Studies in the Scriptures

Tabernacle Shadows

 The PhotoDrama of Creation

 

WYKŁADY
PISMA ŚWIĘTEGO

Seria VI - Nowe Stworzenie

 

 WYKŁAD I

NA POCZĄTKU

RÓŻNE POCZĄTKI - ZIEMIA JUŻ BYŁA - TYDZIEŃ STWORZENIA I JEGO POCZĄTEK - OŚWIADCZENIE PROF. DAN`A O NIEPEWNYCH PRZYPUSZCZENIACH GEOLOGÓW - GOŁĘBIE DARWINA - TEORIA KOSMOGONII - PRAWDZIWE POGLĄDY PROFESORÓW DAN`A I SILLIMAN`A - EPOKA PIERWSZEGO DNIA STWORZENIA - TAKIŻ DRUGI - TAKIŻ TRZECI - TAKIŻ CZWARTY - TAKIŻ PIĄTY - TAKIŻ SZÓSTY - STWORZENIE CZŁOWIEKA KRÓLA ZIEMI W ZARANIU SIÓDMEJ EPOKI - WYCIĄG Z DZIEŁA J.W. DAWSON`A, L.L.D., F.R.S.P.T. "ZEJŚCIE SIĘ GEOLOGII Z HISTORIĄ" - SIÓDMY DZIEŃ EPOKOWY TYGODNIA STWORZENIA - JEGO DŁUGOŚĆ - ODPOCZYNEK - JEGO CEL I WYNIK - ZAKOŃCZENIE SIĘ JEGO BĘDZIE WIELKIM JUBILEUSZEM ZIEMSKIM I NIEBIESKIM.

WIELKI STWÓRCA JEHOWA posiada niezmierną liczbę czynników, a nawet wielu wyręczycieli, ale wszyscy oni są tylko narzędziem i nie mogą dorównać Jego twórczej mądrości i mocy. Pismo Święte upewnia: "Wszystkie Jego dzieła są doskonałe". Bóg dozwolił aniołom, jak również i ludziom, by użyli na złe Jego doskonałe dzieła, lecz Bóg nas zapewnia, że On nie dopuści, aby ten stan upadku i grzech, w jakim się oni znajdują, zawsze miał kazić i czynić szkodę; że ostatecznie, gdy On zniszczy złe i ludzie wejdą na drogę doskonałości, a w końcu dowiedzą się i zrozumieją, że dozwolenie złego, było jedynie w celu doświadczenia, wypróbowania, oczyszczenia człowieka, aby świętobliwość Boża zajaśniała, i aby przez to ludzie dowiedzieli się o chwalebnym charakterze Boga, o wzniosłym Jego planie, i aby oni w tych Jego zaletach czerpali siły w dążeniu do ideału.

W księdze Rodzaju czytamy: "Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię". Lecz powinniśmy tu zaznaczyć, że to nie odnosi się do początku wszechświata, lecz jedynie do początku naszej planety. Było to wtedy, gdy zakładał grunty ziemi ... gdy położył obłok za szaty jej, a ciemność za pieluchy ... gdy wespół śpiewały gwiazdy zaranne, a weselili się wszyscy synowie Boży - Hiob. 38:4-11.

Lecz Pismo Święte wspomina nam o jeszcze wcześniejszym początku - o początku przed stworzeniem tych anielskich Synów Bożych, jako czytamy: "Na początku było Słowo. To było na początku u Boga. Wszystkie rzeczy przez nie się stały, a bez niego nic się nie stało co się stało" (Jan 1:1-3). Jehowa będąc wiecznym, nie miał początku, zaś "On Jednorodzony" jest wyróżniony z pomiędzy wszystkich, bo Jemu należy się ten zaszczyt, iż jest "Początkiem stworzenia Bożego" - "pierworodny wszystkich rzeczy stworzonych", (Obj. 3:14; Kol. 1:15). Potem inne zapoczątkowania następowały, gdy różne zastępy aniołów były stwarzane jedne po drugich, i dlatego też chóry ich mogły się weselić, przy formowaniu się ziemi, jak nam oznajmia księga Rodzaju.

Rozbierając krytycznie zdania księgi Rodzaju, możemy zauważyć różnicę, jaka zachodzi między stworzeniem nieba i ziemi (wiersz 1), a następnym formowaniem się tychże, jak również roślin i zwierząt. To sformowanie bezkształtnej ziemi, założenie życia na jej powierzchni i stopniowy rozwój jego, jest właśnie tym dziełem Bożym, dokonanym w ciągu sześciu epok, zwanymi dniami. W wierszu drugim jest powiedziane, że na samym początku owego pierwszego dnia tygodnia stworzenia, ziemia już była - chociaż bezforemną, pustą, próżną i ciemną. To powinno się wziąć pod uwagę. Jeżeli to uczynimy, to natychmiast zauważymy, że to się zgadza z wywodami geologów, chociaż jesteśmy zmuszeni zaprzeczyć niektórym z nich, będącym w sprzeczności z Pismem Świętym. Biblia nie mówi nam o przeciągu czasu, jaki upłynął między początkiem, w którym Bóg stworzył niebo i ziemię, a początkiem tygodnia stworzenia, który został zużyty na przygotowanie ziemi dla człowieka. Nawet uczeni nie zgadzają się pomiędzy sobą, co do długości tych okresów; niektórzy z nich przypuszczają, że to stanowi przeciąg całych milionów lat.

Biorąc najpierw okres stworzenia - sporządzenia naszych niebios i ziemi i przygotowania przez Boga Raju na mieszkanie dla człowieka - zauważyć możemy, że te "dni", o których jest mowa, nigdzie nie są wspomniane, by one były czasem o dwudziestu czterech godzinach, przeto nie jesteśmy obowiązani ich za takie uważać. Widzimy w Piśmie Świętym, że wyraz "dzień" jest uważany jako pewien okres czasu lub epoka. To, że wyraz "dzień" najczęściej ma znaczenie czasu 24-godzinnego, nie zmienia stanu rzeczy, ponieważ mamy zaznaczone w Piśmie Świętym o "dniu pokuszenia na puszczy ... czterdzieści lat" (Ps. 95:8,10). Niekiedy zaś "dzień" przedstawiony jest jako "czas", który jest okresem jednego roku (zobacz 4 Moj. 14:33,34; Ezech. 4:1-8); jak również wyrażenie Apostoła Pawła: "Jeden dzień u Pana, jest jako tysiąc lat" (2 Piotra 3:8). Zatem możemy być pewni, że te dni epokowe nie mogły być wielkości doby, ponieważ Pismo Święte mówi, że do czwartego dnia - tj. czwartej epoki słońce nie było jeszcze widoczne.

Mniemamy, że nasi czytelnicy zgodzą się z nami na to, iż chociaż długości dni epokowych nie wykazano, to jednak z powodu ich podobieństwa jako części, czyli dni jednego tygodnia stworzenia, możemy bezpiecznie przypuścić, że te periody były jednakowej długości. Zatem, jeżeli znajdujemy dowody długości jednego z tych dni, to powinniśmy być uwzględnieni, gdy przypuścimy, że i inne z nich są tej samej długości. Mamy dosyć silne dowody, że jeden z tych "dni" stworzenia był okresem siedmiu tysięcy lat, a zatem cały tydzień stworzenia (7,000 lat x 7 dni = 49,000 lat). Chociaż ten okres jest niezmiernie mały w porównaniu z niektórymi przypuszczeniami i zgadywaniami geologów, to jednak sądzimy, iż jest on dostatecznym do wykonania owego dzieła, by przeprowadzić, uporządkować i napełnić ziemię, która chociaż już istniała, była bezkształtną i próżną.

Prof.Dana, komentując fakty, z których uczeni czerpią swoje domysły i metody przez nich stosowane, tak mówi:

"Przy obliczaniu czasu potrzebnego na utworzenie się pokładów ziemnych panuje wielka niepewność, gdyż zależy to od grubości tworzenia się osadów (zwyczajnego osadu ziemi). Jeżeli obliczenia czasu czynione są na podstawie osadów naniesionych wodą i na podstawie tego daną jest liczba lat - przypuśćmy, 2000 - to takie źródło jest niepewnym i wzrusza fundament całego obliczania, czyniąc go prawie, jeśli nie zupełnie bezwartościowym ... Obliczania lat na zasadzie ilości wydzielin potoków, mają więcej wartości, ale i te są bardzo wątpliwe."

