Studies in the Scriptures

Tabernacle Shadows

 The PhotoDrama of Creation

 

Wykład IX

Nieuchronność konfliktu
Świadectwo mądrych tego świata

Powszechność inteligencji nowym czynnikiem we wszystkich rachubach – Poglądy senatora Ingallsa – Poglądy ks. Lymana Abbota – Poglądy biskupa Newmana (M.E.) – Poglądy wybitnego prawnika – Poglądy pułkownika Roberta Ingersolla – J. L. Thomas o ustawodawstwie robotniczym – Poglądy Wendella Phillipsa – Przepowiednia historyka Macaulay’a – Nadzieje pana Chauncey’a Depew – Wywiad z biskupem Worthington (P.E.) – Odpowiedź W. J. Bryana – Pogląd Angielski – Ocena sytuacji w ujęciu Edwarda Bellamy – Opinia ks. J. T. McGlynna – Spojrzenie prof. Grahama – Poglądy sędziego Sądu Najwyższego – Pogląd francuski, “Walka Społeczna”.

“Tak, iż ludzie drętwieć będą przed strachem i oczekiwaniem tych rzeczy, które przyjdą na wszystek świat [społeczeństwo]; albowiem mocy niebieskie [rządy kościelne i świeckie] poruszą się” – Łuk. 21:26.

Uczeni z całego świata zdają sobie sprawę ze zbliżania się wielkiego konfliktu społecznego, nad którym nikt nie będzie w stanie zapanować. Nic też nie można uczynić, by temu zapobiec. Poszukiwali oni środka zaradczego, ale nie znaleźli żadnego, który byłby adekwatny do zagrożenia, i porzucając wszelkie nadzieje dochodzili do wniosku, że słuszne musi być twierdzenie ewolucji, które głosi, iż “cała natura działa w oparciu o zasadę przetrwania osobników silniejszych i lepiej przystosowanych oraz zagłady osobników słabszych jako nieprzystosowanych do życia”. Filozofowie przekonują ich, że “to, co jest, już było”, że nasza cywilizacja jest jedynie kopią cywilizacji greckiej i rzymskiej i że tak jak one rozpadnie się na kawałki, przynajmniej jeśli chodzi o ogół społeczeństwa, zaś bogactwo <str. 414> i władza dostaną się ponownie w ręce nielicznych, podczas gdy masom społecznym, podobnie jak w pierwotnych cywilizacjach Wschodu, zaledwie uda się przetrwać.

Uczeni na ogół pomijają fakt, że w tym konflikcie pojawia się niespotykany wcześniej element – szersze upowszechnienie wykształcenia na całym świecie, a szczególnie w obrębie chrześcijaństwa. To, o czym zapomina wielu ludzi, zwraca jednak uwagę innych, którzy są na tyle roztropni, by poszukiwać prawdziwej mądrości u samego źródła – w Słowie Bożym. Oni to dowiadują się, że “czasu naznaczonego (…) wiele ich przebieży, a rozmnoży się umiejętność” oraz że “będzie czas uciśnienia, jakiego nie było, jako narody poczęły być” (Dan. 12:1-4). Widzą oni w jak zdumiewający sposób wypełniła się przepowiednia o bieganiu tam i sam,1 dostrzegają także powszechny rozwój wiedzy. Dlatego dla nich ów zapowiedziany w tym samym kontekście ucisk nie oznacza powtórki historii, podbicia społeczeństwa w niewolę uprzywilejowanych jednostek, ale jest to zdumiewająca zmiana w historii, będąca skutkiem nie spotykanych wcześniej okoliczności. Zaś oświadczenie tego samego proroka wypowiedziane w tym samym związku, że “tego czasu powstanie Michał [Chrystus]”, który ujmie swą chwalebną władzę i rozpocznie królowanie, pozostaje w zgodzie z poglądem, że nadchodzący ucisk położy kres władzy samolubstwa pod panowaniem “księcia tego świata” [Szatana] i zapoczątkuje błogosławieństwa Królestwa Immanuela. Posłuchajmy jednak, co powiedzą nam niektórzy mędrcy świata na temat tego, co widzą!

1 kj tłumaczy Dan. 12:4 “będą biegać tam i sam” – przyp.tłum.

Szerokie spojrzenie oraz obszerną i bardzo obiektywną ocenę walki o bogactwo i będącego jej skutkiem ucisku niższych klas znajdujemy w opublikowanej przez prasę wypowiedzi szanownego J. J. Ingallsa, człowieka wielkiego serca i umiarkowanej zamożności, byłego senatora Stanów Zjednoczonych. Przytaczamy obszerne fragmenty tego tekstu, ponieważ zawiera on powściągliwą ocenę obecnej sytuacji i dowodzi, że nawet tak świadomi politycy, dostrzegając te trudności, nie znają środka zaradczego, który można by zastosować dla uzdrowienia choroby i uratowania jej ofiar. <str. 415>

Senator Ingalls napisał:

“Wolność to więcej niż tylko słowo. Ten, kto zależny jest od woli drugiego człowieka w sprawie mieszkania, ubrania i jedzenia nie może być wolnym człowiekiem w szerokim, pełnym znaczeniu tego słowa. Jeśli chleb powszedni robotnika i jego rodziny zależy od zarobków, które pracodawca może mu wypłacić albo zatrzymać wedle swego upodobania, to robotnik ten nie jest wolny. Alternatywa między głodem a zniewoleniem przez listę płac jest niewolnictwem.

Definicje wolności nie stanowią o jej istnieniu. Samo oświadczenie, że życie, swoboda oraz dążenie do szczęścia są niezbywalnymi prawami każdej istoty ludzkiej, nikomu nie zapewniło jeszcze niezależności. Prawo do wolności jest pustym szyderstwem i iluzją, jeśli nie towarzyszy mu możliwość bycia wolnym. Wolność nie polega jedynie na usunięciu prawnych ograniczeń, na pozwoleniu przyjścia czy odejścia. Do tego należy dodać zdolność i możliwość, które mogą zostać zapewnione jedynie przez uwolnienie od nieustannej codziennej pracy. Parafrazując Shakespeare’a można powiedzieć – bieda i wolność stanowią bardzo niedobraną parę. Wolność i zależność nie pasują do siebie. Zlikwidowanie ubóstwa było marzeniem wizjonerów i nadzieją filantropów od zarania dziejów.

Nierówność losu oraz oczywista niesprawiedliwość nierównego podziału bogactwa między ludzi doprowadzały filozofów do rozpaczy. Jest to nie rozwiązana tajemnica ekonomii politycznej! Cywilizacja nie zna bardziej tajemniczego paradoksu, jak występowanie głodu przy jednoczesnym nadmiarze żywności – niedostatku wśród zbytku. To, że jeden człowiek posiada tak wiele dóbr, że nawet przy największej rozrzutności nie jest ich w stanie roztrwonić, podczas gdy inny, chętny i zdolny do pracy, ginie z braku odrobiny ciepła, byle jakiego łachmanu i skórki chleba, sprawia, że porządek społeczny jest niezrozumiały, a karta praw człowieka staje się zwykłą zabawą słowami. Dokąd będą panowały takie warunki, dokąd nie zostanie objawiony klucz do szyfru, którym zapisane jest przeznaczenie – braterstwo ludzi pozostanie frazesem, sprawiedliwość formułką, a Boski kod będzie nieczytelny.

Rozdrażnienie biednych wywołane zuchwałą ostentacją bogatych obalało już imperia. Ulżenie potrzebującym stało się celem statutów ludzkich i boskich. Biadania nieszczęśników stanowią brzemię historii. Ijob był milionerem. Niezależnie od tego, czy utwór literacki noszący <str. 416> jego imię jest przypowieścią czy biografią, niezmiernie interesujące jest to, że czytamy tam, jak patriarcha zastanawiał się nad tym samym pytaniem, które obecnie nas tak nurtuje. Podobnie jak populiści, opisuje on ludzi, którzy zabierają osła sierocie, woła wdowie, przenoszą granice, koszą pola biednych i zbierają ich pożytki, pozbawiając ich nawet odzieży i pozostawiając nagich na deszczu, by szukali schronienia między skałami.

Hebrajscy prorocy swe najbardziej wyszukane klątwy zachowali dla zdzierstwa i zbytku bogaczy, zaś Mojżesz ustanowił przepisy o umarzaniu długów, o przywracaniu własności ziemi oraz ograniczeniu prywatnych majątków. W Rzymie, przed wiekami, wielkość majątków ziemskich ograniczona była do 120 hektarów na obywatela, a liczba bydła i niewolników ograniczona była areałem uprawianej ziemi. Jednak prawa nadane przez Wszechmogącego za pośrednictwem Mojżesza były równie niewykonalne jak kodeksy Likurgas i Licyniusza wobec niepohamowanej energii człowieka i wrodzonych cech jego osobowości.

Za czasów Cezara dwa tysiące plutokratóws było praktycznie właścicielami rzymskiego imperium, zaś ponad sto tysięcy rodzin trudniło się żebractwem, utrzymując się z datków pochodzących z kasy państwowej. To samo zmaganie trwało nieprzerwanie przez wieki średnie aż po dziewiętnaste stulecie. Także i dzisiaj nikt nie przepisał jeszcze lekarstwa, które już wcześniej nie byłoby bezskutecznie stosowane wśród niezliczonych pacjentów. Nie zaproponowano żadnego eksperymentu finansowego czy politycznego, który by już nie był po wielokroć wypróbowany, bez osiągnięcia żadnego efektu, z wyjątkiem osobistej katastrofy i narodowej ruiny.

Aż w końcu, po wielu przypadkowych próbach oraz licznych krwawych i rozpaczliwych walkach z królami i dynastiami, przywilejami, kastami i prerogatywami, starymi nadużyciami, wspaniale obwarowanymi systemami, tytułami i klasami, urzeczywistniony tutaj został najwyższy ideał rządu, w którym nadrzędną rolę pełni lud. Biedacy, wyrobnicy, robotnicy są władcami. To oni ustanawiają prawa i tworzą instytucje. Ludwik XIV powiedział: ‘Państwo to ja’. Teraz zaś pracownicy najemni, rolnicy, kowale, rybacy, rzemieślnicy powiadają: ‘Państwo to my’. Nie ma już miejsca na konfiskaty i grabieże, czy bogacenie się królewskich faworytów. Każdy człowiek, niezależnie od swej narodowości, zdolności, wykształcenia czy systemu wartości, staje do współzawodnictwa z innymi ludźmi <str. 417> na równych prawach. Prawa, dobre lub złe, uchwalane są przez większość.

Niecałe sto lat temu warunki społeczne w Stanach Zjednoczonych stanowiły przykład rzeczywistej równości. W okresie pierwszego spisu w naszym kraju nie było ani milionerów, ani nędzarzy czy włóczęgów. Pierwszym obywatelem amerykańskim, któremu udało się zgromadzić majątek przekraczający milion dolarów, był założyciel rodziny Astorów. Miało to miejsce w 1806 roku, krótko po tym, jak przybył on tutaj z Niemiec, będąc synem rzeźnika i mając ze sobą paczkę futer, które miały stanowić podstawę jego fortuny. Wcześniej właścicielem największego majątku był George Washington, którego posiadłości w chwili śmierci wyceniono na 650 tysięcy dolarów.

Większość ludzi była rolnikami i rybakami, którzy żyli zadawalając się owocami swej pracy. Rozwój, jaki nastąpił na tym kontynencie za sprawą budowy linii kolejowych, zastosowania maszyn rolniczych oraz naukowych rozwiązań życia współczesnego, uczynił nas najbogatszym narodem ziemi. Łączny majątek naszego kraju przekroczył prawdopodobnie 100 miliardów dolarów, z czego połowa, jak się uważa, znajduje się w posiadaniu niecałych 30 tysięcy osób i korporacji. Największe majątki prywatne na świecie zostały zgromadzone w drugiej połowie dziewiętnastego wieku w Stanach Zjednoczonych.

Tymczasem nasze zasoby naturalne są jeszcze prawie nietknięte. Zaorano dopiero niecałą jedną czwartą uprawnej ziemi. Nasze kopalnie kryją bogactwa większe niż Ofir i Potosis. Nasz przemysł i handel są dopiero w wieku dojrzewania, a już wytworzyły arystokrację bogactwa, która nie nosi orderów ani diademów, przed którą nie biegają heroldowie, ale jej przedstawiciele często bywają przyjmowani na dworach książęcych i w pałacach królewskich.

