicami królestwa, które obiecał tym, którzy go miłują?” – Jak. 2:5.

Nie, nie! Duch Chrystusowy, który posiada Maluczkie Stadko, nie wystarczy, by można było oddać im Królestwo! Kościół nigdy nie był pozbawiony takich, którzy posiadali tego ducha. To co oświadczył nasz Pan zanim nas opuścił, że będzie z nami aż do skończenia tego wieku, wypełniło się, tak jak powiedział. Obiecał On jednak również, że tak jak odszedł (osobiście) przy końcu Wieku Żydowskiego, tak powróci (osobiście) przy końcu obecnego Wieku. Zapewnił nas, że w czasie Jego nieobecności wszyscy, którzy zachowają względem Niego wierność, “prześladowani będą”, że Jego współdziedzice będą “gwałt cierpieć” aż do czasu, gdy przyjdzie On ponownie i przyjmie ich do siebie. Wtedy w nagrodę za ich wierność i cierpienia da im chwałę, cześć i nieśmiertelność oraz udział w Jego tronie i władzy, by mogli błogosławić świat w sprawiedliwym rządzie i w znajomości Prawdy oraz ostatecznie zniszczyć świadomych sprawców nieprawości i usunąć ich spomiędzy tych, co czynią sprawiedliwość. Na to zaś musi czekać nie tylko wzdychające stworzenie. Także i my, którzy mamy pierwiastki ducha (Rzym. 8:23), musimy wzdychać i oczekiwać na Boski czas i Boski sposób udzielenia Królestwa. Wykazał On nam, że czas otrzymania tych błogosławieństw jest już obecnie niedaleki i że rozpoczną się one od ukarania świata straszliwym czasem uciśnienia, którego unikną święci, Maluczkie Stadko, gdy zostaną przemienieni i uwielbieni w Królestwie.

Aby jednak nikt i nigdy nie mógł powiedzieć, że korzyści płynące z bogactwa i wykształcenia pozwoliłyby mu na podbicie świata, Bóg udzielił nominalnemu kościołowi, “chrześcijaństwu”, <str. 517> takich właśnie przywilejów. Mimo to jednak wydaje się, że możliwości te wywołują przeciwny skutek, rozwijając pychę, wyniosłość i brak wiary zwany “wyższym krytycyzmem”. “Ale gdy przyjdzie Syn człowieczy, izali znajdzie [tę] wiarę na ziemi?”

Jedyna nadzieja – “Ona błogosławiona nadzieja”

“Oczekując onej błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa;” “Ku otrzymaniu wystawionej nadziei, którą mamy jako kotwicę duszy, i bezpieczną, i pewną, i wchodzącą aż wewnątrz za zasłonę.” “Przetoż przepasawszy biodra myśli waszej i trzeźwymi będąc, doskonałą miejcie nadzieję ku tej łasce, która wam dana będzie w objawienie Jezusa Chrystusa;” – Tyt. 2:13; Hebr. 6:19; 1 Piotra 1:13.

Zastanawiając się nad dręczącym problemem podaży i popytu, który dokonuje tak głębokiego podziału ludzkości na dwie klasy – biednych i bogatych, na ile tylko było to możliwe unikaliśmy ostrego krytykowania którejkolwiek ze stron, mocno wierząc w to, co staraliśmy się wykazać, że obecna sytuacja jest wynikiem działania ustrojowego prawa samolubstwa (będącego skutkiem upadku Adamowego), które dominuje wśród znacznej większości ludzkiej rodziny, zarówno po stronie bogatych, jak i biednych. Owe głęboko osadzone prawa ustrojowego samolubstwa są znienawidzone przez nieliczną garstkę (głównie ludzi biednych) tych, którzy przyszedłszy do Chrystusa i przyjąwszy z całego serca Jego ducha i prawo miłości, chętnie porzuciliby całe samolubstwo, jednak nie potrafią. Prawa te kierują postępowaniem drobnych kupców i kontrahentów, jak również pracowników. Działanie tych praw jest zaś tak niezawodne, że gdyby dzisiaj umarli wszyscy bogaci, a ich majątki zostały równo podzielone między pozostałych, prawa te spowodowałyby odtworzenie obecnej sytuacji na przestrzeni kilku lat. Przecież wielu spośród dzisiejszych milionerów było biednymi chłopcami. Zaś dowolny system prawny, który mógłby zostać uchwalony większością głosów, pozbawiający ludzi możliwości realizowania swych zachłannych i samolubnych skłonności, zniszczyłby dążenie do postępu i znów gwałtownie skierował cywilizację na tory braku zapobiegliwości, nieudolności i barbarzyństwa.