Lecz badajmy rzecz z punktu zapatrywania Biblii, wierząc, że ona jest Boskim Objawieniem; a jeśli zachodzą, jakie sprzeczności między nauką Biblii a przypuszczeniami geologów, to możemy być pewni, że błąd jest po stronie tych ostatnich, których filozofia nie dosięgła jeszcze prawdziwego gruntu, ani rozwoju.

Nie ma potrzeby przypuszczać, aby pisarz Księgi Rodzaju wiedział o wszystkich rzeczach, o których opisywał, np. o długości dni i ich właściwym wyniku. My przyjmujemy sprawozdanie Księgi Rodzaju jako część wielkiego Objawienia, którym jest Biblia; i znajdujemy, że jej wzniosłe oświadczenia wyrażone w kilku zdaniach zgadzają się z wywodami badań naukowych. Z drugiej strony żadna z "ksiąg religijnych" pogańskich, nie posiada czegoś podobnego, ponieważ one są zbiorem sprzeczności.

Zauważmy najpierw, jaką wzniosłą prostotę zawiera w sobie wyrażenie Boskiego Objawienia: "Na początku stworzył Bóg". To zaraz odpowiada na pierwsze pytanie rozumu: Skąd się wziąłem? Komu mam zawdzięczać moją egzystencję? Jaka szkoda, że wielu inteligentnych ludzi w tych czasach oświaty, odwróciło swe myśli od Inteligentnego Stwórcy, a uznało bezwiedną siłę, działającą pod prawem rozwoju, w którym silny słabszego przeżywa. Teoria ta, nie tylko znalazła przystęp do najwyższych uczelni, ale nawet dostała się i do podręczników niższych szkół.

Prawda, że mało jest takich, którzyby zaprzeczali egzystencji Stwórcy, ale jeżeli wierzący w Boga twierdzą, że dzieło stworzenia jest panowaniem Praw Natury, to tym samym podkopują wiarę tak swoją jak i innych. Zwolennicy teorii rozwoju nie zapuszczają się daleko wstecz i mniemają, że nasz glob utworzony został ze zgęszczonych gazów, które wydzielało ze siebie nasze słońce, i że z czasem wytworzyła się protoplazma (podstawowa materia życiowa wszystkich tworów organicznych). Ta protoplazma, nie wiadomo jak i dlaczego wydała mikroba (twór nieskończenie mały, ale zdolny, aby rosnąć i rozwijać się). Przyznać oni muszą, że nawet tak mały początek życia wymagał wdania się Boskiej Mocy w tę sprawę. Jednakowoż szukają jeszcze jakiegoś Prawa Natury, któremu by mogli przypisać stworzenie życia, a co by im pozwoliło zostawić Boga Stwórcę zupełnie na stronie. Bardziej zuchwali roszczą pretensje do tego, że już rozwiązali to zagadnienie. Ci "uczeni" zamiast myśleć o Bogu, myślą i rozprawiają o Naturze, o jej właściwościach itd., ale ten ich Bóg zaiste jest głuchy i ślepy!

Dalej twierdzą ci zwolennicy (teorii rozwoju), że według praw Natury z protoplazmy wywiązał się mikrob, który wijąc się i kręcąc, wytworzył swój własny rodzaj, następnie widząc, że ogonek mógłby mu oddać przysługę, uformował go sobie. Z czasem jeden z jego inteligentniejszych potomków uroił sobie używanie oskrzeli, i z tego powodu one urosły mu. Inny znów w kształcie pierwotnej ryby, gdy był goniony przez zgłodniałego braciszka (który go chciał pożreć), wyskoczył z wody, a przyszedłszy do przekonania, że oskrzela gdyby się lepiej rozwinęły, mogłyby mu służyć za skrzydła, postanowił się o nie postarać, pozostając w tym nowym stanie i więcej nie wracać do wody. Unosząc się w powietrzu przyszedł do wniosku, że byłoby pożytecznie i wygodnie mieć nogi i palce u nóg, i oto one wyrosły na jego żądanie. Inni znów z tejże rodziny zaczęli naśladować inne "pomysły", a sądząc po wielkiej rozmaitości zwierząt, które widzimy dokoła nas, możemy sądzić, że mieli niewyczerpany zapas pomysłów. W swoim czasie, jeden z potomków pierwotnego mikroba w procesie rozwoju doszedł do tego, że stał się małpą, a powziąwszy szczytną myśl zostać człowiekiem, tak rzekł do siebie: Pozbędę się mego ogona, przestanę używać rąk jako nogi, oczyszczę skórę z sierści, zamienię płaski nos na wystający, uczynię sobie poczucie moralne, wdzieję na siebie ubranie od pierwszorzędnego krawca, włożę na głowę wysoki kapelusz, nazwę się profesorem Darwinem i napiszę kronikę mojego powstania i rozwoju.

Że Darwin był zdolnym człowiekiem można wnosić z tego, że udało się mu narzucić swą ideę wielu ludziom. Jakkolwiek bądź dziecko Boże, które wierzy i ma zaufanie do swojego Stwórcy, które nie jest pochopnym do zaniechania nauk Pisma Świętego, które je uważa za Boskie Objawienie, będzie zdolne dopatrzeć się w teorii Darwina sofizmatu (tj. fałszu ubranego w pozory prawdy). To, że Darwin w hodowli gołębi mógł rozwinąć odmienne ich cechy, np. pierze na nogach, korony na głowach, wydęte gardła itp., nie jest dostateczne do uwzględnienia jego teorii. To, co Darwin czynił z gołębiami, inni czynią przy hodowli kur, psów, koni itp., jak również ogrodnicy w doświadczeniach na kwiatach, drzewach i krzewach, dochodzą do podobnych rezultatów. Nowością Darwina była teoria, według której wszystkie formy życia powstały ze wspólnego sobie początku.

Lecz doświadczenie Darwina z jego gołębiami, jak i innych hodowców, nie sprzeciwiają się, lecz współdziałają z Pismem Świętym, które mówi, że Bóg stworzył wszelkie stworzenia według swego rodzaju. Jest wielka możliwość w wytworzeniu rozmaitości w każdym rodzaju, lecz rodzaje nie mogą być zmieszane i w ten sposób wytworzyć inne rodzaje. Przykład możemy mieć na mule, który jest wynikiem zmieszania rodzajów, ale wiadomo wszystkim, że powstały nowy z tego krzyżowania szczep nie posiada zdolności dalszego rozwoju. Co więcej, Darwin zauważył na swoich gołębiach, jak o tym przekonali się już inni hodowcy, że jego pielęgnowane okazy, muszą być starannie oddzielane od innych odmian, w przeciwnym razie szybko wracają do swego poprzedniego stanu. Wiemy jednak, że w naturze różne gatunki "każdy według swego rodzaju" zupełnie się oddzielają jeden od drugiego i utrzymują się bez sztucznego odgradzania lub tym podobne - trzymane są prawem swego Stwórcy. Jeszcze jeden fakt mówi na niekorzyść teorii Darwina, mianowicie brak łączności w teorii ewolucji, np. gdyby człowiek pochodził od małpy, to racjonalnie byłoby można przypuścić, że powinny istnieć organizmy przejściowe pomiędzy dwiema skrajnościami, tj. małpą a człowiekiem. Jako wyznawcy istotnego Stwórcy, możemy być pewni, że ludzkie wymysły minęły się z prawdą, ignorując naszego Boga, którego mądrość i moc jest przedstawioną w Księdze Rodzaju.

Wiarę w Boga jako Stwórcy i w opis stworzenia podany w Księdze Rodzaju, chyba nic bardziej nie zaćmiło, lub podkopało wiary jako w Boskie Objawienie, aniżeli błędne wyrozumienia dni epokowych, które uważano za dni 24-godzinne. Różne pokłady skał i glin dowodzą bez najmniejszej wątpliwości, że ich uformowanie się i przemiany wymagały długich okresów czasu. Kiedy zaś dowiadujemy się, że Pismo Święte uczy o dniach epokowych, to możemy się spodziewać i być przygotowanymi, że skały świadczyć będą o zupełnej harmonii i zgodzie z tym, co zawarte jest w Księdze Rodzaju, przez co wiara nasza może być wielce wzmocnioną. Jesteśmy pewni, że nie ufamy naszym, jak i innych ludzi przypuszczeniom, lecz ufamy Słowu naszego Stwórcy, które obfituje w świadectwa dzieł natury.