Jeśli nierówny podział obowiązków i przywilejów społeczeństwa zależy od prawodawstwa, instytucji i rządu, to w systemie takim jak nasz powinna zostać przywrócona równowaga. Jeśli bogactwo jest skutkiem niesprawiedliwych praw, zaś ubóstwo wynika z ustaw legalizujących ucisk, to obecnie lekarstwo jest w dyspozycji samych ofiar. Jeśli cierpią, to z powodu ran, które sami sobie zadali. Nie mamy posiadłości feudalnych, nie mamy praw pierworodztwa ani dziedzictwa, żadnych przywilejów, które nie byłyby powszechnie dostępne. Sprawiedliwość, równość, wolność i braterstwo stanowią fundament państwa. Każdy mężczyzna ma prawo do głosowania. Szkoły zapewniają wszystkim możliwość wykształcenia. Prasa jest wolna. Swoboda mowy, myśli i sumienia jest nieskrępowana. <str. 418>

Powszechne prawo wyborcze nie okazało się jednak zbawiennym lekarstwem na bolączki społeczne. Nie zlikwidowano ubóstwa. Pomimo tego, że zgromadzono bogactwa, które przerastają wyobrażenia skąpców, nierówność podziału jest tak samo wielka, jak za czasów Ijoba, Salomona i Agisas. Starego problemu nie rozwiązano, a jeszcze pojawiły się nowe, skomplikowane i bardziej intensywne okoliczności. Władza o znacznie większym zasięgu została zgromadzona w rękach garstki osób, a w ustroju republikańskim pojedynczy ludzie dorobili się bardziej zawrotnych fortun niż w czasach monarchii.

Przepaść między bogatymi i biednymi pogłębia się z każdym dniem. Siły pracy i kapitału, które powinny być sprzymierzeńcami i przyjaciółmi, wzajemnie się wspierając, stanęły w szyku bojowym naprzeciwko siebie jak dwie wrogie armie, które w oszańcowanych obozach przygotowują się do oblężenia albo do bitwy. Rocznie traci się miliony dolarów na zarobkach, na skutek niszczenia marnowanych towarów i niszczejących fabryk oraz zmniejszania się zysków z powodu strajków i zamykania zakładów pracy, co nabrało cech normalnego stanu wojny między pracodawcami i zatrudnionymi.

Utopias jest jeszcze nie odkrytą krainą. Idealna doskonałość społeczeństwa, jak pustynny miraż, oddala się w miarę zbliżania się do niego. Ludzka natura pozostaje niezmieniona w każdych okolicznościach.

Wraz z postępem cywilizacyjnym poziom egzystencji mas społecznych uległ niesłychanej poprawie. Najuboższy rzemieślnik ma dostęp do wygód i udogodnień, o których pięć wieków temu nie marzyli nawet monarchowie przy całym ich bogactwie. Jednak De Toqueville zaobserwował osobliwą anomalię, że w miarę jak poprawia się sytuacja mas, ludzie oceniają swe położenie coraz bardziej krytycznie i wzrasta niezadowolenie. Potrzeby i pragnienia wzrastają szybciej niż możliwości ich zaspokojenia. Wykształcenie, prasa codzienna, podróże, biblioteki, parki, galerie, witryny sklepowe poszerzyły horyzonty ludzi pracy, zwiększyły ich zdolności do cieszenia się przyjemnościami, zaznajomiły ich z luksusem i korzyściami płynącymi z bogactwa. Dzięki uświadomieniu politycznemu robotnicy dowiedzieli się o równości ludzi i przekonali się o potędze głosowania. Fałszywi nauczyciele przekonali ich, że całe bogactwo wytwarzane jest przez świat pracy, że każdy człowiek, który posiada więcej niż może zarobić swymi rękoma otrzymując codzienne wynagrodzenie, jest złodziejem, że kapitalista jest nieprzyjacielem, a milioner wrogiem publicznym, <str. 419> który winien być wyzuty z praw i zastrzelony na miejscu.

Nie da się oddzielić wielkich fortun prywatnych od wysokiej cywilizacji. Najbogatszą społecznością na świecie, licząc dochód na osobę, jest obecnie plemię pierwotnych Indian Osage. Ich łączny majątek jest proporcjonalnie dziesięć razy większy niż w Stanach Zjednoczonych. Jest on własnością wspólną. Społeczna własność nie musi być konsekwencją barbarzyństwa, ale w każdym państwie, które usiłuje osiągnąć społeczną i ekonomiczną równość, gdzie bogactwo “wypracowywane jest przez świat pracy”, bez interwencji kapitału, tak jak to ma miejsce w Chinach i Indiach, zarobki są niskie, położenie robotnika nędzne, a postęp niemożliwy. Gdyby obecny majątek Stanów Zjednoczonych równo podzielić między wszystkich mieszkańców, to suma, która przypadłaby każdemu wynosiłaby, wedle danych ze spisu, około 1000 dolarów.

Gdyby została ustanowiona taka równość, to z pewnością ustałby postęp. Gdyby warunek ten dominował od początku, to bylibyśmy pogrążeni w stagnacji. Tylko w warunkach koncentracji bogactwa można podporządkować sobie naturę i zmusić jej siły do usług na rzecz cywilizacji. Dokąd kapitał, dzięki mechanizacji, nie ujarzmi pary, elektryczności i grawitacji, uwalniając człowieka od konieczności ustawicznego wysiłku po to tylko, by przetrwać, ludzkość będzie stać w miejscu albo się cofać. Kolej, telegraf, flota, miasta, biblioteki, muzea, uniwersytety, katedry, szpitale – wszystkie wielkie przedsięwzięcia wzbogacające i upiększające życie oraz zapewniające lepsze warunki życia ludzkiego – są skutkiem koncentracji kapitału w rękach garstki ludzi.

Nawet gdybyśmy chcieli ograniczyć możliwość gromadzenia dóbr, to i tak społeczeństwo nie dysponuje środkami, za pomocą których dało by się to zrealizować. Nie da się ujarzmić umysłu ludzkiego. Różnice między ludźmi są zasadnicze i wrodzone. Zostały one ustanowione przez Nadrzędną Moc i nie mogą zostać zniesione uchwałą Kongresu. W zmaganiach między mózgami a liczbami, zawsze wygrywały mózgi i tak będzie nadal.

Choroba społeczna jest poważna i groźna, jednak nie jest ona tak niebezpieczna jak doktorzy i lekarstwa. Polityczni znachorzy ze swą sarsaparyląs, plastrami i pigułkami leczą objawy zamiast usuwać przyczynę. Swoboda bicia monet srebrnych, wzrost dochodu na osobę, ograniczanie imigracji, tajne wybory i uprawnienia <str. 420> wyborcze – to są wszystko ważne kwestie, ale można je rozwiązać nie przyczyniając się w najmniejszym stopniu do poprawy bytu szerokich mas ludu pracującego w Stanach Zjednoczonych. Zamiast pozbawiać prawa do głosowania biednych i nieuświadomionych, lepiej byłoby umożliwić im wzrost dobrobytu i inteligencji, tak aby potrafili głosować. Klasa ludzi wyjętych spod prawa nieuchronnie stanie się środowiskiem konspiracyjnym, zaś podstawą bezpieczeństwa wolnych instytucji jest wykształcenie, powodzenie i zadowolenie tych, od których zależy ich egzystencja.”

Oto stwierdzenie faktów, ale gdzie został określony środek zaradczy? Nie ma takowego. A przecież autor nie żywi sympatii wobec zjawisk, na które zwraca uwagę. Gdyby tylko potrafił, to wolałby wskazać na sposób uniknięcia tego, co jego zdaniem jest nieuniknione. Podobnie uczyniliby wszyscy, którzy godni są tego, by nazwać ich ludźmi. Co się zaś tyczy pana Ingallsa, to przemawia za tym następujący fragment z jego przemówienia w senacie Stanów Zjednoczonych.* Powiedział on:

* Sprawozdania Kongresowe, Tom 7, str. 1054-55.

“Nie możemy ukryć prawdy, że znaleźliśmy się na krawędzi groźnej rewolucji. Dawne sprawy straciły aktualność. Ludzie stają w szyku bojowym po jednej albo po drugiej stronie złowieszczej bitwy. Po jednej stronie stoi kapitał, niebezpiecznie obwarowany przywilejami, arogancki na skutek ciągłego triumfowania, usilnie obstający przy dawnych teoriach, domagający się dalszych ustępstw, wzbogacany ściąganiem danin w kraju i wpływami z handlu zagranicznego oraz walczący o to, by dostosować wszystkie wartości do swego własnego standardu złota. Po drugiej stronie stoi świat pracy, domagający się zatrudnienia, walczący o rozwój przemysłu krajowego, zmagający się z siłami natury i podporządkowujący sobie nieużytki. Miejski świat pracy, głodujący i posępny, stanowczo zdecydowany, by obalić system, w którym bogaci jeszcze bardziej się bogacą, a biedni ubożeją, system, który Vanderbiltowi i Gouldowi zapewnia bogactwa przechodzące wyobrażenia najbardziej zachłannych, a biednych skazuje na nędzę, od której nie da się uciec ani się przed nią schronić, chyba że w grobie. Żądanie sprawiedliwości spotkało się z obojętnością i pogardą. W tym kraju robotnicy, którzy domagają się pracy, są traktowani jak natrętni żebracy błagający o chleb.” <str. 421>

W ten sposób stwierdza on, że nie umie dostrzec żadnej nadziei. Nie zna żadnego lekarstwa przeciwko straszliwej chorobie samolubstwa.

Ks. dr Lyman Abbott wypowiada się na temat tej sytuacji

W starym wydaniu Literary Digest znajdujemy następujące podsumowanie poglądów dr Abbotta, szanowanego kaznodziei, wydawcy i współpracownika Theodora Roosevelta, na temat związku między kapitałem a pracą:

“Dr Abbott twierdzi, że kwestia, czy system wynagrodzeń jest lepszy od feudalizmu lub niewolnictwa, została już rozstrzygnięta. Jednak stawia on następujące zarzuty wobec obecnego systemu przemysłowego, jeśli miałby to być jego ostateczny kształt: (1) nie zapewnia on stałego i długotrwałego zatrudnienia wszystkim chętnym do pracy, (2) nie zapewnia wynagrodzeń odpowiadającym rzeczywistym kosztom utrzymania nawet i tym, którzy są w tym systemie zatrudnieni, (3) sam w sobie niewystarczająco rozwija wykształcenie, a także nie zapewnia odpowiedniej ilości wolnego czasu na cele edukacyjne, (4) w obecnych warunkach, czysty, dobry dom jest w wielu przypadkach nieosiągalnym celem. Dr Abbott jest przekonany, że nauki Jezusa Chrystusa i zasady zdrowej ekonomii politycznej są zbieżne. Twierdzi, że wyzysk mężczyzn, kobiet i dzieci po to, by wyprodukować tanie towary, doprowadzi do klęski. Stwierdza on, że praca nie jest towarem. Cytujemy:

‘Uważam, że system, który dzieli społeczeństwo na dwie klasy, kapitalistów i robotników, jest tylko systemem przejściowym, a gospodarczy niepokój naszych czasów jest rezultatem ślepej walki o demokrację bogactwa, w której użytkownicy narzędzi będą jednocześnie ich właścicielami, w której praca będzie zatrudniać kapitał, a nie kapitaliści robotników, w której ludzie, a nie pieniądze, będą sprawowali kontrolę nad przemysłem, podobnie jak obecnie kontrolują rząd. Jednak przekonanie, że praca jest towarem, a kapitał ma ją kupować na najtańszych rynkach, nie zasługuje nawet na miano przejściowego. Jest to pogląd błędny pod względem ekonomicznym i niesprawiedliwy pod względem etycznym.