Jedyną nadzieją dla świata jest Królestwo naszego <str. 518> Pana Jezusa Chrystusa – Królestwo Tysiąclecia. Jest ono od dawna przepowiedzianym Boskim środkiem zaradczym, odłożonym na słuszny czas, który obecnie jednak dzięki Bogu właśnie nadchodzi. Jeszcze raz ludzka krańcowość okaże się Boską sposobnością – “Przyjdą do Pożądanego od wszystkich narodów”,1 a stanie się to w momencie przełomowym, kiedy bezowocnie wyczerpana zostanie cała pomysłowość i umiejętność ludzka w zakresie poszukiwania rozwiązań przynoszących ulgę. Doprawdy wydaje się, że jest to Boska metoda uczenia wspaniałych lekcji w szkołach doświadczenia. W taki sposób Żydzi bezpośrednio (a my i wszyscy ludzie pośrednio) nauczyli się ze swojego Prawa Zakonu ważnej lekcji, że przez uczynki Prawa żadne (upadłe) ciało nie może być usprawiedliwione przed Bogiem. W taki sposób Pan polecił swym uczniom wykonywanie lepszego, Nowego Przymierza Łaski przez Chrystusa.

1 Aggieusz 2:8 – KJ “Ziści się pragnienie wszystkich narodów” – przyp.tłum.

Czas uciśnienia, “dzień pomsty”, którym zakończy się obecny Wiek i rozpocznie Wiek Tysiąclecia, będzie nie tylko słuszną odpłatą za sprzeniewierzenie przywilejów, ale będzie zmierzał do upokorzenia zuchwałości ludzi i uczynienia ich “ubogimi w duchu” oraz gotowymi na przyjęcie wielkiego błogosławieństwa Bożego, które Bóg gotów jest wylać na wszelkie ciało (Joel 2:28). W taki sposób rani On po to, by leczyć.

Ktoś nie zaznajomiony z planem Bożym mógłby jednak zapytać: W jaki sposób może zostać ustanowione Królestwo Boże, skoro wszystkie te ludzkie metody zawiodły? Jaki jeszcze inny plan może ono zaproponować? Jeśli plan ten jest oznajmiony w Słowie Bożym, to dlaczego ludzie nie mogą wprowadzić go w życie i w ten sposób uniknąć ucisku?

Odpowiadamy, że władza Królestwa Bożego nie zostanie ustanowiona głosami ludzi ani też głosami arystokracji i władców. W słusznym czasie “ten, co do niej ma prawo”, który prawo to nabył własną, drogocenną krwią, “ujmie Królestwo”. Weźmie on “moc swoją wielką i umie królestwo”. Stanie się to przy użyciu siły “I będzie ich [pogan] rządził laską żelazną; jako statki garncarskie skruszeni będą” (Obj. 2:27). “Abym zebrał narody, i zgromadził <str. 519> królestwa, abym na nie wylał rozgniewanie moje i wszystką popędliwość gniewu mego; ogniem zaiste gorliwości mojej będzie pożarta ta wszystka ziemia. Bo na ten czas [gdy upokorzą się i będą gotowi słuchać i okazywać posłuszeństwo Jego radom] przywrócę narodom wargi czyste, którymi by wzywali wszyscy imienia Pańskiego, a służyli mu jednomyślnie” – Sof. 3:8,9.