TEORIA KOSMOGONII

Kosmogonia jest to nauka o powstaniu i rozwoju świata. Dla korzyści niektórych czytelników zamierzamy streścić jeden z poglądów o okresie stworzenia, znany pod nazwą "Teoria Valian" albo "Teoria o Sklepieniu", która szczególnie przemawia do przekonania autora. Postaramy się więc wykazać harmonię między tym poglądem, a oświadczeniem Księgi Rodzaju 1:1-3.

Rozpoczynając od tego, co jest wspomniane w Księdze Rodzaju 1:2 - "Ziemia była" pusta, próżna i ciemna, uczony ten nie próbuje zgadywać czego Bóg nie objawił, ani zapytuje w jaki On sposób zgromadził atomy ziemi? Rzeczy skryte należą do Boga, przeto oczekujmy cierpliwie na dalsze objawienia w czasie właściwym.

Wziąwszy do ręki oskard i łopatę, badawczym okiem człowiek zauważył, że kora ziemi składa się z różnych warstw, które spoczywają jedne na drugiej, a wszystkie dają dowody, iż kiedyś były one miękkie i wilgotne - z wyjątkiem pokładów skalnych, na których te warstwy spoczywają. Uformowane mniej lub więcej regularnie, skały te wykazują, że były one kiedyś od wielkiego gorąca w stanie płynnym. Uczeni pospolicie zgadzają się, że w niewielkim oddaleniu pod pokładami skalnymi, ziemia dotąd jeszcze jest gorąca i roztopioną masą. Skały stanowiące podstawę, tj. skorupę ziemi, granit, gnejs, bazalt itp., musiały być swego czasu rozżarzonymi i tak gorącymi, że wydzielały ze siebie żywioły palne, a ponieważ są one skałami podstawowymi, z tego możemy wnioskować, że był czas, w którym cała ziemia była masą rozpaloną do białości. W owym czasie (jak twierdzą) woda i minerały (znajdujące się obecnie w wierzchnich warstwach, czyli pokładach, były w wodzie) musiały się wydzielać w postaci gazów, musiały wskutek tego uformować nieprzeniknioną powłokę, rozległą we wszystkich kierunkach dokoła ziemi, na kilka mil grubości. Przez szybki obrót ziemi na około swej osi, otaczające ją gazy skoncentrowały się szczególnie około równika ziemi. W miarę jak ziemia stygła, gazy te również ostygały i przeistaczały się, zaś swą siłą ciążenia opuszczały się na dno pokładów. Ziemia wówczas podobną była pewnie do Saturna z jego "pierścieniami".

W miarę jak postępowało ostyganie ziemi, oderwane i oddalone pierścienie przyjmowały odmienny ruch od ruchu ziemi, tym sposobem zbliżały się do niej coraz bardziej. Z tego powodu te pierścienie obrywały się jeden po drugim i spadały na powierzchnię ziemi. Po uformowaniu się firmamentu, czyli atmosfery, potopy spowodowane oberwaniem się tych pierścieni, nawiedzały ziemię do strony obydwu biegunów, gdzie było najmniej odporności z powodu większego oddalenia od równika, jako punktu odśrodkowej siły ziemi. Obrywanie tych pierścieni dokonywało się w odstępach długich okresów czasu, które spowodowały tyleż potopów, po czym nastąpiło formowanie się warstwy za warstwą na powierzchni ziemi. Impet i parcie wód od biegunów ku równikowi, naniosły piasku, mułu i różnych minerałów; woda przesycona mocno minerałami pokrywała całą powierzchnię ziemi tak, jak to jest opisane na początku Księgi Rodzaju.

Podczas każdego z tych długich "dni", każdy siedem tysięcy lat długi, odbywało się pewnego rodzaju dzieło, jak to jest opisane w Księdze Rodzaju. Każdy z tych dni epokowych prawdopodobnie kończył się potopem, sprawującym radykalne przemiany, torując zarazem drogę do dalszego rozwoju ziemi, przygotowując ją na mieszkanie dla człowieka. Teoria Valjana twierdzi, że ostatni z tych "pierścieni" był wolnym od wszelkich minerałów i mieszaniny, że był czystą wodą, lecz ten nie był spadł przy stworzeniu Adama, lecz otaczał ziemię powłoką przezroczystą, nad atmosferą. Powłoka ta służyła w tym celu, jak służy obecnie szkło pobielone w cieplarniach dla regulowania temperatury, tak że klimat na biegunach mało, albo wcale się nie różnił od klimatu pod równikiem. W takiej atmosferze umiarkowanej rośliny tropikalne mogły rość wszędzie, a geologia dowodzi, że tak było; burze zaś, powstające z nagłej zmiany temperatur, musiały być wówczas nie znane, i dla tej samej przyczyny nie mogło być deszczu.

Sprawozdanie biblijne zgadza się z tym, bo mówi, że aż do potopu deszcz na ziemię nie padał, a rośliny były odwilżane rosą, wilgocią wychodzącą z ziemi (1 Moj. 2:5,6). Po potopie za dni Noego nastąpiła wielka zmiana, a przy tym życie ludzkie wielce się skróciło. Z upadkiem powłoki wodnej, klimat nagle się zmienił; pod zwrotnikiem stało się gorąco, a pod biegunem straszne zimno - prawie w jednej chwili nastała przemiana z temperatury umiarkowanej do podbiegunowego zimna.

Dowody tej nagłej zmiany temperatury znaleziono w okolicach podbiegunowych. Dwa zupełne mamuty znaleziono zamarznięte w czystym lodzie, który musiał je nader szybko zamrozić. Wiele tysięcy funtów kości słoniowej znaleziono w północnej Syberii, miejscowości niedostępnej dziś dla słoni, mamutów itp. zwierząt. Tamże znaleziono antylopę, podobnież zamarzniętą w lodzie. Że została ona nagle zaskoczoną przez wielki mróz, pokazuje fakt, że miała w żołądku nie strawioną jeszcze trawę, co pokazuje, że to zwierzę chwilę przedtem jadło trawę, gdy nagle zostało zamrożone na śmierć - i w takiej okolicy, gdzie trawa w obecnych warunkach rość nie może.

Gwałtowny opad wody przez nagłe oberwanie się powłoki wodnej, która utrzymywała i regulowała temperaturę całej ziemi, spowodowało utworzenie się lodowców i gór lodowych na biegunach, które rok rocznie odrywają się i płyną ku równikowi. O ile możemy sądzić, odbywa się to już od wielu stuleci, lecz stopniowo się zmniejsza. Tutaj można zauważyć, że ten okres czasu geologowie nazywają okresem Lodowców. Wielkie lodowe góry, pędzone silnym prądem, zaznaczyły swój bieg na górach Północnej Ameryki i Zachodniej Europy. Czegoś podobnego nie da się zauważyć w Południowej Europie, ani w Armenii i okolicy, w kolebce rodu ludzkiego, gdzie Arka Noego ostatecznie się zatrzymała, tj. na górze Ararat. Prof.Wright i Sir T.W.Dawson twierdzą, że w okolicy Arabii miało miejsce wklęśnięcie się ziemi, po czym nastąpiło wyniesienie tejże. Ogólne twierdzenie zdaje się wykazywać, że arka mimo ogólnego naporu wód pływała po spokojnym stosunkowo prądzie, co wskazuje nadzwyczajne nagromadzenie osadów przez wody potopu w tej okolicy. Jest widoczne, że ziemia była zalaną z obydwóch biegunów Północnego i Południowego, podczas gdy kolebka rodu ludzkiego najpierw wklęsła, a następnie we właściwym czasie podniosła się. W tym względzie notujemy słowa znanego geologisty G.Wright, profesora Kolegium w Oberlin, jak były podane w New York Journal, 30 marca 1901 roku.