Nie ma takiego towaru jak praca. Tego rodzaju towar nie istnieje. Robotnik przychodząc do fabryki w poniedziałek rano nie ma nic do sprzedania, ma puste ręce. Przychodzi po to, by coś wyprodukować wkładając w to własny wysiłek. Gdy zaś to coś zostanie wyprodukowane, ma być sprzedane, a część zysku ze sprzedaży będzie się słusznie należała robotnikowi, gdyż <str. 422> miał on swój udział w produkcji. Skoro więc nie ma takiego towaru jak praca, który mógłby być sprzedawany, to nie istnieje także rynek pracy, na którym można by go sprzedawać. Wolny rynek składa się z wielu sprzedawców oferujących rozmaite towary i wielu kupujących, mających różne potrzeby. Sprzedawca ma całkowitą wolność, by sprzedawać lub nie, a kupujący ma zupełną swobodę kupowania lub nie. Tego typu rynek nie istnieje w odniesieniu do pracy. Robotnicy w większości przypadków są tak mocno przypisani do swego miasta, ze względu na przesądy, nieznajomość innych części świata i jego potrzeb, troskę o dom, posiadanie niewielkiej posesji – domu i działki – oraz ze względu na więzy religijne, jak gdyby byli zakorzenieni w ziemi. Nie mają oni wielu różnych zawodów do zaoferowania. Z zasady robotnik umie dobrze wykonywać tylko jedną rzecz, potrafi się dobrze posługiwać tylko jednym narzędziem i zmuszony jest znaleźć właściciela owego narzędzia, który życzyłby sobie, by robotnik go używał, inaczej pozostanie bez zajęcia. ‘Kupiec’, powiada Frederic Harrison, ‘siedzi w kantorze i przy pomocy kilku listów czy formularzy przewozi i rozprowadza zawartość całych miast z kontynentu na kontynent. W przypadku właściciela sklepu, przypływy i odpływy przemieszczających się mas ludzkich zapewniają potrzebę przemieszczania jego towarów. Jego klienci zapewniają mu obrót. To jest prawdziwy rynek. Tutaj konkurencja działa szybko, całkowicie, prosto i uczciwie. Zupełnie inaczej ma się rzecz z robotnikiem dniówkowym, który nie ma żadnego towaru do sprzedania. Musi on być osobiście obecny na każdym rynku, co oznacza konieczność kosztownego, osobistego przemieszczania się. Nie może on korespondować ze swym pracodawcą. Nie da rady przesłać przykładu swej siły ani też pracodawca nie zastuka do jego drzwi.’ Nie ma więc do sprzedania ani takiego towaru jak praca, ani rynku pracy, na którym mogłaby ona być sprzedawana. Obydwie rzeczy są fikcją ekonomii politycznej. Rzeczywistość wygląda następująco:

Większość towarów w naszych czasach – stopniowo obejmuje to także produkty rolne – jest wytwarzana przez zorganizowany zespół robotników, którzy wykonują swą pracę pod nadzorem ‘kapitanów przemysłu’ i przy użyciu kosztownych narzędzi. Wymaga to współdziałania trzech klas – właścicieli narzędzi, czyli kapitalistów, zarządzających czyli menadżerów oraz tych, którzy posługują się narzędziami, czyli robotników. Rezultatem jest wspólny produkt ich wytwórczości, jako że samo narzędzie jest tylko zakumulowanym produktem wytwórczości i jako takie <str. 423> stanowi ich wspólną własność. Zadaniem ekonomii politycznej jest ustalenie, w jaki sposób wartość ta może być sprawiedliwie podzielona między tych partnerów wspólnego przedsięwzięcia. Od rozstrzygnięcia tego zależy zagadnienie świata pracy. Nieprawdą jest, że robotnikowi należy się całość, nie należy mu się nawet to, czego żądają dla niego niektórzy z niepohamowanych obrońców jego sprawy. Menadżerowi należy się jego udział, i to spory udział. Kierowanie taką wytwórczością, wiedza o tym, jakie produkty są potrzebne w świecie, znalezienie nabywcy na towary, który zapłaci cenę zapewniającą uczciwe wynagrodzenie za pracę przy ich wytwarzaniu – to praca wymagająca wysokich kwalifikacji i zasługująca na szczodre wynagrodzenie. Właścicielowi narzędzi należy się dochód. Przypuszczalnie on albo ktoś, od kogo otrzymał on narzędzie, zaoszczędził pieniądze, które jego koledzy wydali na doczesne zbytki albo wątpliwe przyjemności, dlatego ma on prawo do wynagrodzenia za to, że był oszczędny i zapobiegliwy. Można jedynie mieć wątpliwości, czy nasz system przemysłowy nie wynagradza czasami zbyt szczodrze cnoty posiadania, przekształcając ją przez to w występek. Robotnik ma prawo do wynagrodzenia. Od czasu zniesienia niewolnictwa nikt nie kwestionuje tego prawa. Określenie sposobu podziału produktu owej wspólnej wytwórczości jest trudne. Z pewnością jednak nie należy tego czynić w ramach systemu, który skłania kapitalistów do wypłacania możliwie jak najmniejszych wynagrodzeń, a robotników do wykonywania możliwie jak najmniejszej ilości pracy za otrzymywaną pensję. Jaki by nie był słuszny sposób, to w każdym razie ten jest błędny.’”

Wydaje się, że dr Abbott ma gorące, współczujące serce dla mas społecznych i wyraźnie zrozumiał ich położenie. Słusznie diagnozuje on chorobę polityczno-finansową, ale nie umie znaleźć lekarstwa. Właściwie wspomina on o czymś, co mogłoby stanowić lekarstwo, gdyby tylko udało się to wprowadzić w czyn, nie mówi jednak, w jaki sposób można to osiągnąć. Czyli, jak mu się wydaje, dostrzega on narastanie

“ślepej walki o demokrację bogactwa, w której użytkownicy narzędzi będą jednocześnie ich właścicielami, w której praca będzie zatrudniać kapitał”.

Owo zdanie brzmi tak, jakby jego autor czytał ostatnio historię o lampie Aladyna z baśni tysiąca i jednej nocy i <str. 424> miał nadzieję, że znajdzie i zastosuje “czarodziejską różdżkę”. Dowodzi ono, że albo ów dżentelmen ma jedynie ograniczone pojęcie o finansach, albo że spodziewa się rewolucji, w której użytkownicy narzędzi siłą przejmą narzędzia od kapitału z pogwałceniem wszelkich praw uznawanych przez współczesne społeczeństwo. Gdyby nawet jakimś sposobem dokonała się taka zmiana własności narzędzi, które odebrane ich obecnym właścicielom weszłyby w posiadanie ich użytkowników, to czyż nie jest to oczywiste dla wszystkich, że nowi właściciele narzędzi, ze względu na ich posiadanie, staliby się natychmiast kapitalistami? Czy mamy jakiekolwiek powody, by sądzić, że nowi właściciele narzędzi byliby bardziej wspaniałomyślni i mniej samolubni od obecnych posiadaczy? Czy mamy jakieś podstawy, by przypuszczać, że w naturalnym usposobieniu serca posiadaczy narzędzi zaszły większe zmiany, niż w przypadku użytkowników narzędzi, że nowi użytkownicy narzędzi zgodzą się chętnie na to, by wszyscy robotnicy mieli taki sam udział w dobrodziejstwach mechanizacji? Wszystkie doświadczenia ludzkiej natury mówią, że nie! Dostrzega się chorobę, dostrzega się potrzebę jej leczenia, jednak nie ma takiego lekarstwa, które mogłoby uzdrowić “wzdychające stworzenie”. Jego westchnienia i utrapienia, jak wskazuje apostoł, muszą trwać i narastać aż do momentu objawienia synów Bożych – aż do Królestwa Bożego (Rzym. 8:22,19).

Poprzez zaprzeczanie, że istnieje problem, nie dokona się jego uzdrowienia. Stwierdzenie, że “nie ma takiego towaru jak praca” nie naprawi ani nie zmieni smutnego faktu, że praca jest towarem i że nie może być niczym innym w obecnych warunkach i w świetle obowiązujących praw społecznych. Niewolnictwo w pewnym okresie i w odniesieniu do niektórych osób mogło być korzystną instytucją, jeśli panowie byli uprzejmi i rozważni. Pańszczyzna w półcywilizowanym systemie feudalnym mogła mieć swoje dobre strony w swoim czasie i w tamtych okolicznościach. Podobnie jest z systemem wynagrodzeń. Uznawanie pracy za towar, czyli przedmiot sprzedaży i kupna, ma swe znakomite strony. Przyczyniło się to w znacznej mierze do rozwoju zdolności umysłowych i fizycznych i było bardzo cennym dobrodziejstwem dla świata pracy w przeszłości. W obecnym stanie rzeczy pozbawianie pracy jej cech towaru nie byłoby rzeczą mądrą, gdyż ci robotnicy, którzy dysponują <str. 425> inteligencją, kwalifikacjami i energią oraz korzystają z tych umiejętności, zasługują na to, by zapotrzebowanie na ich pracę było większe oraz by byli w stanie sprzedać swoją pracę za lepszą cenę niż robotnicy niewykwalifikowani i nieinteligentni. Jest to konieczne dla pobudzania ludzi niemądrych i nieuświadomionych. Potrzebny byłby sprawiedliwy, ojcowski rząd, który by nadal utrzymywał i rozwijał zdrowe ograniczenia i podniety, a jednocześnie bronił każdej z klas ludzi pracy przed arogancją klasy zajmującej nieco wyższą pozycję, który stanowiłby ochronę przed herkulesową siłą współczesnego kapitału z jego potężną i ciągle rosnącą armią mechanicznych niewolników, rząd który na koniec, opanowawszy w pełni i powszechnie praktyczne zasady sprawiedliwości, zgodnie z prawem miłości unicestwiłby wszystko, co ma związek z samolubstwem i grzechem. Nigdzie z wyjątkiem Biblii nie znajdziemy wzmianki o takim rządzie. Biblia bowiem dokładnie opisuje i zdecydowanie obiecuje taki rząd, który zostanie ustanowiony, gdy tylko zakończy się wybór Kościoła Bożego, którego członkowie mają być królami i kapłanami jako współdziedzice z Immanuelem (Obj. 5:10; 20:6).

Pogląd zmarłego biskupa J. P. Newmana

Biskup Newman z kościoła metodystyczno-episkopalnego uważał, że konflikt między kapitałem a pracą jest nieunikniony. Dostrzegał on słuszne i niesłuszne racje obu stron tego sporu. W artykule opublikowanym w czasopiśmie wydawanym przez jego grupę wyznaniową wysuwa on następujące tezy i sugestie:

“Czy bogactwo jest bezbożnością? Czy ubóstwo jest zasadniczym sensem pobożności? Czy tylko żebracy są świętymi? Czy niebo jest przytułkiem dla ubogich? Cóż wtedy zrobimy z Abrahamem, który był bardzo bogaty, mając wiele bydła, srebra i złota? Co uczynimy z Ijobem, który posiadał 7 tysięcy owiec, 3 tysiące wielbłądów, 4 tysiące wołów, 500 oślic, który miał 12 tysięcy hektarów ziemi i 3 tysiące osób służby domowej? (…)

Wejście w posiadanie bogactw jest darem Bożym. Przedsiębiorczość i oszczędność są zasadami gospodarności. Zgromadzenie wielkiej fortuny wymaga szczególnego talentu. Tak jak poeta, filozof i mówca ma swój talent z urodzenia, podobnie i finansista jest geniuszem bogactwa. Ma intuicyjne <str. 426> wyczucie prawa podaży i popytu, wydaje się posiadać dar proroczego przewidywania przyszłych zmian rynkowych, wie kiedy kupić, kiedy sprzedać, a kiedy zatrzymać to, co posiada. Przewiduje on przyrost ludności i jego wpływ na wartość nieruchomości. Tak jak poeta, który musi śpiewać, bo mu muza piersi rozpiera, tak i finansista musi robić pieniądze. Nie może się temu oprzeć. O obdarzeniu takim talentem mówi Pismo Święte: ‘Ale pamiętaj na Pana, Boga twego; bo on dodawa tobie mocy ku nabywaniu bogactw” – 5 Mojż. 8:18. I wszystkie te obietnice urzeczywistniły się w obecnym położeniu narodów chrześcijańskich, które kontrolują finanse świata.