Użycie siły i mocy, której człowiek nie będzie mógł się oprzeć, będzie towarzyszyło nie tylko ustanowieniu Królestwa, ale będzie także kontynuowane przez cały Wiek Tysiąclecia, gdyż całe królowanie ma na uwadze specyficzny cel pokonania nieprzyjaciół sprawiedliwości. “Bo on musi królować, póki by nie położył wszystkich nieprzyjaciół pod nogi jego.” “Nieprzyjaciele jego proch lizać będą.” “Każda dusza, która by nie słuchała [była posłuszna] tego proroka [chwalebny Chrystus – pozaobrazowy Mojżesz], będzie wygładzona z ludu”, umrze wtórą śmiercią.

Szatan zostanie związany – wszystkie jego oszukańcze i zwodnicze wpływy zostaną powstrzymane – ludziom nie będzie się wydawało, że zło jest dobrem, albo dobro – złem, że prawda jest nieprawdziwa, albo że fałszerstwo jest prawdą (Obj. 20:2).

Jak już jednak wykazywaliśmy, królowanie to nie będzie polegało wyłącznie na sile. Sile nieodłącznie będzie towarzyszyła oliwna gałązka miłosierdzia i pokoju dla wszystkich mieszkańców świata, którzy będą uczyli się sprawiedliwości, gdy na ziemi będą się odprawiały Jego sądy (Izaj. 26:9). Oczy ludzi oślepionych grzechem zostaną otwarte, a świat zobaczy dobro i zło, sprawiedliwość i nieprawość w świetle bardzo różniącym się od dzisiejszego – w świetle “siedmiokrotnym” (Izaj. 30:26, 29:18-20). Zewnętrzne pokusy obecnego czasu zostaną w większości wyeliminowane, nie będzie wolno i nie będzie można czynić zła, zaś niezawodna kara gwałtownie spadnie na przestępcę, wymierzona z nieomylną sprawiedliwością przez chwalebnych i kompetentnych sędziów tej epoki, którzy będą umieli okazać słabym współczucie (1 Kor. 6:2; Psalm 96:13; Dzieje Ap. 17:31). <str. 520>

Owi sędziowie nie będą sądzili według widzenia oczu swoich, ani według słyszenia uszu swoich, ale będą wydawali sąd w sprawiedliwości (Izaj. 11:3). Nie zdarzy się żadna pomyłka, żadna niegodziwość nie minie się ze sprawiedliwą odpłatą, nawet usiłowanie popełnienia zbrodni będzie musiało zostać prędko zaniechane w tych warunkach. Wszelkie kolano skłoni się [przed władzą, która będzie wtedy sprawowana], a każdy język będzie wyznawał [sprawiedliwość tego systemu] (Filip. 2:10,11). Następnie, dla wielu ludzi zapewne stopniowo, nowy porządek rzeczy zacznie przemawiać do serc, a to, co było na początku posłuszeństwem z przymusu, stanie się posłuszeństwem z miłości i uznania dla sprawiedliwości. Aż na końcu wszyscy inni – ci, którzy będą posłuszni tylko pod przymusem siły – zostaną wytraceni wtórą śmiercią (Obj. 20:7-9; Dzieje Ap. 3:23).

W ten sposób siłą zostaną wprowadzone reguły i prawa miłości. Nie stanie się to za zgodą większości, tylko wbrew jej sprzeciwowi. Będzie to wymagało wyeliminowania z obecnej cywilizacji republikańskich przyzwyczajeń i na pewien czas poddanie ludzkości pod panowanie systemu autokratycznego, który będzie obowiązywał przez tysiąc lat. Taka autokratyczna władza byłaby czymś straszliwym w rękach okrutnego czy nieudolnego władcy, jednak Bóg uwalnia nas od wszelkich obaw, informując, że dyktatorem owej epoki będzie Książę Pokoju, nasz Pan Jezus Chrystus, któremu pomyślność rodzaju ludzkiego tak leżała na sercu, że złożył za nas w ofierze swoje życie, jako cenę okupową, by uzyskać prawo do podźwignięcia nas ze skażenia grzechem i przywrócić doskonałość oraz Boską przychylność dla wszystkich, którzy przyjmą Jego łaskę przez okazanie posłuszeństwa Nowemu Przymierzu.