POTWIERDZENIE BYTNOŚCI POTOPU

"Znany geolog Grzegorz Fryderyk Wright, profesor Oberlińskiego Kolegium, powrócił z Europy. Napisał on książkę pt. Lody Ameryki Północnej jak również i wiele innych badań z dziedziny geologii, opisując epokę lodową. Objechał ziemię w celach naukowych. Najwięcej czasu spędził na badaniu znaków i formowań geologicznych w Syberii, chociaż dla tychże obserwacji naukowych udawał się i do innych części Azji i Afryki. Głównym celem badań prof.Wright`a było o ile możności, by odpowiedzieć na pytanie, będące tak długo przedmiotem dyskusji dla geologów, to jest czy Syberia była pokryta lodem podczas ery lodowej, tak jak to miało miejsce na Północy Ameryki i w częściach Europy.

Wielu geologów, a w tej liczbie wielu uczonych rosyjskich, sądzą, że Syberia była pokrytą lodami. Wynikiem obecnych poszukiwań naukowych jest to, że prof.Wright mocno wierzy, że w odległych czasach Ameryka Północna była pokryta lodami, podczas gdy Syberię oblewała woda. Woda zaś i lód były właściwie objawami biblijnego potopu.

Najpierw przeczytajmy opis potopu w skróceniu, jak jest podany w Księdze Rodzaju.

Był tedy potop przez czterdzieści dni na ziemi, i wezbrały wody i podniosły korab i był podniesion od ziemi. Tedy wzmogły się wody bardzo nad ziemią i okryły się wszystkie góry wysokie, które były pod wszystkim niebem. Piętnaście łokci wzwyż wezbrały się wody, gdy były okryte góry. Wszystko, którego tchnący dech żywota był w nozdrzach jego, ze wszystkiego, co na suszy pomarło ... I został tylko Noe i którzy z nim byli w korabiu. I trwały wody nad ziemią sto pięćdziesiąt dni - 1 Moj. 7:17-24.

Posłuchajmy teraz co mówi prof.Wright:

Na południe 56-go stopnia, nie znalazłem fenomenalnych znaków lodowców. Na północ od tego stopnia nie posuwałem się, lecz z wielu powodów jestem przekonany, że kraje te były pokryte lodami tak, jak Ameryka Północna, gdzie znajdujemy ślady tak daleko na południe, jak New York. W całej tam okolicy nie znaleźliśmy nic takiego, co by wskazywało na rozległe osady, które by rzucały nowe światło.

W Trebizondzie, nad brzegiem Czarnego Morza mamy dowody depresji (depresja znaczy: spłaszczenie, wklęsłość; część powierzchni lądu leżąca niżej poziomu morza) siedmiuset stóp. Wskazuje na to pozostały na górach żwir.

W środkowym Turkiestanie wody dochodziły najwyższej wysokości, gdyż znaleźliśmy tam osady na wyżynie 2000 stóp ponad poziomem morza.

Południowa Rosja pokryta jest tą czarną ziemią, tj. takim samym osadem, który znaleźliśmy w Turkiestanie.

Mamy jeszcze wiele innych dowodów, że ta część globu była pokryta wodami. Jednym z tych może być fakt, że w jeziorze Bajkał na Syberii, miejscowości położonej na 1600 stóp ponad poziomem morza, znajdują się foki (morskie psy). Foki w wodach podbiegunowych są tego samego gatunku jak te, które się znajdują w morzu Kaspijskim.

Teorią, jaką można z tego wysnuć jest to, że podczas opadania wód foki tam się zatrzymały. Najważniejsze jednak ze wszystkich odkryć zrobiono w Kijowie, nad rzeką Dnieprem, gdzie były znalezione naczynia kamienne, na pięćdziesiąt trzy stopy pod pokładem czarnej ziemi, co dowodzi, że przed nadejściem wody znajdowali się tam ludzie.

Zatem daje to nam możność określenia czasu tej depresji. Dalej to pokazuje, że potem gdy tam byli już ludzie, nastąpiła depresja; w Trebizondzie na 750 stóp, a w południowym Turkiestanie wody przechodziły głębokość 2000 stóp. Naczynia znalezione były roboty podobnej do naczyń robionych w Północnej Ameryce, przed okresem lodowym, co daje dobry powód do wierzenia, że depresja tam stała się wtedy, gdy obsuwanie lodowców dokonywało się tutaj.

"W rzeczywistości był to potop."

Bóg, który wie koniec na początku, wiedział doskonale, kiedy miał stworzyć człowieka na ziemi, aby w swoim czasie oberwanie się ostatniego z pierścieni za dni Noego, posłużyło za narzędzie do wytracenia zwyrodniałej rasy ludzkiej i przez to wprowadzonym był nowy okres, znany w Piśmie Świętym jako "teraźniejszy zły wiek". Oberwanie się okalającej ziemię powłoki, nie tylko spowodowało zmiany pór roku, zimy i lata, ale także utorowały drogę gwałtownym burzom i umożliwiły ukazanie się tęczy, która po raz pierwszy ukazała się po potopie. Przedtem nie mogła być widzianą z powodu, iż bezpośrednie promienie słońca nie mogły przeniknąć okalającej ziemię powłoki, aby tym sposobem kolory tęczy mogły się uwydatnić.

Poniższy artykuł cytujemy z pisma Scientific Americian, pióra prof.Vail`a.

"O ZAMROŻONYM MAMUCIE"

"Do redaktora pisma Scientific American.

W piśmie pańskim z dnia 12 kwietnia wyczytałem i zauważyłem z wielkim zainteresowaniem odkrycie mamuta, którego znalazł Dr.Herz, w lodowcach Wschodniej Syberii. Jest to największy dowód w podtrzymaniu twierdzenia, że wszystkie epoki lodowe, jak i wszystkie potopy ziemi, były powodowane przez wzmagające się i następujące po sobie obrywania się pierwotnej pary ziemi, krążącej wokoło naszej planety, podobnej do wodnych chmur, które obecnie krążą dookoła planet Jupitera i Saturna.

Pozwalam sobie nadmienić moim kolegom geologom, że ostatnie pary wodne krążyły dookoła ziemi, podobnie jak powłoki okalające teraz Jupitera, nawet do ostatnich geologicznych czasów. Te pary musiały przeważnie opadać w okolicach podbiegunowych, gdzie ziemia ma najmniejszą siłę odśrodkową, a największą siłę przyciągającą. Taka powłoka, podobna do dachu ponad ziemią, musiała łagodzić klimat podbiegunowy, a tym samym mogła dostarczyć pastwisk dla mamutów i podobnych im zwierząt, zamieszkujących strony północne - która czyniła ziemię jakby cieplarnią pod cieplarnianym dachem. Jeżeli to przyznamy, to trudno określić ogrom skutków, jakie sprawiło oberwanie się powłoki, a które pozbawiło świat bujnej roślinności. Zdaje się, że tak mamut Dr.Herza, jak wiele innych zwierząt znalezionych w lodach, w żołądkach, których znajdował się jeszcze nie strawiony pokarm - dowodzi, że zostały one nagle zaskoczone wielkim zimnem i zasypane śniegiem. Tym się daje tłumaczyć przyczynę, dlaczego te zwierzęta znalazły grób w śniegach, nie mając czasu na strawienie spożytego pokarmu. Jeżeli to przyjmiemy, to możemy powiedzieć, żeśmy dotarli do źródła lodowców i uniknąć niefilozoficznych wywodów, że ziemia stygła, a potem została pokrytą śniegami, ja zaś twierdzę, że na ziemię pierwej spadł śnieg, a potem ziemia ostygła.

W epoce, gdy ziemia była jeszcze rozpaloną masą, oceany unosiły się w górze, przesycone niezmierną ilością minerałów i metalicznych sublimatów; te chmury uformowały się w obrączkowy system i w ciągu wieków obracały się z wielką szybkością, niektóre z nich krążyły nawet do epoki człowieka, tym sposobem możemy wyjaśnić wiele rzeczy, które dziś są niejasnymi i zagadkowymi.

Około roku 1871 opublikowałem niektóre z tych myśli w broszurze, i mam nadzieję, że myślący ludzie tego dwudziestego wieku rozpatrzą się w nich, abym je ponownie nazwał Canopy Theory, Teoria powłoki albo sklepienia. Isaac N.Vail."