W sprzeczności z tym naturalnym i zgodnym z przepisami prawem do posiadania własności rozlega się nawoływanie do tego, by rozdzielić własność między tych, którym nie udało się wejść w jej posiadanie przez dziedziczenie albo umiejętność czy też przedsiębiorczość. To taki rodzaj komunizmu, który nie ma oparcia ani w prawie natury, ani w porządku społecznym ludzkości. Jest to dzikie, nielogiczne wołanie świata pracy przeciwko kapitałowi, pomiędzy którymi, zgodnie z ekonomią przyrody i ekonomią polityczną, nie powinno być w zasadzie wrogości.”

Biskup zapewnia, że “pracodawca i zatrudniony mają niezbywalne prawa. Pracodawca ma prawo zatrudnić, kogo może za tyle, za ile może, zaś zatrudniony ma prawo odpowiedzieć na propozycję, kiedy może. Biskup stwierdza, że nienawiść i zazdrość klas ludu pracującego nie podnoszą się przeciwko posiadaczom ogromnych fortun, ale przeciwko ogromnemu wygodnictwu i ogromnej obojętności bogatych. Pisze on dalej:

“Bogactwo ma do spełnienia najbardziej zaszczytną ze wszystkich misji. Nie jest ono dawane po to, by było gromadzone albo dawało przyjemność. Bogaci są jałmużnikami Wszechmogącego. Są oni urzędnikami wypłacającymi jałmużny w Jego imieniu. Są obrońcami biednych. Mają oni za zadanie rozpocząć owo wielkie przedsięwzięcie, które nauczy ludzi zapobiegliwości, zapewniając im nie tyle największe dywidendy, co największe powodzenie. Kapitał umożliwia robotnikom udział w szczęśliwej radości uczciwego przemysłu. Do obowiązków bogatych należy poprawa warunków mieszkaniowych ludzi biednych, jednak w wielu przypadkach stajnia bogacza <str. 427> jest pałacem w porównaniu z mieszkaniem uczciwego i wykształconego robotnika.

Jeśli bogaci będą patronami reform socjalnych rozwiniętego społeczeństwa, to otrzymają błogosławieństwo biednych. Do ich obowiązków należy udzielanie ustawodawcom wskazówek, które służą ochronie wszystkich praw i interesów społeczności. Jeśli będą budowali biblioteki naukowe, galerie sztuki i świątynie pobożności, będą szanowani jako dobroczyńcy rodzaju ludzkiego. Jeśli bogactwo kapitału połączy swe siły z bogactwem intelektu, bogactwem siły mięśni oraz bogactwem dobroci dla wspólnego dobra, to wtedy praca i kapitał będą szanowane jako równie ważne czynniki w dziele zapewniania wszystkim ludziom życia, wolności i prawa do szczęścia.”

Biskup najwyraźniej stara się zachować obiektywizm w spojrzeniu na obie strony obecnego konfliktu i zbliżającej się walki, jednak związki z bogactwem i uzależnienie od niego sprawiają, że chociaż podświadomie, to jednak jego oceny są wyraźnie stronnicze. To fakt, że liczni bohaterowie przeszłości byli bogaci, jak choćby Abraham. Jednak historia pobytu Abrahama, Izaaka i Jakóba w ziemi Chananejskiej dowodzi, że chociaż w tamtych czasach można było posiadać ziemię, to jednak nie była ona ogrodzona i każdy mógł ją swobodnie użytkować. Owi trzej patriarchowie ze swą służbą, trzodą i stadami wędrowali bez przeszkód po ziemiach Chananejczyków przez blisko dwa stulecia, a mimo to nie rościli sobie prawa do posiadania choćby jednej stopy tej ziemi (Dzieje Ap. 7:5). Zaś w obrazowym królestwie Bożym, w Izraelu, przepisy zakonu zapewniały utrzymanie biednym, zarówno spośród ludności rodzimej, jak i obcokrajowców. Nikt nie musiał głodować. Zboża z pól nie wolno było zbierać do końca; rogi pola należało zostawić nie zżęte, aby ubodzy mogli z nich zbierać ziarno po żniwach. Głodny mógł wejść do sadu, winnicy, czy udać się na pole, by na miejscu najeść do syta. Gdy zaś ziemia palestyńska została podzielona między pokolenia i rodziny izraelskie, zostało ustanowione specjalne zarządzenie, mające na celu likwidację obciążeń hipotecznych własności ziemskich i umarzanie wszystkich długów. Miało się to odbywać co pięćdziesiąt lat i miało na celu zapobieżenie zubożeniu i praktycznemu zniewoleniu całego narodu przez garstkę bogaczy. <str. 428>

Biskup zdaje się zapomniał, że prawa i organizacje chrześcijaństwa nie są kodeksem zrządzonym przez Boga, że podobnie jak wszystkie wynalazki niedoskonałych umysłów i serc, prawa te nie są nieomylne, że chociaż w pewnym okresie nie można było niczego lepszego wymyślić, to jednak zmieniające się warunki społeczne i finansowe spowodowały już w przeszłości konieczność wprowadzenia zmian, tak że obecnie za właściwe uważa się inne reformy, które w swoim czasie spotykały się ze sprzeciwem ze strony samolubstwa i radykalnego konserwatyzmu. Jeśli więc uważamy, że nasze prawa pochodzą tylko od ludzi i są omylne, jeśli były już zmieniane i poprawiane, tak aby dostosować je do zmieniających się okoliczności, to czy nie jest niekonsekwencją ze strony biskupa, gdy teraz traktuje je jako święte, bezsporne i niezmienne, albo gdy twierdzi, że prawa raz uznane są od tej chwili “niepodważalne”, “naturalne” oraz nie podlegające dyskusji “ani w zakresie prawa natury, ani porządku społecznego ludzkości”, albo też gdy uważa, że każda sugestia modyfikacji prawa i uregulowań społecznych w celu lepszego dostosowania ich do obecnych warunków jest “dzika” i “niemądra”.

Należy zauważyć, że w kwestii traktowania pracy jako towaru podporządkowanego warunkom podaży i popytu biskup zajmuje stanowisko przeciwne w stosunku do tego, które przedstawił dr Abbott. Uważa on tę zasadę za prawo naszego obecnego systemu społecznego i stwierdza, że tak musi pozostać. Ma rację stwierdzając, że praca musi pozostać towarem (czyli być kupowana tak tanio, żeby kapitał mógł ją nabyć oraz sprzedawana za najwyższą cenę, jaką tylko świat pracy może za nią otrzymać) tak długo, dokąd będzie istniał obecny system społeczny. To jednak nie będzie już trwało przez wiele lat, na co wskazują proroctwa oraz obserwacje poczynione przez ludzi o światłych umysłach, którzy pozostają w bliskim kontakcie z ludźmi i ich niepokojami.

Z punktu widzenia biskupa jedyną nadzieją na pokojowe rozwiązanie sprzeczności między kapitałem a pracą jest: (1) nawrócenie wszystkich bogatych, tak aby zaczęli cechować się miłością i dobroczynnością, co wyrażają dwa ostatnie akapity zacytowanego powyżej fragmentu, oraz (2) nawrócenie wszystkich biednych i przedstawicieli klasy średniej, <str. 429> tak by z pobożnością i zadowoleniem wdzięcznie przyjmowali wszystko, co tylko bogaci łaskawie pozwolą im posiąść z ziemi i z obfitości jej, i żeby głośno wołali “Błogosławieni jesteśmy my ubodzy”! Przyznajemy, że to rozwiązałoby szybko i gruntownie kwestię robotniczą, jednak żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie będzie oczekiwał takiego rozwiązania w najbliższej przyszłości. W taki sposób nie przedstawia tego nawet Pismo Święte. Trudno byłoby przypuszczać, że ten inteligentny biskup istotnie przedstawia swe sugestie jako rzeczywiste lekarstwo. Sądzimy raczej, że wyraża on w ten sposób pogląd, iż poza tym nierealnym rozwiązaniem nie widzi żadnego innego, a przeto cywilizacja zostanie niebawem dotknięta przekleństwem anarchii. Oby ten dżentelmen mógł był dostrzec Boskie lekarstwo, o które nasz Pan nauczył nas modlić się w nadziei: “Przyjdź Królestwo Twoje”. Oby mógł był zrozumieć sposób, w jaki zostanie ustanowione to Królestwo w mocy i w panowaniu (Dan. 2:44,45; 7:22,27; Obj. 2:27).

Poglądy wykształconego prawnika

Pewien światowej sławy prawnik, zwracając się do studentów roku dyplomowego wydziału prawa wybitnej uczelni w Stanach Zjednoczonych, wyraził się w następujący sposób, o czym donosi Journal z Kansas City:

“Historia wyniosłej i zachłannej rasy, do której należymy, jest opisem nieustannych krwawych walk o wolność osobistą. Toczyły się wojny, dynastie były obalane, ścinano monarchów, nie z chęci podboju, nie dla ambicji i chwały, ale po to, by człowiek mógł być wolny. Przywileje i uprawnienia, choć niechętnie i z oporem, były udzielane przez wiele krwawych stuleci ze względu na nieposkromioną żądzę osobistej wolności. Daleka droga dzieli Wielką Kartę Wolnościs od Appomattoxs. Jednak w ciągu tych 652 lat ludzkość nawet przez chwilę nie ustąpiła ani nie zawahała się w swym postanowieniu prowadzenia nieugiętej walki o równość wszystkich ludzi wobec prawa. To z tego powodu baronowie zastraszyli króla Jana, dlatego został spalony Latimer, dlatego umarł Hamden, dlatego została sporządzona ugoda w kabinie okrętu Mayflower, dlatego ogłoszona została Deklaracja Niepodległości, za to umarł John Brown z Osawatomie, to dlatego legiony <str. 430> Granta i Sheridana szły w pole i zwyciężały, będąc raczej gotowe położyć życie, niż zrezygnować z przywilejów wolności.

Jakiż pożytek pług i żagiel daje

Jaki życie, ziemia, gdy wolności nie staje?

Nareszcie ziściły się marzenia wielu stuleci. Z brutalnego i krwawego zamętu historii wyłonił się wreszcie człowiek, który jest panem samego siebie. Pozostają jednak ciągle rozpaczliwe zagadki wiary. Ludzie są równi, ale nie ma równości. Prawo wyborcze jest powszechne, ale polityczna władza sprawowana jest przez nielicznych. Ubóstwo nie zostało zlikwidowane. Obowiązki i przywileje społeczne są nierówno rozłożone. Jedni dysponują bogactwami, których nawet przy największej rozrzutności nie sposób roztrwonić, inni zaś daremnie modlą się o chleb powszedni. Wielu ludzi, zmieszanych i zdezorientowanych tymi sprzecznościami, do granic rozdrażnionych cierpieniem i niedostatkiem, rozczarowanych wynikami politycznej wolności w odniesieniu do osobistego szczęścia i powodzenia, uległo niepokojowi tak dociekliwemu i tak gruntownemu, że rodzi on konieczność aktywnej koalicji konserwatywnych sił naszego społeczeństwa.

Ewolucyjny rozwój, w który wkroczyło społeczeństwo Stanów Zjednoczonych, nie ma precedensu w historii, ponieważ okoliczności są nienormalne i nie da się tutaj zastosować naukowego rozwiązania. Chociaż warunki życia rzesz ludzkich uległy ogromnej poprawie dzięki postępowi społecznemu, zastosowaniu nauki w przemyśle oraz wynalazków mechanizacji, to jednak nie ulega wątpliwości, że obecnie bieda, znacznie bardziej niż kiedyś, zagraża społeczeństwu, instytucjom samorządowym oraz osobistej wolności, która została osiągnięta po wielu wiekach konfliktów. Przyczyny są oczywiste. Robotnik jest wolny. Jest wyborcą. Zwiększyło się jego poczucie własnej wartości. Wyostrzyła się jego wrażliwość. Jego potrzeby rosną szybciej niż możliwości ich zaspokojenia. Wykształcenie uczyniło go zdolnym do czegoś więcej, niż tylko do służebnej harówki. Prasa codzienna zaznajomiła go z przywilejami, jakie bogactwo zapewnia swemu właścicielowi. Dowiedział się, że wszyscy ludzie zostali stworzeni jako równi sobie i uważa on, że owszem prawa są takie same, ale nie wszyscy mają takie same możliwości. Współczesna nauka <str. 431> uzbroiła go w groźną broń, a kiedy zaczyna panować głód, to nic nie jest tak święte, jak potrzeby własnej żony i dzieci.