Już na początku Tysiąclecia stanie się dla wszystkich oczywiste, że sposób wyznaczony przez Boga jest jedynym, który odpowiada wymogom stawianym przez sytuację chorego na grzech i samolubnego świata. Zaiste, już teraz niektórzy zauważają, że świat bardzo potrzebuje mocnego i sprawiedliwego rządu. Coraz wyraźniej widzą też, że jedynymi osobami, które bezpiecznie można by obdarzyć absolutną wolnością, są ci, którzy <str. 521> na trwałe się nawrócili – którzy mają odnowioną wolę, odnowione serca i ducha Chrystusowego.

Stanowisko właściwe dla Ludu Bożego

Ktoś może jednak zapytać: Co mamy jednak czynić teraz, my, którzy widzimy te rzeczy we właściwym świetle? Czy jeśli posiadamy zbywający kawałek ziemi, to powinniśmy go oddać albo porzucić? Nie, to nie służyłoby dobremu celowi, chyba że podarowalibyśmy go jakiemuś biednemu sąsiadowi, który rzeczywiście go potrzebuje, a i wtedy, gdyby mu się nie powiodło w użytkowaniu tej ziemi, to z pewnością surowo by was skrytykował jako współautorów jego nieszczęścia.

Czy jeśli jesteśmy rolnikami, kupcami albo przemysłowcami, to powinniśmy próbować prowadzić nasze interesy na zasadach Tysiąclecia? Nie, gdyż takie postępowanie sprowadziłoby na was finansową katastrofę, która wyrządziłaby krzywdę waszym wierzycielom, osobom będącym na waszym utrzymaniu oraz waszym pracownikom.

Wydaje nam się, że jedyne, co można obecnie zrobić, to pozwolić, by nasze umiarkowanie było wiadome wszystkim ludziom, unikać wyzyskiwania kogokolwiek, wypłacać umiarkowane wynagrodzenia lub udziały w dochodach albo też, jeśli to nie jest możliwe, nie zatrudnianie nikogo, unikać nieuczciwości w jakiejkolwiek formie, “obmyśliwając to, co jest uczciwego przed wszystkimi ludźmi”, dawać przykład “pobożności z przestawaniem na swym”, zawsze, i słowem, i przykładem zniechęcać innych nie tylko do używania przemocy, ale nawet okazywania niezadowolenia, a wreszcie starać się prowadzić spracowanych i obciążonych do Chrystusa i słowa łaski Bożej – przez wiarę i zupełne poświęcenie. Gdybyście zaś z łaski Bożej mieli być szafarzami większego lub mniejszego bogactwa, to nie czcijcie go, ani nie starajcie się przekonać, jak wiele bogactw bylibyście w stanie zgromadzić dla tych, co będą po was dziedziczyć, by się kłócili i sprzeniewierzali wasz majątek, lecz wykorzystajcie go zgodnie z waszym przymierzem, w służbie Bożej, poddając się Jego kierownictwu i pamiętając, że nie należy on do was po to, byście go zatrzymywali albo używali na własne cele, ale Bóg powierzył go wam pod opiekę, byście wykorzystali go w radosnej służbie na chwałę Bogu.

Jako przykład praktycznego zastosowania tych uwag <str. 522> w sprawach codziennego życia publikujemy poniższy list, który otrzymaliśmy od czytelnika naszego dwutygodnika, oraz naszą na niego odpowiedź. Może okaże się to pomocne także dla innych.

Na świecie, ale nie ze świata

Pensylwania

DROGI BRACIE. W minioną niedzielę na naszym nabożeństwie zastanawialiśmy się nad lekcją z Listu do Rzymian 12:1 i wśród wielu myśli, jakie wyniknęły z tego niezwykle bogatego tematu, niektóre dotyczyły wykorzystania naszego poświęconego czasu. Prowadzę sklep spożywczy, a sytuacja ogólna w handlu wymaga w dzisiejszym czasie niemal “wiecznej czujności”.