Mając na myśli ten ogólny pogląd na stworzenie, powróćmy teraz do opisu w Księdze Rodzaju i starajmy się pogodzić mniemanie uczonych z opisem biblijnym. Przede wszystkim możemy zauważyć, że Tydzień Stworzenia jest podzielony na cztery części:

(1). Dwa dni, czyli epoki (według naszej rachuby: 2 dni x 7000 lat = 14000 lat), były przeznaczone na uporządkowanie i przygotowanie ziemi dla życia organicznego. (2). Następne dwa dni albo epoki (według naszego obliczania dodatkowych: 2 dni x 7000 lat = 14000 lat), były przeznaczone na przyprowadzenie do egzystencji roślinności i niższego rzędu stworzeń, jak skorupiaków itp. - i zakładanie wapienia, węgla i innych minerałów. (3). Podczas następnych z porządku dwóch dni epokowych (podług tej samej naszej rachuby: 2 dni x 7000 lat = 14000 lat), były stworzone istoty żyjące tak w wodzie, jak i na lądzie, rośliny itp., które się rozwijały i przygotowywały na przyjęcie człowieka, stworzonego na obraz swojego Stwórcy "ukoronowanego chwałą i czcią", króla ziemi. (4). Stworzenie człowieka było ostatecznym dziełem, które nastąpiło przy końcu szóstego dnia epokowego, a na początku siódmego jak napisano: "I dokończył Bóg dnia siódmego dzieło swoje, które uczynił, i odpoczął".

DWA WIERNE ŚWIADECTWA

Prof.Silliman mówi:

"Każdy wielki i ważny zarys w budowie planet, zupełnie odpowiada porządkowi wypadków zaznaczonych w historii świętej ... Historia ta (Biblia) dostarcza opisów ważnych tak dla filozofii jak i religii; i w samych planetach znajdujemy dowody, że jej (Biblii) dowody są prawdziwe."

Prof.Dina, odwołując się do sprawozdania o stworzeniu, opisanym w Księdze Rodzaju, tak mówi:

"W porządku następujących wydarzeń możemy zauważyć nie tylko rzeczy podobne do zaczerpniętych z nauki, lecz jest tam pewien system w uporządkowaniu i daleko sięgające proroctwo, do którego filozofia, nigdyby dojść nie mogła bez względu jak byłaby sformowaną.

Z ludzi, nikt przy tych wydarzeniach nie uczestniczył ani mógł wiedzieć o początku egzystencji świata, chyba, żeby ktoś obdarzony zdolnościami nadprzyrodzonymi, aby obmyślił sposób, albo umieścił tworzenie słońca, źródło światła dla ziemi, na długo po stworzeniu świata, to jest na czwarty dzień, a co jest również niezwykłym, to stosunek między stworzeniem roślin a zwierząt, co jest nader ważnym dla obydwóch; i nikt nie mógłby doścignąć i wniknąć w głębokość filozofii, jaka się objawia w całym tym planie."

EPOKA PIERWSZEGO DNIA STWORZENIA

"Duch Boży unaszał się nad wodami. I rzekł Bóg: Niech będzie światłość ... I stała się światłość."

Przyczyna i natura światła nie jest dotąd zupełnie zrozumianą, ani nie może być zadowalającego rozwiązania zagadnienia i odpowiedzi na pytanie:, Co to jest światło? Wiemy jednak, że jest ono pierwszym najgłówniejszym czynnikiem w naturze; i cóż dziwnego, że spotykamy je najpierwsze z początku Boskiej działalności w przygotowaniu pustej ziemi na mieszkanie dla człowieka. Rodzaj energii Boskiej, wyrażonej wyrazem "unaszał się", zdaje się być siłą ożywiającą, możliwe, iż była to siła elektryczna i światło takie, jakim jest aurora borealis, czyli zorza północna. Albo też jest możebne, iż ruchliwość siły sprowadziła na ziemię ciążące pierścienie, składające się z wody i minerałów, a tym sposobem odznaczyło się światło od ciemności, co nazwano dniem i nocą; wtedy tak gwiazdy, księżyc, jak i słońce nie mogły być widziane przez grubą powłokę pierścieni, które okalały ziemię.

"Wieczór i poranek - Dzień Pierwszy". Jak według hebrajskiego dnia słonecznego, tak i w tym epokowym najpierw nastał wieczór, wypełniając stopniowo Boskie zamiary, a potem następny dzień o Siedmiu Tysiącach lat, naznaczony dla innego dzieła, znów zaczął się ciemnością, postępując ku doskonałości. Okres ten, czyli "dzień" naukowo nazwany jest okresem azoicznym, w którym życie nie istniało.

EPOKA WTÓREGO DNIA STWORZENIA

"Potem rzekł Bóg: niech będzie rozpostarcie (firmament, atmosfera) w pośrodku (między) wód, a niech rozdzieli wody od wód. I uczynił Bóg rozpostarcie; uczynił też rozdział między wodami, które są pod rozpostarciem. I nazwał Bóg rozpostarcie (firmament, atmosfera) niebem".

Cały ten dzień epokowy składający się z 7,000 lat, był przeznaczony na utworzenie atmosfery, czyli firmamentu. Może być, iż to się formowało w sposób zupełnie naturalny, tak jak formują się wszystkie cudowne dzieła Boże, chociaż nie bez zakreślonego planu w porządku twórczym. Oberwanie się "pierścienia" złożonego z wody i minerałów, dało możność światłu przedostać się w czasie pierwszego epokowego dnia do ziemi, która była wtedy jeszcze rozpaloną, a wody znajdujące się na jej powierzchni, gotując się i parując, wydzielały różne gazy, które unosząc się okalały ziemię, tworząc tym sposobem atmosferę, czyli firmament, któremu zamierzonem było podtrzymać wody "pierścieni", znajdujących się ponad ziemią. Ten "dzień", czyli okres, według tego jak Pismo Święte pokazuje, zdaje się należeć do okresu, w którym nie było jeszcze życia, lecz geologia twierdzi inaczej dowodząc, że skały odnoszące się do tej epoki wskazują na robaki i niezmierną ilość skorupiaków, których pozostałości stanowią dziś wielkie pokłady kamienia wapiennego. One dają nazwę temu wiekowi (Paleozoiczny), tj. pierwotnej formy życia - twierdzenie to nie stoi bynajmniej w sprzeczności z biblijnym sprawozdaniem, które ignoruje jedynie tę najniższą formę życia.

Wieczór i poranek Dnia Drugiego zakończył się wypełnieniem Boskiego zamiaru odnośnie do tego, co w tym okresie było zamierzone, to jest rozdzieleniem chmur i pary od wód znajdujących się na powierzchni ziemi, utworzeniem atmosfery.

EPOKA TRZECIEGO DNIA STWORZENIA

"I rzekł Bóg: Niech się zbiorą wody, które są pod niebem na jedno miejsce, a niech się okaże miejsce suche; i stało się tak. I nazwał Bóg suche miejsce ziemią, a zebranie wód nazwał morzem. I widział Bóg, że to było dobre. Potem rzekł Bóg: Niech zrodzi ziemia trawę, ziele wydające nasienie, i drzewo rodzajne, czyniące owoc, według rodzaju swego, któregoby nasienie było w niem na ziemi; i stało się tak."

Geolodzy zupełnie potwierdzają to sprawozdanie; ono wskazuje nam, że podczas ostygania kory ziemi ciężar wody spowodował wgłębienie - niektóre miejsca, mając większe ciśnienie, uformowały głębiny mórz, inne zaś będąc wypychane otworzyły pasy gór - nie, żeby to miało się stać nagle, lecz stopniowo, jeden pas gór następował po drugim. Nie mamy mniemać, aby te zmiany stały się nawet w okresie tych siedmiu tysięcy lat, czyli trzecim epokowym dniu; lecz raczej, że było to początkiem tego dzieła, potrzebnym do rozpoczęcia wegetacji; geologia w tym względzie ma słuszność twierdząc, że tego rodzaju zmiany należą stosunkowo do niedawnych czasów. Nawet w ciągu minionych stu lat mieliśmy małe przykłady działalności tej siły i wcale by nas nie dziwiło, gdyby w następnych kilku latach pojawiły się ponownie paroksyzmy (wstrząśnienia) natury; ponieważ znajdujemy się w okresie przełomowym - to jest w otwarciu wieku Tysiąclecia, który wymaga przemiany warunków.