Kryzys społeczny we wszystkich cywilizowanych krajach, a szczególnie u nas, staje się coraz bardziej groźny. Pomruk burzy posępnego niezadowolenia zbliża się z każdą godziną. Chociaż sądzę, że spokojny i zdecydowany charakter rasy anglosaskiej stawi mu czoła, podobnie jak to czynił w obliczu innych zagrożeń, i nie dopuści do porzucenia własności, która została nabyta kosztem tak wielkiej ofiary, to jednak oczywiste jest, że walka jeszcze się nie skończyła. Człowiek nie zadowala się już równością praw i równością możliwości, będzie się jeszcze domagał równości warunków jako prawa idealnego państwa.

Jest rzeczą oczywistą, że społeczne upośledzenie jest sprzeczne z samorządem oraz że beznadziejna i bezradna nędza nie da się pogodzić z osobistą wolnością. Człowiek, który w zakresie zapewnienia środków utrzymania dla siebie i swojej rodziny jest całkowicie zależny od innych ludzi, mogących w każdej chwili na życzenie pracodawcy pozbawić go tych środków, nie jest wolny w dokładnym znaczeniu tego słowa. W ciągu ostatnich stu lat staliśmy się najbogatsi ze wszystkich narodów. Nasze zasoby są gigantyczne. Statystyki naszych zarobków i oszczędności zadziwiają nawet łatwowiernych. Pieniędzy jest pod dostatkiem, występuje obfitość żywności. Podaż produktów i pracy jest ogromna. Jednak pomimo tej obfitości nie pozbyliśmy się paradoksu cywilizacji. Większość ludzi walczy o byt, a pewna część jest poddana podłej i nieszczęsnej nędzy.

Istnienie takiej sytuacji zdaje się urągać Najwyższej Mądrości. Przyznanie, że niedostatek, nędza i nieświadomość są nieuchronnym dziedzictwem, sprawia, że braterstwo ludzi staje się cynicznym szyderstwem, a kodeks moralnego wszechświata jest nie do zrozumienia. Niezadowolenie wywoływane przez te okoliczności przeradzają się w nieufność w stosunku do zasad, które stanowią fundament społeczeństwa oraz w skłonność do zmiany podstawy, na której się ono wznosi. Waszym najważniejszym zadaniem jest przeciwdziałanie tej nieufności, a waszym najważniejszym obowiązkiem jest opieranie się tej rewolucji.

Zwykłe środki zaradcze proponowane w celu zreformowania wad, usterek oraz niedomogów nowoczesnego społeczeństwa można <str. 432> z grubsza podzielić na dwie kategorie. Do pierwszej zaliczymy takie, które zmierzają do naprawienia krzywd poprzez zmianę instytucji politycznych. Metoda ta jest błędna i musi się okazać nieskuteczna, ponieważ opiera się na fałszywym założeniu, że materialny dobrobyt jest rezultatem wolności, podczas gdy prawda jest taka, że polityczna wolność jest konsekwencją, a nie przyczyną postępu materialnego. Poeci i wizjonerzy napisali wiele w pochwale ubóstwa, zaś umiłowanie pieniędzy zostało potępione jako korzeń wszelkiego zła, faktem jest jednak, że żadna inna forma władzy nie jest tak solidna, pewna i namacalna jak ta, która wiąże się z posiadaniem pieniędzy.

Trudno wyobrazić sobie stan, który byłby bardziej godny pożałowania, bardziej przygnębiający, bardziej destruktywny w odniesieniu do wszystkiego, co najszlachetniejsze w człowieku, co najbardziej wzniosłe w życiu domowym, co wywiera najbardziej inspirujący wpływ na losy człowieka, niż beznadziejne, nędzne, bezradne ubóstwo, niedostatek, głód, głodowe pensje, dogasający żar ostatnich węgli, łachmany i skórka chleba. Jeśli użyjecie waszej wyrobionej inteligencji w celu przebadania problemu czasów, na pewno zauważycie, że ten element naszego społeczeństwa nieustannie narasta.”

Mamy tutaj wyraźne i dobitne stwierdzenie faktów, które muszą zostać uznane przez wszystkich, bogatych i biednych. Nie ma jednak żadnego wskazania na lekarstwo. Nie odnajdujemy nawet sugestii, by nowa partia prawników i polityków miała poszukiwać jakiegoś rozwiązania. Radzi im się jedynie, by uśmierzali nieufność innych, choć sami jej przecież w znacznej stopniu ulegają, by przeciwstawiali się każdej próbie zmiany obecnego systemu, podczas gdy oni sami starają się utrzymać ponad jego miażdżącymi trybami.

Skąd wynika taka dorada? Czyżby ten wybitny człowiek pogardzał swym niżej postawionym bratem? Bynajmniej. Przyczyna tkwi w tym, że autor dostrzega nieuniknione działanie wolności – “indywidualizmu”, czyli samolubstwa – wraz ze związaną z nią swobodą konkurencji, która zapewnia każdemu możliwość ubiegania się o to, co jest dla niego najkorzystniejsze. Spoglądając w przeszłość powiada on: “To, co było, jest tym, co będzie”. Nie zauważa on, że żyjemy przy końcu obecnego wieku, w zaraniu Tysiąclecia, że jedynie moc Pomazanego przez Pana Króla całej ziemi może ustanowić porządek wśród tego zamieszania oraz że <str. 433> Boska mądra Opatrzność postawiła człowieka twarzą w twarz wobec dramatycznych problemów, których żadna ludzka moc nie jest w stanie rozwiązać oraz wobec kłopotliwych warunków, których nie da się uniknąć ani im zapobiec przy użyciu ludzkiej dalekowzrocznej polityki, po to, aby w słusznym czasie, w ostateczności i zagrożeniu ludzie z zadowoleniem poddali się Boskiej interwencji i zaprzestali swego działania, przyjmując nauczanie od Boga. Ten, któremu należy się królestwo, niebawem “ujmie moc swoją wielką i królestwo”, by zaprowadzić porządek pośród chaosu i uwielbić Kościół jako swoją “Oblubienicę”, a następnie z nim i przez niego położy kres biadaniom obciążonego grzechem i wzdychającego stworzenia oraz będzie błogosławił wszystkim rodzajom ziemi. Jedynie ci, którzy posiadają “prawdziwe światło”, są w stanie dostrzec chwalebny wynik obecnego wieku ciemności, który tak zastanawia mądrych.

Pan Robert G. Ingersoll, podobnie jak inni,
słusznie ocenił stan rzeczy i ubolewał nad nim,
ale nie zaproponował żadnego lekarstwa

Pułk. Ingersoll dał się poznać jako mądry człowiek, przynajmniej według światowych kategorii mądrości. Chociaż był on znanym ateistą, to jednak dysponował znacznymi umiejętnościami i wyróżniał się trzeźwym sądem, z wyjątkiem spraw religijnych, gdzie żaden ludzki sąd nie może być trzeźwy, jeśli nie zostanie poinstruowany i pokierowany przez Słowo Boże i ducha Pańskiego. Porady prawnicze pana Ingersolla były tak wysoko cenione, że podobno pobierał on opłatę w wysokości 250 dolarów za trzydziestominutową poradę. Także i ten aktywny umysł został zatrudniony przy zmaganiu się z potężnymi problemami naszych niespokojnych czasów. Jednak nawet on nie był w stanie podać żadnego sposobu przeciwdziałania. Swoje poglądy wyraził on w opublikowanym przez Twentieth Century [Dwudziesty Wiek] obszernym artykule, z którego krótki wyciąg zamieszczamy poniżej. Napisał on:

“Wynalazczość napełniła świat konkurentami i to nie tylko wśród robotników, ale i wśród mechaników o najwyższych kwalifikacjach. Dzisiaj zwykły robotnik jest po większej części tylko <str. 434> zębem przekładni. Pracuje dla niej niestrudzenie, karmiąc to nienasycone urządzenie. Gdy potwór się zatrzymuje, człowiek pozostaje bez pracy, czyli bez chleba. Niczego nie zaoszczędził. Maszyna, którą żywił, jego nie karmi – to nie na jego korzyść działa wynalazek. Słyszałem kiedyś, jak pewien człowiek mówił, że znalezienie zatrudnienia dla tysięcy dobrych mechaników jest rzeczą prawie niemożliwą i że jego zdaniem rząd winien zapewnić pracę tym ludziom. Kilka minut później słyszałem innego człowieka mówiącego, że sprzedaje patent na urządzenie do krojenia ubrań, że jedna taka maszyna może wykonać pracę za dwudziestu krawców, że upłynął zaledwie tydzień jak sprzedał dwa takie urządzenia wielkim zakładom w Nowym Jorku, a już zostało zwolnionych ponad czterdziestu krojczych. Kapitalista wysuwa się naprzód ze swoim lekarstwem. Mówi on robotnikowi, że musi być ekonomiczny – tymczasem zaś przy obecnym systemie, ekonomia prowadzi jedynie do obniżania zarobków. Wobec działania wielkiego prawa podaży i popytu każdy oszczędny, skromny, powściągliwy robotnik nieświadomie przyczynia się w swoim niewielkim zakresie do obniżenia wynagrodzeń, swoich i towarzyszy. Oszczędzający mechanik stanowi bowiem świadectwo, że zarobki są wystarczająco wysokie.

Kapitał zawsze rościł sobie prawo do łączenia się i nadal tak czyni. Przemysłowcy spotykają się i wyznaczają ceny, nawet wbrew wielkiemu prawu podaży i popytu. Czy robotnicy mają takie samo prawo do porozumiewania się i łączenia? Bogaci spotykają się w bankach, klubach i salonach. Robotnicy, by się porozumieć, muszą spotykać się na ulicy. Wszystkie zorganizowane siły społeczne są nastawione przeciwko nim. Kapitał dysponuje armią i flotą, władzą ustawodawczą i wykonawczą. Gdy łączą się bogaci, to mamy do czynienia jedynie z ‘wymianą poglądów’. Gdy zaś łączą się biedni, to mówi się o ‘spisku’. Jeśli podejmują wspólną akcję, jeśli rzeczywiście coś robią, to stanowią ‘motłoch’. Jeśli się bronią, to jest to ‘zdrada’. Jak to się dzieje, że bogaci kontrolują rządowe ministerstwa? Bywają takie momenty, gdy żebracy stają się rewolucjonistami, gdy łachman zamienia się w sztandar, pod którym prowadzona jest najszlachetniejsza i najodważniejsza bitwa o słuszne racje.

W jaki sposób zamierzamy rozwiązać zagadnienie nierównej rywalizacji między człowiekiem i maszyną? Czy maszyna stanie się w końcu partnerem robotnika? Czy nad owymi siłami natury można sprawować kontrolę <str. 435> dla pożytku cierpiących dzieci natury? Czy ekstrawagancja dotrzyma kroku pomysłowości? Czy robotnicy okażą się na tyle inteligentni i na tyle mocni, by wejść w posiadanie maszyn? Czy człowiek może osiągnąć taką inteligencję, która pozwoli mu okazać wspaniałomyślność i sprawiedliwość, czy też rządzą nim te same prawa i zjawiska, które sprawują kontrolę nad światem zwierząt i roślin? W czasach kanibalizmu silny pożerał słabego – dosłownie zjadał jego ciało. Obecnie zaś, pomimo wszystkich praw ustanowionych przez człowieka, pomimo postępów w nauce, człowiek silny i bez skrupułów żyje kosztem słabego, nieszczęśliwego i głupiego. Gdy zastanawiam się nad agonią cywilizowanego życia – niedociągnięciami, obawami, łzami, zawiedzionymi nadziejami, gorzką rzeczywistością, głodem, występkiem, upokorzeniem i wstydem – jestem niemal zmuszony powiedzieć, że pomimo wszystkiego kanibalizm jest najbardziej miłosierną formą życia kosztem drugiego człowieka.