Wiele razy zadawałem sobie pewne pytanie: Czy ja, jako jeden z poświęconych, powinienem podejmować nadal takie wysiłki, by zdobywać i utrzymywać klientelę, jak to jest obecnie konieczne? Co tydzień drukuję cennik, oferuję niejednokrotnie towary po cenach niższych od kosztów własnych, rozdaję także często prezenty przy sprzedaży bardziej opłacalnych towarów. Postępuję tak nie dlatego, że podoba mi się ta forma sprzedaży, tylko dlatego, że wszyscy moi konkurenci tak robią. Aby więc móc utrzymać mój sklep i źródło utrzymania (ponieważ nie jestem zamożny), zmuszony jestem postępować tak jak inni.

Inne zastrzeżenie, jakie można by mieć do tego rodzaju metod, polega na tym, że utrudniają one handel moim słabszym braciom w tej samej branży handlowej. Znam dobrze wielu z nich. Są wśród nich wdowy, które usiłują uczciwą pracą w handlu zarobić na życie, zmuszony jestem jednak pozbyć się wszystkich moich wyższych uczuć i “rozpychać się łokciami” niezależnie od tego, kto na tym ucierpi. Jest to smutne wyznanie jak dla kogoś, kto ubiega się o pozycję pomagania naszemu Panu w podźwignięciu ludzkości z otchłani samolubstwa, od którego musi się uwolnić w Wieku, który jak wierzymy jest już tak niedaleko. Moim celem nie jest skłanianie Cię do tego, byś usprawiedliwiał moje działanie w tej sprawie, ale pragnę usłyszeć Twą opinię o tym, jaki powinien być sposób postępowania godny polecenia dla poświęconego dziecka Bożego, prowadzącego interes w obecnym czasie, kiedy to wielkie ryby połykają płotki.

Wasz w Chrystusie

W odpowiedzi napisaliśmy: Sytuacja, którą opisałeś, jest taka sama w prawie każdej <str. 523> dziedzinie interesów i coraz bardziej opanowuje cały świat. Stanowi ona część owego powszechnego “ucisku” naszych czasów. Zarówno rozwój możliwości maszyn, jak i wzrost liczebny rodziny ludzkiej przyczyniają się do obniżenia wynagrodzeń i sprawiają, że brakuje pewności stałego zatrudnienia. Coraz więcej ludzi stara się prowadzić własne przedsiębiorstwa, a konkurencja i niewielkie zyski, choć korzystne dla biednych, doprowadzają do ekonomicznej zagłady małych sklepów i wysokich cen. W rezultacie małe sklepy i małe zakłady ustępują przed większymi, które z racji lepszej i bardziej ekonomicznej organizacji zapewniają wyższy poziom usług po niższych cenach. Większe ilości nowszych towarów po niższych cenach i przy wyższym poziomie usług są ogólnie korzystne dla wszystkich, w porównaniu z dawniejszymi małymi sklepikami z zestarzałymi towarami, wysokimi cenami i niedbałą obsługą, nawet jeśli chwilowo niektóre biedne wdowy czy inni wartościowi ludzie mogą ucierpieć na skutek braku intelektualnych, fizycznych, czy też finansowych możliwości dotrzymania kroku tym zmianom w sposobie działania. Ale nawet i oni, jeśli zdobędą się na szerszą i bardziej życzliwą ocenę sytuacji, będą się cieszyć z tego, że ogólnie wszystkim powodzi się lepiej, nawet jeśli prowadzi to do niekorzystnych zmian w ich własnym położeniu. Mogą oni cieszyć się razem z tymi, którzy odnoszą korzyści i cierpliwie czekać na przyjście Królestwa, które w znacznie większym stopniu niż dzisiaj upowszechni dla wszystkich błogosławieństwa Boże. Jednak takiego niesamolubnego spojrzenia na sytuację można oczekiwać jedynie od tych, którzy mają “nową naturę” i cechują się właściwą dla niej miłością. Współczesna konkurencja handlowa nie jest więc wyłącznie złem. Jest ona jedną z ważnych lekcji, jakie udzielane są światu w ramach studiów przygotowawczych poprzedzających ustanowienie wielkiego Wieku Tysiąclecia, kiedy to interesy świata będą prowadzone po większej części, jeśli nawet nie w całości, na zasadach “socjalistycznych” – nie dla wzbogacania i korzyści pojedynczych osób, ale dla powszechnej pomyślności.