W miarę tego jak wody opadały w morza, roślinność zaczęła wyrastać, każda według swego rodzaju, mając w sobie nasienie dla wytworzenia nowego, lecz tylko własnego rodzaju. Ta sprawa tak została utwierdzoną i utrwaloną przez prawa Stwórcy, że chociaż ogrodnicy mogą wytworzyć rozmaitość w doskonałości, lecz nie mogą zmienić rodzaju. Różne rodziny jarzyn, podobnież jak różne rodziny zwierząt nie dają się złączyć i zmieszać. To dowodzi, iż nie tylko egzystuje Stwórca, ale i to, że On jest istotą inteligentną.

Geologowie zgadzają się, że roślinność poprzedziła wyższą formę życia zwierzęcego. Geologia zgadza się także, iż w tym, pierwotnym okresie, roślinność była wielce obfitą - mchy, paprocie i powoje rosły bardzo bujnie, o wiele prędzej i większe niżeli teraz, z powodu, że atmosfera była przesyconą gazami: węglanym i azotowym tak dalece, że zwierzęta nie mogłyby wtedy oddychać. Rośliny, które teraz rosną do wysokości kilku cali, lub kilku stóp nawet pod równikiem, wtedy dochodziły czterdziestu, a nawet osiemdziesięciu stóp i czasami dwie do trzech stóp średnicy, jak się okazuje w pozostałych skamieniałościach. Rośliny w ówczesnych warunkach nie tylko były olbrzymie, lecz musiały także i szybko rosnąć.

Geologowie twierdzą, że pokłady węgla, jakie się poformowały, pochodzą z owych czasów. Rośliny i mchy mając łączność z węglanym gazem zachowały w sobie węgiel, przygotowując tym sposobem zapasy węgla dla obecnego użytku, jednocześnie oczyszczając atmosferę dla życia zwierzęcego, mającego nastąpić w późniejszych dniach epokowych, Te ogromne łożyska mchu i roślin były pokrywane piaskiem, gliną itp., a przez następne podnoszenia i ciśnienia na powierzchnię ziemi przez zalew wody, jak i opadanie następnych "pierścieni" wód znajdujących się ponad firmamentem. Właściwie, taka czynność musiała odbywać się i powtarzać często, bo znajdujemy pokłady węgla jedne nad drugimi, z różnymi pokładami gliny, piasku i wapna itd., znajdującymi się między warstwami.

Wieczór i poranek, 7,000 lat długiego trzeciego dnia epokowego, wykonał swój dział w przygotowaniu świata według zakreślonego planu Bożego. Okres ten w geologii zwie się węglowym dla swych pokładów węgla, oleju itp.

EPOKA CZWARTEGO DNIA STWORZENIA

"I rzekł Bóg: Niech będą światła na rozpostarciu niebieskim, ku rozdzieleniu dnia od nocy, a niech będą na znaki, i pewne czasy i dni i lata; i niech będą za światło na rozpostarciu nieba, aby świeciły nad ziemią; i stało się tak. I uczynił Bóg (w oryginale jest użyty inny wyraz niż określający stworzenie, więc można wyrazić się, że Bóg sporządził, aby świeciły) dwa światła wielkie; światło większe, aby rządziło dzień, a światło mniejsze, aby rządziło noc, i gwiazdy ..."

Działalność jednego z tych dni epokowych przechodziła do dnia następnego, i śmiało możemy przypuścić, że światło pierwszej epoki stawało się jaśniejszym w następnych dwóch epokach, w miarę jak pierścienie jeden po drugim, to jest wody znajdujące się pod firmamentem, spadały na ziemię, aż w czwartej epoce słońce i księżyc mogły być widziane - choć nie wyraźnie, to jest podobnie jak to się dzieje teraz podczas mglistego dnia lub nocy, gdy światło przebija wodną powłokę. Słońce, księżyc i gwiazdy mogły być jasno widziane dopiero po potopie za czasów Noego, gdy ostatni z pierścieni spadł na ziemię. One dawno już przedtem świeciły, lecz tylko na zewnętrznej stronie powłoki ziemi, teraz jest czas, aby te światła mogły być widziane na (firmamencie) sklepieniu nieba, aby dni, które przedtem odznaczały się jedynie przez przyćmione szare światło, podobnie jak się to dzieje podczas dżystego poranku, że tak gwiazdy, księżyc i słońce trudno dojrzeć dla gęstości mgły lub chmur, aby ten dzień mógł się odznaczyć i długość jego mogła służyć za znak człowiekowi jak i zwierzętom, gdy zostały stworzone, a w międzyczasie zaczęło przesycać się powietrze tlenem, a tym sposobem przygotowując, aby było możebnym dla zwierząt do oddychania. Następnie w tymże 7,000 letnim dniu okazał się także księżyc i gwiazdy, dla wygody człowieka w oznaczaniu czasu nocy, a także oddziaływując na falowanie mórz.

Nie mamy mniemać, aby rozwój życia roślinnego zakończył się w czwartej epoce, lecz należy przypuszczać, że nadal postępuje. Wzmocniony wpływ słońca i księżyca służy do rozwijania się innych jeszcze odmian traw, krzewów i drzew. Geologia także w tymże okresie wykazuje rozwój robaków, żyjątek, raków itd. Skorupiaki i drzewne robaki znaleziono w węglach, lecz to nie przeszkadza porządkowi; prawdopodobnie łożyska węglowe formowały się jeszcze po trzeciej epoce, wchodząc tym sposobem do okresu płazów. Ten "dzień", czyli okres, bardzo jest zbliżony do tego, który geologowie nazywają drugą połową okresu kamiennego. Wieczór i poranek - dzień czwarty o siedmiu tysiącach lat, czyli lat 28,000 od początku dzieła stworzenia skończyły się wielkim postępem w przygotowaniu ziemi dla człowieka.

EPOKA PIĄTEGO DNIA STWORZENIA

"I rzekł Bóg: Niech hojnie wywiodą wody płaz duszy żywiącej; a ptactwo niech lata nad ziemią, pod rozpostarciem niebieskim. I stworzył Bóg wieloryby wielkie, i wszelką duszę żywiącą płazającą się, którą hojnie wywiodły wody, według rodzaju ich; i wszelkie ptactwo skrzydlate, według rodzaju ich; i widział Bóg, że to było dobre."

W jaki sposób ciepłe wody oceanów mogły się zapełnić istotami żyjącymi, począwszy od najmniejszych rybek aż do wielorybów, można sądzić po obfitości, jaka jest teraz w morzach południowych. Płazy, przebywające częścią w wodzie, częścią zaś na lądzie, należą także do tego okresu, w którym teraźniejsze główne lądy i wyspy stopniowo się wznosiły i opadały, swego czasu zalewane większymi lub mniejszymi spadającymi pierścieniami, w innych zaś czasach zalewane falami mórz. Nic, zatem dziwnego, że pozostałości po skorupiakach itp., znajdują się i na najwyższych górach. Nic dziwnego, że ogromne pokłady kamienia wapiennego, znajdującego się we wszystkich częściach świata, są niekiedy nazywane cmentarzyskami skorupiaków, ponieważ przeważnie składają się z nagromadzonych muszli. Jak wielką wydatność musiała być w on czas, gdy nieprzeliczone masy maleńkich stworzeń były zrodzone, a umierając zastawiały tylko swoje skorupki! W Piśmie Świętym czytamy, że Bóg błogosławił im w rozmnażaniu się. Tak niski poziom życia i na krótki tylko czas jednak jest łaską - błogosławieństwem.

Nie upieramy się i nie żądamy więcej, aniżeli żąda Pismo Święte. Biblia nie utrzymuje, jakoby Bóg oddzielnie i pojedynczo stwarzał miliardy ryb i płazów, lecz twierdzi, że Boska moc, czyli Duch unaszał się, a według Boskiego zamiaru spowodował, że morza wydały różne stworzenia według swego rodzaju. Jak to się działo, nie mamy powiedziane. Być może, iż różne gatunki pod odmiennymi warunkami rozwinęły się w inny rodzaj, albo z tegoż pierwiastku mógł powstać inny rodzaj pod odmiennymi warunkami. Nikt z ludzi nie wie jak to było, i dlatego nie byłoby mądrze być w tych rzeczach zanadto stanowczym. Nie należy to do nas, by się sprzeczać o to, czy nawet protoplazma paleozoitycznego mułu nie powstała z czynności chemicznych wód oceanów w wysokim stopniu nasyconych minerałami. Nam chodzi o to, że wszystko się stało jako wynik Boskich zamiarów i postanowień, a przeto były one Boskim stworzeniem bez względu, jakie środki i czynniki były do tego użyte. Twierdzimy też, iż to jest wykazane przez prawo natury nie mniej, jak to jest wyrażone w Księdze Rodzaju, to jest, że jakiekolwiek stworzenia wody wydały, to były one doprowadzone do warunków, iż każde było w swoim rodzaju, i porządek ich gatunków nie może być zniweczony. W każdym razie jest to dzieło Boże, bez względu jak ono zostało doprowadzone do skutku.