Człowiek o dobrym sercu nie może być zadowolony z takiego świata, jaki mamy obecnie. Nikt nie może tak naprawdę cieszyć się tym, co zarobił – co uważa za swą własność – wiedząc jednocześnie, że miliony jego współbraci żyją w niedostatku i w potrzebie. Gdy myślimy o cierpiących głód, wydaje nam się, że jedzenie jest okazywaniem braku serca. Spotkanie z ludźmi w łachmanach, którzy drżą z zimna wywołuje niemal wstyd, że jesteśmy dobrze ubrani i jest nam ciepło – czujemy jak nasze serce staje się tak zimne jak ciała tych ludzi.

Czyż więc nie należy oczekiwać żadnej zmiany? Czy ‘prawa podaży i popytu’, wynalazki i nauka, monopol i konkurencja, kapitał i prawodawstwo, mają już na zawsze pozostać wrogami tych, którzy ciężko pracują? Czy robotnicy zawsze będą na tyle nieświadomi i głupi, by wydawać swe zarobki na rzeczy bezużyteczne. Czy nadal będą utrzymywali miliony żołnierzy, by zabijać synów innych robotników? Czy ciągle będą budować świątynie, a sami żyć w norach i szałasach. Czy zawsze będą pozwalali, by pasożyci i krwiopijcy żywili się ich krwią? Czy będą pozostawali niewolnikami żebraków, którzy są na ich utrzymaniu? Czy uczciwi ludzie przestaną wreszcie uchylać kapelusza wobec udanego oszustwa? Czy przedsiębiorczość zawsze będzie padać na kolana przed obliczem ukoronowanego próżniactwa? Czy ludzie ci zrozumieją, że żebracy nie mogą być hojni, a każdy zdrowy człowiek musi zapracować sobie na prawo do życia? Czy powiedzą w końcu, że człowiek, który posiadł takie same przywileje, <str. 436> jak wszyscy inni, nie ma prawa narzekać, czy też pójdą w ślady swych prześladowców? Czy nauczą się, że siła, chcąc być skuteczną, musi być przemyślana, a wszystkie działania, które mają cechować się trwałością, muszą opierać się na węgielnym kamieniu sprawiedliwości?”

Przedstawiona tutaj argumentacja jest uboga, słaba, nie napawa nadzieją i nie proponuje żadnych rozwiązań, a ponieważ pochodzi ona od człowieka mądrego, wytrawnego logika, dowodzi jedynie tego, że mądrzy ludzie tego świata dostrzegają chorobę, ale nie umieją znaleźć na nią lekarstwa. Ten wykształcony dżentelmen wskazuje bardzo wyraźnie na przyczyny trudności oraz na ich nieuchronność, a następnie jakby mówił do robotników: “Nie pozwólcie, by one (wynalazki, nauka, konkurencja itp.) was uciskały i wyrządzały wam krzywdę!” Nie podaje jednak przy tym żadnych sposobów wyzwolenia, z wyjątkiem pytania: “Czy robotnicy okażą się na tyle inteligentni i na tyle mocni, by wejść w posiadanie maszyn?”

Przypuśćmy jednak, że będą oni mieli maszyny oraz kapitał wystarczający do ich uruchomienia. Czy takie fabryki i maszyny będą działać z większym powodzeniem niż inne? Czy będą mogły przez dłuższy czas być używane w charakterze instytucji dobroczynnej, która nie przynosi zysku? Czy nie będą miały swojego udziału w zwiększaniu “nadprodukcji” i przyczynianiu się do “likwidacji”, co sprawi, że zarówno właściciele, jak i inni robotnicy pozostaną bez pracy? Czy nie wiemy tego, że zakład lub warsztat działający w oparciu o zasadę równej płacy dla wszystkich zatrudnionych albo szybko zbankrutuje, ponieważ wydaje zbyt wiele na wynagrodzenia, albo w innym przypadku lepiej wykwalifikowani pracownicy zostaną odciągnięci przez wyższe zarobki do innych zakładów bądź też skłonieni do podjęcia działalności indywidualnej na własny rachunek. Słowem, własny interes i samolubstwo są tak zakorzenione w upadłej naturze ludzkiej i tak integralnie wbudowane w obecną strukturę społeczną, że każdy, kto nie będzie się z tym liczył, szybko przekona się o błędzie, jaki popełnił. Ostatnie z przytoczonych zdań jest bardzo zgrabnie sformułowane, nie niesie jednak żadnej pomocy w obliczu zagrożenia. Jest ono podobne do szklanego jajka w gnieździe. Udaje ono rozwiązanie, dopóki ktoś go nie rozbije i nie będzie próbował zjeść. “Czy [robotnicy] nauczą się, że siła, <str. 437> chcąc być skuteczną, musi być pod kontrolą myślenia”. Tak, wszyscy to wiedzą, a także to, że myślenie wymaga umysłu, zaś umysł musi być jakościowo bardzo dobry i uporządkowany. Każdy wie, że gdyby wszyscy mieli umysły o tej samej zdolności i sile, to walka między człowiekiem a człowiekiem byłaby wyrównana i prędko zgodzono by się na rozejm i na zaspokojenie wzajemnych praw i interesów, lub też, co bardziej prawdopodobne, walka rozpoczęłaby się szybciej i byłaby cięższa. Jednak pan Ingersoll wie lepiej od innych, że nie ma takiej ziemskiej siły, która byłaby w stanie zapewnić wyrównanie zdolności umysłowych.

Czwarty z przytoczonych akapitów godny jest tego wielkiego człowieka. Słowa tam napisane znajdują oddźwięk w sercu każdego szlachetnego człowieka, których, jak wierzymy, jest bardzo wielu. Jednak inni, średnio sytuowani, czy nawet bogaci podobnie jak pan Ingersoll, dochodzą do wniosku, do którego i on bez wątpienia doszedł, że są całkowicie bezsilni, jeśli chodzi o przeciwstawienie się lub zmienienie tego społecznego trendu, który wlewa się zewsząd kanałami upadłej ludzkiej natury. Usiłowanie przeciwdziałania temu za pomocą wrzucenia w ten wir swych pieniędzy i możliwości podobne byłoby do próby powstrzymania wód wodospadu Niagara rzucając się w jego otchłań. Jedynym rezultatem takiego działania byłby w obu przypadkach jedynie krótki plusk i niewielkie zawirowanie.

J. L. Thomas o ustawodawstwie robotniczym

Często twierdzi się, że świat pracy jest dyskryminowany przez ustawodawstwo faworyzujące bogatych oraz naruszające interesy biednych oraz że sytuacja odwrotna mogłaby stanowić wszechstronne lekarstwo. Nic nie jest tak odległe od prawdy, jak ten pogląd. Zadowoleni też jesteśmy, że dysponujemy krótkim podsumowaniem prawodawstwa robotniczego Stanów Zjednoczonych, sporządzonym przez wysokiej klasy specjalistę, byłego asystenta prokuratora generalnego Thomasa, opublikowanym przez nowojorski Tribune 17 października 1896 roku. Cytujemy:

“Spisanie historii ustawodawstwa ostatnich pięćdziesięciu lat, które miało na celu poprawę warunków życia ubogich klas ludu pracującego, wymagałoby opublikowania wielu tomów. Można ją jednak podsumować w następujący sposób: <str. 438>

Zniesiona została kara więzienia za długi.

Uchwalono prawa wyłączające gospodarstwa rolne oraz znaczną część własności prywatnej spod postępowania egzekucyjnego przeciwko dłużnikom, którzy są jedynymi żywicielami rodzin, wdowami albo sierotami.

Mechanikom i robotnikom dano możliwość wzięcia w zastaw ziemi i przedmiotów, na których pracowali, na rzecz zapłaty.

Osoby biedne mają prawo wnosić sprawy do sądów stanowych i sądu federalnego bez wnoszenia opłat i bez udzielania zabezpieczenia kosztów.

Sądy stanowe i sąd federalny wyznaczają adwokatów do prowadzenia bezpłatnej obrony ludzi ubogich w sądach kryminalnych oraz w niektórych przypadkach w sądach cywilnych.

W wielu przypadkach sądy są instruowane przez prawo, by wydawały orzeczenia na korzyść robotnika, który zmuszony jest wytoczyć proces w celu odzyskania swych zarobków lub wymuszenia swych praw wobec korporacji na ustaloną kwotę, która pokryje opłatę dla jego adwokata.

Na siedem godzin dziennie, a w niektórych przypadkach na osiem lub dziewięć, określono prawem długość dnia roboczego dla robotników w służbie publicznej albo przy robotach publicznych.

Przy zarządzaniu niewypłacalnym majątkiem pierwszeństwo mają roszczenia o charakterze wynagrodzenia dla pracowników, a w niektórych przypadkach wynagrodzenia dla pracowników uznawane są powszechnie za roszczenia mające pierwszeństwo.

Uchwalono prawa regulujące opłaty za przewóz pasażerów i towarów koleją i innymi środkami transportu, także w powszechnych domach towarowych i windach; utworzono federalne i stanowe komisje do nadzorowania ruchu kolejowego, przez co ceny zostały obniżone o dwie trzecie albo i więcej.

Prawie we wszystkich stanach zostały uchwalone prawa obniżające stopy procentowe oraz przedłużające okres możliwości odzyskania zastawu po zajęciu hipoteki albo aktu własności.

Od kolei wymaga się, by ogradzały swoje linie albo opłacały podwójnie szkody wynikłe z braku ogrodzenia. Są one także zobowiązane do zapewnienia bezpiecznych schronień i przyrządów dla swoich pracowników.

Przemysłowcy oraz właściciele kopalń zobowiązani są zapewniać miejsca oraz urządzenia gwarantujące bezpieczeństwo i wygodę pracowników.

Rejestrowanie organizacji robotniczych jest prawnie dozwolone.

Labor Day [Dzień Pracy] uznano za święto narodowe. <str. 439>

Wyznaczono inspektorów robotniczych, stanowych i federalnych, by zbierali dane statystyczne oraz w miarę możliwości wpływali na poprawę warunków pracy.

Utworzono Departament Rolnictwa, a kierujący tym departamentem jest członkiem gabinetu.

Rocznie rozdaje się za darmo ziarno o wartości 150 tysięcy dolarów.

W wielu stanach uznano za przestępstwo sporządzanie czarnych list biednych ludzi, którzy zostali zwolnieni z pracy lub nie byli w stanie spłacać swych długów; za przestępstwo uznano także straszenie dłużników przy użyciu kart pocztowych z pozwem lub przez użycie innych metod, które mogłyby ich postawić w niekorzystnym świetle.

W celu ochrony nierozważnych i naiwnych zabroniono używania poczty tym, którzy chcieliby wykorzystywać tę instytucję do przeprowadzenia oszukańczych czy też loteryjnych przedsięwzięć.

Obniżone zostały opłaty pocztowe, co oznacza, że dostarczanie przesyłek będzie wymagało dotacji rządowej w wysokości 8 milionów dolarów rocznie. Dzięki temu jednak ludzie będą mogli otrzymywać krajową prasę bez opłat, zaś ceny najlepszych magazynów i czasopism obniżono tak, by mogli je nabyć nawet najubożsi.

Polisy ubezpieczenia na życie oraz udziały w stowarzyszeniach budowlanych i bankowych po ustalonym czasie ich posiadania nie podlegają konfiskacie na skutek nie wnoszenia ustalonych składek i opłat.

Banki stanowe i federalne podlegają publicznemu nadzorowi, a prowadzone przez nich rachunki mogą być kontrolowane przez służby publiczne.

Zatrudnieni w służbie publicznej mają prawo do płatnej absencji przez trzydzieści dni, w niektórych przypadkach przez piętnaście dni, oraz do dodatkowych trzydziestu dni w razie choroby pracownika lub członków jego rodziny.

Handel wyrobnikami azjatyckimi, importowanie robotników kontraktowych, praca skazańców amerykańskich, dalsza imigracja Chińczyków, import produktów powstałych przy zastosowaniu pracy skazańców oraz system przymusowego odpracowywania długów zostały zabronione prawem.

Utworzono stanowe i federalne komisje arbitrażowe dla rozpatrywania zastrzeżeń robotników.

Zatrudnieni w służbie publicznej muszą otrzymać wynagrodzenie za dni świąt narodowych – 1 stycznia, 22 lutego, Dzień Pamięci Poległych, 4 lipca, Dzień Pracy, Święto Dziękczynienia oraz 25 grudnia. <str. 440>

Przydzielono gospodarstwa rolne tym, którzy gotowi byli się na nich osiedlić, zaś inne tereny zostały oddane wszystkim, którzy chcieli na nich posadzić i pielęgnować drzewa.