Tymczasem jednak samolubne więzy konkurencji zaciskają się coraz silniej wokół tych, którzy kierują się szlachetnymi i wspaniałomyślnymi pobudkami, niezależnie od tego czy są chrześcijanami, czy nie. Cieszymy się, <str. 524> że uważasz to zagadnienie za istotne i nie jesteś zadowolony z panujących obecnie warunków.

Radzimy, abyś miał oczy szeroko otwarte i jeśli zauważysz, że jakaś inna branża w mniejszym stopniu obciążona jest konkurencją i w związku z tym bardziej dogodna, żebyś dokonał zmiany. Jeśli tego nie zrobisz, albo do czasu znalezienia bardziej dogodnego interesu czy też korzystniejszych warunków, radzimy ci, żebyś pozostał tam, gdzie jesteś i do pewnego stopnia modyfikował swe postępowanie, tj. abyś tak równo, jak tylko potrafisz rozdzielił zagadnienia między trzy wzajemnie sprzeczne interesy – twój własny, twoich konkurentów oraz twoich klientów czy też bliźnich. Jeśli twój sklep jest w stanie utrzymać się i przynieść umiarkowany dochód, to staraj się zachować ten stan, nie walcząc o dalszy rozwój w celu uzyskania “bogactwa”, “bo którzy chcą bogatymi być, wpadają w pokuszenie i w sidło” (1 Tym. 6:9). Powinniśmy unikać wszelkiej nieuczciwej konkurencji, podłości względem konkurentów oraz jakiegokolwiek fałszywego przedstawiania swoich towarów klientom. Za wszelką cenę trzeba uważnie pilnować sprawiedliwości i uczciwości, a następnie dołożyć do tego “umiarkowanie” względem twoich konkurentów, na ile podpowiada to miłość i pozwalają okoliczności.

Nie zapominamy o poleceniu: “Nie przyłączaj się do większości ku złemu” – 2 Mojż. 23:2 (nb), ani nie radzimy iść nawet na najmniejszy kompromis z niesprawiedliwością. Nie pytasz, na ile dobrze rozumiemy, czy możesz czynić niesprawiedliwość, ale czy miłość pozwala uczynić wszystko, na co zezwala sprawiedliwość i czemu się nie sprzeciwia przyjęty obyczaj. Światowe serce nie wykazuje skrupułów wobec takich “błahostek”, to twoja “nowa natura”, której prawem jest miłość, wolałaby widzieć powodzenie u twoich konkurentów i to ona pragnie czynić dobrze wszystkim ludziom, gdy tylko pojawia się sposobność – a najwięcej domownikom wiary. Pielęgnuj tę “nową naturę” poprzez posłuszeństwo prawu miłości w każdy możliwy sposób. “Jeźli można, ile z was jest, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie” – postępując wspaniałomyślnie i zgodnie z miłością. Ten, kto przesycony jest duchem miłości nie myśli nic złego o swych konkurentach, <str. 525> nie szuka tylko własnego powodzenia i nie cieszy się z niepowodzenia konkurenta.