Dzień ten, czyli epoka, odpowiada epoce nazwanej przez uczonych epoką płazów. Wieczór i poranek - dzień piąty, czyli 35,000 lat od rozpoczęcia się dzieła przygotowania dla człowieka mieszkania i jego królestwa.

EPOKA SZÓSTEGO DNIA STWORZENIA

"Rzekł też Bóg: Niech wyda ziemia duszę żywiącą według rodzaju swego; bydło i płaz, i zwierz ziemski, według rodzaju swego; i stało się tak. Uczynił tedy Bóg zwierz ziemski według rodzaju swego, i bydło według rodzaju swego i wszelki płaz ziemski według rodzaju swego; i widział Bóg, że to było dobre."

Około tego czasu, rzeczy na ziemi zaczęły się utrwalać; kora ziemi stała się grubszą przez nagromadzenie się na kilka set stóp grubości piasku, gliny, muszli, węgla i różnych minerałów nagromadzonych, bądź przez obrywania się skał, spowodowanego trzęsieniem ziemi, bądź przez obrywania się pierścieni okalających ziemię, lub też z pozostałości zwierzęcych i roślinnych oprócz i samej ziemi, która znacznie ostygła w ciągu 35,000 lat. Powierzchnia ziemi ponad poziomem morza składała się z pasm gór i dolin, i była gotowa dla niższego rzędu zwierząt, które dzielą się na trzy rodzaje: (1). Ziemskie płazy, o zimnej krwi, stworzenia oddychające, węże itd., (2). Bestie, czyli dzikie zwierzęta, odróżniające się od zwierząt domowych, wyłącznie przysposobionych, by były pomocą człowiekowi i tu są zaznaczone jako (3). Bydło. Do tego czasu powietrze również zostało oczyszczone z elementów szkodliwych dla oddychania, które zostały wchłonięte przez rośliny poprzedniej epoki, podobnie jak nadmierna ilość węglowodorów w oceanach została wchłonięta przez maleńkie skorupiaki, jako przygotowanie dla istot oddychających, które miały wydać morza i oceany.

Tutaj podobnież nie mamy potrzeby sprzeczać się z ewolucjonistami. My przyznajemy, że jeżeliby Bóg uważał za właściwe, to mógłby przyprowadzić do egzystencji różne rodzaje zwierząt przez rozwój jednego rodzaju w drugi, lub też mógłby rozwinąć każdy rodzaj oddzielnie z pierwotnego zaczątku proteozoicznego mułu. Nie wiemy, której z tych metod użył Stwórca, bo nie objawia nam tego Biblia, ani skały. Jakiegokolwiek sposobu użył Bóg do wykonania Swych zamiarów, to jednak jest objawione, że Bóg ustanowił gatunki zwierząt "każdy według swego rodzaju" w taki sposób, że one się nie zmieniają i w taki sposób, że wszelkie wysiłki ludzi, by pomóc ku temu nie udają się. Tu jest pieczęć, którą Stwórca przyłożył na swoje dzieło; bo gdyby "Natura", czyli "bezwiedna siła" była twórczynią, dotąd brodziłaby w ciemnościach, czasem rozwijając się, a czasem cofając; nie byłoby trwałości gatunków, jak to widzimy w otaczającej nas naturze.

Możemy, więc słusznie przypuścić, że było to przy końcu szóstej epoki, gdy Bóg stworzył człowieka, ponieważ jest wyraźnie zaznaczone, że Bóg ukończył swoje dzieło stworzenia nie w szóstym, lecz "siódmym dniu" - rozdzielenie człowieka na dwie osoby, czyli dwie różne płci było zapewne dziełem ostatecznym.

"Zatem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na wyobrażenie nasze a według podobieństwa naszego niech panuje: nad rybami morskimi, nad ptactwem niebieskim i nad zwierzęty, i nad wszystką ziemią i nad wszelkiem płazem płazającym się po ziemi. Stworzył tedy Bóg człowieka na wyobrażenie swoje; na wyobrażenie Boże stworzył go: mężczyznę i niewiastę stworzył je i błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię; i czyńcie ją sobie poddaną i panujcie nad rybami morskimi, i nad ptactwem niebieskim i nad wszelkiem zwierzem, który się rucha na ziemi."

Ze względu na naszą uwagę, że Pismo Święte nie wyklucza możliwości, by tak rośliny jak stworzenia wodne i ziemskie nie rozwinęły się w ich różnych i rodzajach - byłoby dobrze dla nas zauważyć różnicę w wyrażeniu, które jest użyte przy stworzeniu człowieka. To ostatnie jest wyrażone w szczególniejszy sposób, jako użycie bezpośredniej Boskiej władzy twórczej, podczas gdy przy innych nie jest ona zastosowaną, a raczej oznacza rozwój:

"I zrodziła ziemia trawę ..."

"Niech wywiodą wody płaz duszy żywiącej ..."

"Niech wyda ziemia duszę żywiącą według rodzaju swego; bydło ..."

Mamy przed sobą dwa sprawozdania o stworzeniu; jedno, któreśmy powyżej rozpatrywali, które traktuje rzeczy pokrótce w porządku epokowym, drugie zaś opisane w Księdze Rodzaju (1 Moj. 2:4-25). Podział rozdziałów uczyniono w niewłaściwym miejscu. Te dwa sprawozdania powinny stanowić jeden rozdział. Drugi rozdział jest streszczeniem szczegółów pierwszego. "Teć są zrodzenia", czyli rozwój niebios, ziemi i jej mieszkańców od chwili zanim jeszcze istniały rośliny i trawy. Pierwsze i główne sprawozdanie mówiące o Stwórcy używa wyrazu "Bóg", zaś wtóre, czyli streszczenie pierwszego, wskazuje, iż Bóg Jehowa był Twórcą całego dzieła stworzenia - "Dnia", w którym uczynił niebiosa i ziemię, co obejmuje cały, większy jeszcze dzień epokowy mieszczący w sobie sześć dni poprzednio wyliczonych.

Wyraz "Bóg" w pierwszym rozdziale, przetłumaczony jest z hebrajskiego wyrazu "Elohim" w liczbie mnogiej, który mógłby być przetłumaczony "Bogowie" i oznacza: "możni, władcy". "Jednorodzony u Ojca był zapewne owym głównym czynnikiem w dziele stworzenia, któremu zapewne przy wypełnieniu wszystkich szczegółów towarzyszyły zastępy aniołów, do których wyraz elohim również w innych miejscach Pisma Świętego się odnosi. Zatem jest właściwym, abyśmy zwrócili uwagę, że drugie sprawozdanie, czyli objaśnienie pierwszego, wskazuje nam, że Jehowa jest Ojcem i Stwórcą wszystkiego, bez względu, kto miał zaszczyt być Jego narzędziem i przedstawicielem. Szczegóły dodane przy drugim sprawozdaniu, a odnoszące się do stworzenia człowieka, mogą być właściwie tutaj rozpatrywane:

"Stworzył tedy Jehowa Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrze jego dech żywota, i stał się człowiek duszą żywiącą."

Bóg był uwielbionym we wszystkim dziele Swoim i we wszystkich stworzeniach, nawet małoznaczących, a chociaż żadne z nich nie złożyło Mu dziękczynienia, nie mogło Go ocenić lub poznać, Bóg to wszystko przewidział i przygotował dla człowieka, który miał być arcydziełem ziemskiego stworzenia. O człowieku nie jest powiedziane jak o stworzeniach morskich: "Niech wody wydadzą", ani jak to miało miejsce ze zwierzętami: "Niech wyda ziemia", przeciwnie, jest powiedziane, iż człowiek jest bezpośrednim stworzeniem swojego Stwórcy, które uczynił "na wyobrażenie Swoje". Mniejsza o to, czy to wyobrażenie odnosi się do Elohim, czy też do obrazu Jehowy, bo Elohim "Synowie Boży" są również stworzeni na Jego wyobrażenie, co do inteligencji i władz umysłowych.