Uchwalono tajne prawo wyborcze oraz inne prawa mające na celu ochronę ludności w jej prawach do głosowania bez molestowania i zastraszania.

Wyzwolono cztery miliony niewolników, czego skutkiem było zubożenie setek tysięcy właścicieli ziemskich.

Założono biblioteki publiczne, które są utrzymywane z finansów publicznych.

Zwiększono liczbę publicznych szpitali dla opieki nad chorymi i biednymi.

Rocznie wypłaca się z kasy publicznej 140 milionów dolarów dla weteranów wojennych, oraz pozostałych po nich wdów i sierot.

I na koniec rzecz wcale nie najmniej ważna – założono publiczne szkoły, w których sama tylko dopłata do czesnego kosztuje 160 milionów dolarów rocznie, zaś utrzymanie budynków, spłaty kredytów i inne wydatki zwiększają prawdopodobnie tę kwotę o dalsze 40 milionów dolarów lub więcej.

Kongres oraz władze ustawodawcze różnych stanów uchwaliły ponadto niezliczoną ilość innych praw o mniejszym znaczeniu, które jednak zmierzają w tym samym kierunku jak te, które przytoczyliśmy powyżej; określono także do najmniejszych szczegółów relacje między pracodawcą – korporacją, spółką czy osobą fizyczną – a zatrudnionym.

Wszystkie te prawa zostały uchwalone, a ich dobroczynne skutki dosięgły zarówno bogatych, jak i biednych. Doprawdy, historia ostatniego ćwierćwiecza Stanów Zjednoczonych dowodzi, że tak mężczyźni, jak i kobiety wywodzący się ze wszystkich klas wytężyli całą swą pomysłowość do ostatecznych granic, by wymyślić prawa niosące korzyść, wykształcenie i emancypację dla szerokich mas społecznych. Sprawy posunęły się tak daleko, że wielu myślących ludzi obawia się, iż dalsza kontynuacja obecnej tendencji doprowadzi do państwowego socjalizmu. Nie ulega wątpliwości, że już od wielu lat opinia publiczna okazuje poparcie dla tego kierunku.”

Tak więc, jeśli w zakresie ustawodawstwa dokonano wszystkiego, co tylko było możliwe, a mimo to niepokój ciągle się zwiększa, to fakt ten z całą pewnością dowodzi, <str. 441> że próżne są nadzieje ludzi poszukujących rozwiązania w tym kierunku. Pan Thomas najwyraźniej także doszedł do wniosku, że konflikt jest nieunikniony.

Zwróćcie uwagę na słowa, w których zdolny i szlachetny człowiek

Wendell Phillips wyraża swoje poglądy.

“Żadna reforma, moralna czy intelektualna, nigdy nie została zainicjowana przez wyższe warstwy społeczne. Każda jedna rodziła się z protestu męczenników i ofiar. Emancypacja klasy robotniczej musi więc zostać osiągnięta siłami samego ludu pracującego.”

Bardzo słusznie; bardzo mądrze; tyle że pan Phillips także nie oferuje żadnej praktycznej sugestii, w jaki to sposób lud pracujący miałby wyzwolić się spod nieuchronnych skutków działania samolubnego prawa podaży i popytu (wspieranego przez zróżnicowanie umysłowe i psychiczne), które jest równie nieugięte jak prawo grawitacji. Nie wie on, co można by zalecić. Rewolucja, jak wiadomo, może przynieść pewne lokalne zmiany, korzystne lub nie, cóż jednak może poradzić rewolucja wobec sytuacji o zasięgu światowym i wobec powszechnej konkurencji? Równie dobrze moglibyśmy próbować przeciwstawiać się rosnącej fali oceanicznej, próbując zawrócić ją miotłą albo zbierając nadmiar wody do beczek.

Przepowiednia Macaulay’a

Paryski Le Figaro przytacza następujący fragment listu, który pan Macaulay, wielki angielski historyk, skierował w 1857 roku do jednego ze swych przyjaciół w Stanach Zjednoczonych.

“Jest jasne jak słońce, że wasz rząd nigdy nie będzie w stanie utrzymać pod kontrolą cierpiącej i rozgniewanej większości, ponieważ w waszym kraju władza znajduje się w rękach mas, a bogaci, którzy są w mniejszości, zdani są całkowicie na ich łaskę. Przyjdzie taki dzień, gdy w stanie Nowy Jork, w czasie między połową śniadania a nadzieją na połowę obiadu, tłumy wybiorą wam waszych ustawodawców. Czy można <str. 442> mieć jakiekolwiek wątpliwości co do tego, jakiego rodzaju ustawodawcy zostaną w taki sposób wybrani?

Będziecie zmuszeni do robienia tego, co uniemożliwi osiągnięcie dobrobytu. Następnie jakiś Cezar albo Napoleon ujmie władzę w swoje ręce. Wasza republika będzie w dwudziestym wieku ograbiona i spustoszona, tak jak rzymskie imperium przez barbarzyńców z piątego wieku, z tą tylko różnicą, że niszczyciele rzymskiego imperium, Hunowie i Wandalowie, przyszli z zewnątrz, podczas gdy wasi barbarzyńcy będą wywodzili się z waszego własnego narodu i będą stanowili produkt waszych własnych instytucji.”

Także i ten człowiek, który dobrze zna naturę ludzką, zarówno bogatych jak i biednych, nie uznał za stosowne przyjąć za rzecz prawdopodobną, by bogaci mogli niesamolubnie poprzeć poglądy większości i przychylić się do uchwalenia tak ważnych i dobroczynnych ustaw, które stopniowo poprawiłyby warunki życia mas społecznych i uniemożliwiłyby komukolwiek zgromadzenie majątku o wartości większej niż pół miliona dolarów. Nie, pan Macaulay wie, że nad taką propozycją nie warto się zastanawiać i dlatego podaje przepowiednię, która zgodna jest z kierunkami wyznaczanymi przez Boskie świadectwa co do wyniku samolubstwa, jakim będzie wielki ucisk.

Co więcej, po napisaniu tego listu rodacy pana Macaulay’a, naród brytyjski, także zaczęli się domagać praw wyborczych i żądania te zostały spełnione. Tego samego domagali się Belgowie i Niemcy i prawa te zostały im udzielone. Domaganie się praw wyborczych pojawiło się także we Francji i osiągnięto je przy użyciu siły. Te same żądania rozlegają się w Austro-Węgrzech, a niebawem pojawią się także we Włoszech. W ten sposób katastrofa, z taką pewnością przepowiadana dla Stanów Zjednoczonych, ogarnie całe “chrześcijaństwo”. Pan Macaulay nie dostrzegł żadnej nadziei, nie potrafił zaproponować żadnego rozwiązania, z wyjątkiem tego, co już proponowali inni, tj. żeby bogaci i wpływowi ludzie sprawowali usilną kontrolę i żeby tak długo, jak się tylko będzie dało, siedzieli na zaworze bezpieczeństwa – aż nastąpi eksplozja. <str. 443>

Nadzieje pana Chauncey’a M. Depew

Wśród zdolnych myślicieli współczesnego świata, cechujących się szerokimi horyzontami, należy także wymienić doktora praw, szanownego Chauncey’a M. Depew. Jest to mądry człowiek, który często udziela dobrych porad. Dlatego z przyjemnością przytaczamy jego poglądy na obecną sytuację. Przemawiając do studentów roku dyplomowego uniwersytetu chicagowskiego i wielu innych, jako mówca dziesiątego posiedzenia między innymi powiedział:

“Wykształcenie nie tylko umożliwiło cudowny rozwój naszego kraju wraz ze wspaniałymi możliwościami, jakie daje on w zakresie zatrudnienia i wzbogacenia się, ale także wyrwało nasz naród z metod i nawyków przeszłości, dlatego nie możemy już żyć tak, jak nasi ojcowie.

Szkoły powszechne i średnie, przynoszące niezwykłe korzyści, rozwinęły nas w kierunku subtelności życia, która zaowocowała szerokością horyzontów myślenia i inteligencją u mężczyzn oraz pogodą ducha, pięknem i wielkodusznością u kobiet. Podniosło ich to na poziom wyższy od europejskich wieśniaków. Wykształcenie i wolność, które sprawiły, że Amerykanie są niezwykłym narodem, przyczyniły się także do podniesienia standardu życia i wymagań starych narodów Europy. Robotnik indyjski może mieszkać pod strzechą w jednym pokoju, zamiast ubrania wystarczy mu przepaska na biodra, a zamiast jedzenia – miska ryżu. Jednak amerykański mechanik pragnie mieć dom z kilkoma pokojami. Tak on, jak i jego dzieci nauczyli się w czym tkwi wartość dzieł sztuki. Wszyscy przyzwyczaili się do lepszego wyżywienia, lepszego ubrania, lepszego życia, które nie polega na luksusie, ale jest wygodne, które też kształtuje, i kształtować powinno, obywatela naszej republiki.

Osoby władcze, cechujące się dalekowzrocznością i odwagą skwapliwie skorzystały z amerykańskich możliwości gromadzenia ogromnych fortun. Większość ludzi, którzy nie mieli tyle szczęścia, spogląda na nich i mówi: ‘Nie mamy takiego samego udziału w tych możliwościach’. Nie czas tu i miejsce, by wskazywać sposoby rozwiązania tych trudności lub szukać odpowiedzi na te problemy. To, że dysponujemy niezwykłymi talentami, które pozwolą nam sprostać sytuacji czy to na drodze ustawodawczej, czy też w inny sposób, nie ulega wątpliwości dla każdego rozsądnego człowieka. W obecnym czasie potrzebne jest <str. 444> lepsze wykształcenie, większa liczba studentów i większe możliwości dla uczelni. Każdy młody człowiek opuszczający progi tych instytucji udaje się w świat jako misjonarz światła i wiedzy. W społeczności, w której zamieszka, będzie ostoją inteligentnej, tolerancyjnej i patriotycznej oceny sytuacji w kraju i w państwach sąsiednich. Absolwenci czterystu uniwersytetów naszego kraju są porucznikami, kapitanami, pułkownikami, generałami i marszałkami armii amerykańskiego postępu, do której wszyscy należymy.

Świat, w który dzisiaj wkracza nasz młody człowiek, bardzo różni się od tego, o którym miał nieco pojęcia jego ojciec, dziadek, czy inny przodek sto lat temu. Pięćdziesiąt lat temu ukończyłby on wyznaniową uczelnię i tkwił w kościele swego ojca i nauczycieli. Pięćdziesiąt lat temu znalazłby się w partii, do której należał jego ojciec. Przyjąłby jego religijne wyznania wiary, powtarzając je za wiejskim pastorem oraz jego zasady polityczne zgodne z platformą narodową partii jego ojca. Dzisiaj zaś opuszcza on uczelnie, w której tylko lekko zarysowane są linie wyznaniowe, i stwierdza, że członkowie jego rodziny znaleźli się w różnych kościołach i wyznają wszystkie kreda, musi więc sam wybrać dla siebie kościół, w którym będzie się dobrze czuł, oraz przekonania, na których oprze swą wiarę. Dochodzi do wniosku, że więzy partyjne zostały rozluźnione przez fałszywych lub niekompetentnych przywódców oraz przez nieumiejętność organizacji partyjnej w zakresie zaspokajania palących potrzeb kraju oraz spełniania wymogów gwałtownego rozwoju naszych czasów. Ci, którzy winni być jego doradcami, mówią mu: ‘Synu, rozsądź sam dla siebie i dla swego kraju’. Tak więc już na samym wstępie potrzebne mu są kwalifikacje, których nie potrzebował jego ojciec w celu wypełniania swoich obywatelskich obowiązków czy też budowania podstaw swej wiary i zasad. Swą drogę rozpoczyna on przy końcu owego niezwykłego dziewiętnastego wieku, kiedy to słyszy z mównic i kazalnic, czyta w prasie oraz przekonuje się na podstawie własnych obserwacji, że w świecie polityki, finansów i przemysłu panuje nastrój rewolucyjny, który stanowi zagrożenie dla stabilności państwa, pozycji kościoła, fundamentów społecznych oraz bezpieczeństwa własności. Jednak pomimo przepowiedni i proroctw <str. 445> głoszących katastrofę nie powinien wpadać w rozpacz. Każdy młody człowiek powinien być optymistą. Każdy młody człowiek powinien wierzyć, że jutro będzie lepsze niż dzisiaj i spoglądać w przyszłość z niezachwianą nadzieją, sumiennie wykonując zarazem obowiązki dnia dzisiejszego.