Trudność polega na tym, że cały świat postępuje w oparciu o wynaturzone zasady samolubstwa, które są całkowicie niezgodne z miłością. Niektórzy znajdują się na wyższym poziomie, inni na niższym, jedni ograniczają swe samolubstwo do granic wyznaczanych przez sprawiedliwość, inni posuwają się do niesprawiedliwości i nieuczciwości, ale ogólnie poziom jest coraz niższy. “Nowe Stworzenie” w Chrystusie nigdy nie może znaleźć się poniżej poziomu sprawiedliwości i uczciwości i musi starać się wznosić jak najwyżej ponad ten najwyższy światowy standard, w kierunku doskonałej miłości. Winą obecnego systemu konkurencyjnego jest to, że interesy kupującego i sprzedającego są w ustawicznym konflikcie. Żadna moc nie jest w stanie tego naprawić, poddać kontroli czy zmienić, z wyjątkiem owej jedynej mocy, którą obiecał Bóg – Królestwa Tysiąclecia, które wszystkim narzuci regułę miłości i uwolni ich od skłonności do samolubstwa i od jego więzów, a ci, którzy zobaczą i poznają nową drogę, przyjmą pomoc, jaka zostanie im zapewniona.

* * *

Przekonaliśmy się, że przy obecnym prawie społecznym nieuchronnie musi nastąpić albo wgniecenie mas ludzkości w błoto niewolniczej służby dla ludzi bogatych i inteligentnych, albo obecny porządek społeczny runie pod panowaniem anarchii. Pismo Święte zapewnia nas, że stanie się to drugie, doprowadzając do straszliwej zemsty wobec wszystkich ludzi, bogatych i biednych, wykształconych i prostaków, by na tym dobitnym przykładzie wszyscy mogli się przekonać, jak niemądre jest samolubstwo i w przyszłości ocenić mądrość Boskiego prawa miłości. Pismo Święte zapewnia nas także, że ten “wielki ucisk” udzieli wszystkim straszliwej, ale w rezultacie bardzo pożytecznej lekcji. Jesteśmy przeto przygotowani do tego, by w następnym rozdziale rozważyć miejsca Pisma Świętego, które mówią o upadku “Babilonu”, czyli “chrześcijaństwa”, w wielkim zmaganiu, którym zakończy się obecny Wiek. <str. 526>

Widząc niepowodzenie chrześcijaństwa w przyswajaniu sobie ducha nauk Chrystusowych, widząc jak wiedza i wolność płynące z Jego nauk zostały przyćmione duchem złości i samolubstwa oraz dostrzegając w obecnych zapowiedziach nieuchronne zbliżanie się straszliwej klęski – anarchii i wszelkiego złego uczynku – jesteśmy jednocześnie przekonani o sprawiedliwości dozwolenia na to wszystko i rozpoznajemy w tym Boskie prawo odpłaty. Ubolewając nad złem, jakie towarzyszy odpłacie, zdajemy sobie sprawę z jej konieczności i sprawiedliwości. Przekonawszy się też, jaki będzie koniec miłosierdzia, które ostatecznie wypłynie z zastosowania tego specyficznego środka, nasze serca wykrzykują: “Wielkie i dziwne są dzieła twoje, Panie, Boże Wszechmogący; sprawiedliwe są drogi twoje, Królu narodów” – Obj. 15:3 (nb).

Oczekuj poranka – on przyjdzie niezawodnie,

Tak jak dzień, co po nocy następuje zgodnie.

Jeszcze oczy tęskniące nic nie widzą w mroku,

Zanim świt opromienił wątłe siły wzroku.

Zanim światłem łzy otarł dręczącej żałości,

Zanim promieniem przebił ciemność wątpliwości,

Czujesz, jak balsam rosy twoje stopy chłodzi,

Jak z uśmiechem poranka, noc w otchłań odchodzi.

Oczekuj poranka, o ty, synu zmartwienia,

Pobity i zgnębiony bezmiarem cierpienia.

Dla spragnionych i głodnych świat nie zna litości,

Co w cierniowej koronie nieszczęścia i złości

Próżno wśród mroków gęstych szukają pomocy,

Gdy wokoło krąg wrogi zwiera siły nocy,

Ty oczekuj poranka – przyjdzie niezawodnie,

Tak jak dzień, co po nocy następuje zgodnie.

James Whitcomb Riley

<str. 527>

Return to Polish Home Page

 

Illustrated 1st Volume
in 31 Languages
 Home Page Contact Information