Wszyscy przyznają, że problemy są trudne, a sytuacja krytyczna. Jednak do zadań edukacyjnych należy rozwiązywanie problemów i usuwanie krytycznych okoliczności. Okres, w którym żyjemy, jest paradoksem cywilizacji. Jak dotychczas sposób naszego postępowania był wyznaczany na drodze łatwej interpretacji i był zwykłym żeglowaniem na podstawie ksiąg nawigacyjnych przeszłości. Za pięć lat rozpocznie się jednak dwudziesty wiek, w którym staniemy w obliczu okoliczności tak bezprecedensowych, jakbyśmy siłą ogromnego wybuchu zostali wyrzuceni w przestrzeń kosmiczną i znaleźli się na brzegu jednego z kanałów Marsa.

Zastosowanie pary i elektryczności sprawiło, że wszystkie wieki ery chrześcijańskiej przestają się liczyć w porównaniu do naszego stulecia. Doprowadziło to do tak wielkiej jednolitości produkcji oraz rynków zbytu, że obalone zostały wszystkie obliczenia oraz zasady postępowania z przeszłości. Połączyliśmy świat więzami niezwykle szybkich środków komunikacji, które usunęły wszelkie granice wyznaczane niegdyś przez czas i odległość, granic, które można było ustalać na drodze prawnej. Ceny bawełny w dorzeczu Gangesu i Amazonki, pszenicy na plantacjach w Himalajach, w delcie Nilu albo w Argentynie, jakie płacono dzisiaj rano, wraz z czynnikami waluty, klimatu i zarobków, które decydują o kosztach produkcji, w południe znajdują natychmiastowe odzwierciedlenie w Liverpoolu, Nowym Orleanie, Savannah, Mobile, Chicago i Nowym Jorku. Wywołują radość bądź strach u właścicieli plantacji na Południu i farm na Północy. Rolnicy Europy i Ameryki słusznie skarżą się na swoje położenie. Ludność wiejska spieszy do miast, nieustannie zwiększając trudności władz miejskich. Kapitaliści usiłują uformować zjednoczenia, które powinny się unieść na fali albo też ją powstrzymać, zaś organizacje robotnicze usiłują, z umiarkowanym powodzeniem, dążyć do stworzenia sytuacji, która, jak wierzą, byłaby dla nich najkorzystniejsza. Ogromny rozwój ostatnich pięćdziesięciu lat, rewolucja dokonana za sprawą zastosowania pary, elektryczności i wynalazków, połączenie <str. 446> sił działających po jednej stronie kuli ziemskiej i wywołujących natychmiastowe skutki na drugiej, zmieniły tak znacznie związki między ludźmi i stosunki gospodarcze, że świat się do nich jeszcze nie dostosował. Oparciem dla teraźniejszości i przyszłości musi być zatem wykształcenie, tak by przewyższająca wszystko inteligencja mogła zaprowadzić porządek wśród chaosu wywołanego trzęsieniami możliwości i sił dziewiętnastego wieku.

Na świecie zawsze występowały kryzysy. Stanowiły one wyraz usiłowań i aspiracji ludzkości w dążeniu do czegoś lepszego i wyższego, aż w końcu przerodziły się w gigantyczny ruch na rzecz wolności. Rewolucjom tym towarzyszyły nie kończące się cierpienia, pogromy milionów ludzi oraz dewastacja całych prowincji i królestw. Krucjaty wyzwoliły Europę z niewoli feudalizmu, Rewolucja Francuska zerwała więzy klasowe. Napoleon był przywódcą i cudotwórcą współczesnego powszechnego prawa wyborczego oraz rządów parlamentarnych, chociaż kierował się samolubnymi pobudkami. Dążeniem ludzi wszystkich epok była wolność i jeszcze więcej wolności. Spodziewano się, że po osiągnięciu wolności zapanuje powszechne szczęście i pokój. Narody posługujące się językiem angielskim zapewniły sobie wolność w najszerszym i najgłębszym znaczeniu tego słowa, wolność, która sprawia, że ludzie sami są dla siebie zarządcami, ustawodawcami oraz panami. Paradoksem całej tej sytuacji jest fakt, że wraz z wolnością, którą wszyscy uznajemy za nasze największe błogosławieństwo, nadeszło niezadowolenie, jakiego świat jeszcze nie zaznał. Ruch socjalistyczny w Niemczech zwiększył swoje poparcie wśród wyborców ze stu tysięcy głosów dziesięć lat temu do kilku milionów w roku 1894. Kręgi republikańskie we Francji stają się z miesiąca na miesiąc coraz bardziej radykalne i groźne. Żaden polityk nie jest w stanie poradzić sobie z kłopotami, jakie powodują w Anglii rolnicy i robotnicy. Jedyną metodą jest stosowanie doraźnych półśrodków. W Chicago miały miejsce rozruchy anarchistyczne i jedynie zdyscyplinowana odwaga niewielkiego oddziału policji uratowała to wielkie miasto od horroru grabieży i plądrowania. Pojedynczy człowiek był w stanie w ciągu kilku miesięcy powołać do życia organizację pracowników kolei, tak potężną, że na jego polecenie sparaliżowana została działalność i możliwość poruszania się dwudziestu milionów ludzi, a wszystkie elementy składowe zaopatrzenia społecznego zostały czasowo zawieszone. Powstanie to było tak potężne, że dwóch gubernatorów <str. 447> zmuszonych zostało do ustąpienia, a burmistrz naszej zachodniej metropolii przyjmował polecenia od przywódcy rewolty. Dopiero mocne ramię rządu federalnego było w stanie zapobiec nieobliczalnym stratom w przemyśle i handlu.

Innym paradoksem naszego ćwierćwiecza jest to, że rzemieślnik, mechanik oraz robotnik w każdej dziedzinie, przy krótszym czasie pracy, otrzymuje wynagrodzenie o 25 procent, a w wielu przypadkach nawet 50 procent, wyższe niż trzydzieści lat temu. A przy tym, otrzymując jedną trzecią więcej niż trzydzieści lat temu, za każdego zarobionego przez siebie dolara może nabyć dwukrotnie więcej odzieży i żywności niż trzydzieści lat temu. Ktoś mógłby pomyśleć, że robotnik winien być nad wyraz szczęśliwy, gdy porównuje przeszłość z teraźniejszością, oraz że oprócz wydatków na życie powinien być w stanie odłożyć na koncie oszczędnościowym kwotę, która w krótkim czasie uczyni z niego kapitalistę. Mimo to jednak odczuwa on niezadowolenie, którego nie znał jego ojciec trzydzieści lat temu przy zarobkach niższych o jedną trzecią oraz dwukrotnie niższej sile nabywczej dolara. To wszystko wynika z wykształcenia!”

[Pan Depew nie zauważa faktu, że trzydzieści lat temu było pod dostatkiem pracy. Podaż ludzkiej umiejętności i siły była znacznie niższa od popytu, a ludzie byli zmuszeni pracować na “dwie zmiany” przy budowie linii kolejowych, jak również w zakładach i fabrykach. Nawet imigranci, którzy przybywali milionami, szybko znajdowali zatrudnienie. Obecnie zaś w każdej dziedzinie podaż siły roboczej znacznie przewyższa popyt na skutek zastępowania pracy ludzkiej pracą maszyn. Dzisiaj, pomimo niezłych pensji, masy ludzi nie są w stanie zapewnić sobie stałego zapotrzebowania na swoje usługi i wykorzystania ich, wobec czego nieunikniony jest spadek zarobków.]

“Prowadzimy walkę nie tylko o dzień dzisiejszy, ale także dla całej przyszłości. Rozwijamy nasz kraj nie tylko dla nas, ale także dla potomnych. Uporaliśmy się z niewolnictwem, wykorzeniliśmy poligamię, zaś jedynym wrogiem, który nam jeszcze pozostał jest brak wiedzy.”

[Jeżeli jednak tylko częściowe usunięcie ciemnoty za sprawą wykształcenia wywołało całe opisane powyżej niezadowolenie i nieszczęście, to jakże wiele anarchii i jakiż straszliwy ucisk spowodowałoby zapewnienie wszystkim gruntownego <str. 448> wykształcenia. Pan Depew zastrzega się, że nie zamierza tutaj zastanawiać się nad sposobami rozwiązania wszystkich tych kłopotów i usunięcia niezadowolenia, jednak niewątpliwie chętnie by to uczynił, gdyby tylko znał takie rozwiązanie. Oświadcza ponadto, że rozwiązanie się znajdzie “w taki czy inny sposób”, co jest cichym przyznaniem się z jego strony, że nie potrafi on zaproponować żadnego konkretnego środka zaradczego.]

“Ludzie, którzy są niezadowoleni, są zarządcami i władcami i sami muszą znaleźć rozwiązanie dla swoich problemów. Mogą wybierać swoich własnych kongresmanów i prezydentów. Nie mogą buntować się przeciwko samym sobie ani nie mogą sobie sami poderżnąć gardeł. Wcześniej czy później, w taki czy inny sposób, rozwiążą oni swoje problemy, odbędzie się to jednak na drodze prawnej i za pośrednictwem prawa. Zostanie to przeprowadzone przy użyciu metod destruktywnych albo konstruktywnych.

Rodzi się naturalne pytanie: ‘Jaka jest przyczyna tego niezadowolenia, skoro świat cieszy się powodzeniami i postępem?’ Nasilenie wynalazków oraz możliwości, jakie daje elektryczność i para, w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat zniszczyły 60 procent światowego kapitału oraz pozbawiły zatrudnienia 40 procent związanej z nim siły roboczej. Maszyna parowa o trzech stopniach rozprężania, wynalezienie nowego silnika, podwojenie sił przez zastosowanie nowych urządzeń – wszystko to sprawiło, że stare maszyny stały się bezużyteczne. Ma to jeszcze dalsze skutki. Utrata narzędzia, które zapewniało wykwalifikowanemu rzemieślnikowi utrzymanie, a które wyszło już z użycia, zmusza go do dołączenia do licznej rzeszy zwykłych robotników. Równocześnie zaś, te same siły, które zniszczyły w taki sposób większość wartości oraz doprowadziły do braku zatrudnienia dla tak wielu ludzi, wytworzyły nowe okoliczności niepomiernie zwiększające bogactwo świata oraz możliwości dla jego mieszkańców w zakresie życia, wygód i szczęścia. Jednak dla skorzystania z tych możliwości, wygód i szczęścia niezbędne stało się lepsze wykształcenie.”

Wyraźnie widać, że pan Depew jest dobrze zorientowany w zagadnieniach robotniczych i że przeanalizował on okoliczności, które doprowadziły świat do obecnego stanu. Tylko jakie proponuje on rozwiązanie? Prawdopodobnie tylko względy kurtuazyjne i poczucie przyzwoitości skłoniły tego dżentelmena, by zwracając się do studentów zasugerował, że brak wiedzy jest owym “wrogiem”, który wywołuje obecne nieszczęścia i zagraża przyszłości. <str. 449> Pan Depew sam wie najlepiej, że wykształcenie nie może spełnić roli uniwersalnego lekarstwa. Tylko kilku z obecnych milionerów otrzymało wykształcenie uniwersyteckie. Cornelius Vanderbilt był niewykształconym przewoźnikiem, który swe bogactwo osiągnął tylko dzięki bystremu zmysłowi do robienia interesów. Przewidział on, że będzie się coraz więcej podróżować i inwestował w statki parowe i koleje. Pierwszy z Astorów, John Jacob, był niewykształconym handlarzem futrami i skórami. Przewidując rozwój Nowego Jorku inwestował w posiadłości ziemskie i w ten sposób położył fundament pod fortunę obecnej generacji Astorów.

Poniższa lista amerykańskich milionerów, którzy ofiarowali co najmniej milion dolarów na rzecz uczelni, obiegła całą prasę wraz ze