Nie mamy rozumieć, aby to "wyobrażenie" odnosiło się do kształtu fizycznego, lecz raczej odnosi się do władz moralnych i intelektualnych wielkiego Ducha, odpowiednio uformowanego do jego natury i warunków ziemskich. Co się zaś tyczy "podobieństwa", to ono się odnosi do władz panowania nad ziemią i jej mieszkańcami, tak jak Bóg jest Królem nad Wszechświatem. Tutaj jest pole do walki między Słowem Bożym a modernizmem; cały świat, szczególnie uczeni, licząc w to pionierów myśli i kierowników wszystkich teologicznych seminariów i profesorów na różnych katedrach, oddają hołd Bogu uczonych, zwanemu "Ewolucją". Te dwie teorie są rozbieżne, zatem jeżeli teoria o prawie Rozwoju jest prawdziwą, wtedy Pismo Święte, od Księgi Rodzaju aż do Księgi Objawienia, jest fałszywym. Jeżeli zaś Biblia jest prawdziwą, wtedy teoria Rozwoju odnośnie człowieka, jest fałszywą we wszystkich jej szczegółach.

Nie tylko sama Księga Rodzaju określa sprawę stworzenia człowieka na wyobrażenie Boże tak dobitnie, ale potwierdza ją całe Pismo Święte; cała teoria Biblii podtrzymuje się przy niej lub wraz z nią upada. Jeżeli bowiem człowiek był stworzony inaczej, niż czysty, doskonały i dostatecznie uposażony umysłowo, nie mógłby on rzeczywiście być nazwany "wyobrażeniem Bożym", i nie mógłby Stwórca umieścić go dla próby w Raju dla doświadczenia jego posłuszeństwa i czy okaże się godnym wiecznego życia; jego nieposłuszeństwo przez spożycie owocu z drzewa zakazanego nie mogłoby być uważane za grzech i zasługujące na karę, którą był wyrok śmierci, ani też nie byłoby koniecznym wyzwalać go od tej kary.

Nadto, "człowiek Jezus Chrystus" jest uznany jako równoważna "cena okupu" i musi, przeto być uważany jako wzór i ilustracja, czym pierwszy człowiek był, zanim zgrzeszył i otrzymał Boski wyrok śmierci.

Wiemy również, że tak dzisiaj, jak i dawniej, było wielu ludzi szlachetnych z natury, o których Bóg oświadcza, iż wszyscy są grzesznikami i jako tacy nie są uznani przez Jehowę, z wyjątkiem, jeżeli z żalem za grzechy przybliżą się do Niego przez zasługę ofiary Chrystusa i otrzymają Jego przebaczenie. Stanowisko wszystkich, którzy tym sposobem przyjdą do Boga polega na tym, iż tylko z łaski Jego są przykryci szatą sprawiedliwości Chrystusowej. I jak jesteśmy nauczeni, musi pierwej nastąpić zmartwychwstanie, albo restytucja, to jest przywrócenie do doskonałości, zanim mógłby, kto osobiście i całkowicie być przyjemnym Stworzycielowi. A jednak był to ten sam Stworzyciel, który przestawał z Adamem przed jego występkiem i nazywał go swym synem i który oświadcza, że Adam i my, jako jego dzieci staliśmy się "dziećmi gniewu" i zostaliśmy potępieni wskutek grzechu, w którym Adam nie był, kiedy został stworzony jako "syn Boży" - Łuk. 3:38.

Jak pewnym jest to, co oświadczyli wszyscy święci prorocy od wieków, że z nadejściem Tysiąclecia rozpocznie się czas naprawienia wszystkich rzeczy, tak pewnym jest, że teoria ewolucji znajduje się w rażącej sprzeczności z wyrażeniem Bożym przez wszystkich świętych proroków. Gdyby nauka o ewolucji miała być prawdziwą, to restytucja żadną miarą nie mogłaby być błogosławieństwem, a przeciwnie straszną karą dla ludzkości. Jeżeliby przez ślepą siłę lub inny proces ewolucji, człowiek wzbijał się przez trudne usiłowania i mozolne zabiegi od protoplazmy do ostrygi, od ostrygi do ryby, od ryby do gada, od gada do małpy, od małpy do człowieka w najniższym jego stanie, od tegoż do takiego, jakim my jesteśmy, wtedy byłoby straszną krzywdą dla ludzkości ze strony Boga uczynić na nowo człowieka takim, jakim był Adam, lub posunąć restytucję dalej - z powrotem do protoplazmy. W sprawie tej wyjścia pośredniego nie ma; im prędzej lud Boży oświadczy się stanowczo zgodnie z Bożym Słowem, tym lepiej będzie dla niego i będzie pewniejszym, iż nie popadnie w nauki przeciwne odkupieniu lub ewolucyjne teorie, dziś na porządku dziennym starające się zwieść o ile możebne i wybranych. Niech raczej Bóg będzie prawdziwym, choćby wszyscy ewolucjoniści mieli okazać się raczej kłamcami - Rzym. 3:4.

Nie możemy tu wchodzić we wszystkie szczegóły stworzenia Adama, rozbierać jego organizm lub ciało, jego ducha lub dech żywota, i w jaki sposób wszystko w połączeniu utworzone stanowiło istotę żyjącą, czyli duszę. To było już przedstawione w innym rozważaniu - tom V Wykładów Pisma Świętego, rozdział 12.

Rozradzanie i liczne potomstwo, widocznie nie miało nic wspólnego z występkiem, lecz było częścią błogosławieństwa Bożego. Jedynie, co ma łączność z występkiem i jego wynikiem, czyli karą, w tym względzie było jak ustalono, wzmożenie się poczęcia matek i boleści; odpowiednio do pracy w pocie czoła mężczyzny. Trudności te stawały się coraz cięższymi, stosownie do tego jak rodzaj ludzki stawał się zwyrodniałym i słabym tak umysłowo, jak fizycznie. Cel rozmnażania będzie osiągnięty, kiedy urodzi się dostateczna liczba ludzi i zapełni ziemię. Prawda, że niezmierna liczba już była zrodzona, możebne pięćdziesiąt tysięcy milionów, a obecnie śpi (spoczywa) w wielkim więzieniu śmierci; lecz nie jest ich za wiele; dla obecnej powierzchni ziemi, jeżeliby cała była zapełniona ludźmi, jak to ostatecznie nastąpi, liczba mogłaby być dwa albo trzy razy większą, nie biorąc pod uwagę możliwości, że inny, jaki ląd stały wychyli się z głębokości morskich, jak to się stało kiedyś z niejednym z obecnie istniejących lądów.

Uczeni o sceptycznym poglądzie umysłu długi czas starali się dowieść, że człowiek był na ziemi na długo przed okresem oznaczonym w Księdze Rodzaju, i każda kość znaleziona w niższej warstwie gliny lub piasku była badana w celu zdobycia wszechświatowej reputacji, jako człowiekowi, który zadawał kłam Słowu Bożemu. Jużeśmy wskazali na niewiarygodność takich dowodów, jak znalezione ostrza skał w żwirze z pierwotnych okresów. (Teoria z przed Adamowym człowiekiem nie jest nam obcą, i o próbie z tego powodu tłumaczenia sobie różnicy ras rodzaju ludzkiego. Lecz my ufamy Biblii, jako Boskiemu objawieniu wyższemu nad ludzkie domysły. Ona oświadcza się za jednolitością całego rodu ludzkiego, w wyrazach wcale nie niepewnych, mówiąc: "I uczynił z jednej krwi cały naród" (Dz.Ap. 17:26). I znów, że Adam był "pierwszym człowiekiem" (1 Kor. 15:45,47). Również historia potopu najwyraźniej urzeczywistnia, że tylko osiem istot ludzkich zostało ocalonych w arce, i wszystko to były dzieci Noego - pochodziły od Adama. Różnorodność typów ludzkich, albo ras należy kłaść na rachunek klimatu, zwyczajów, pożywienia itp., a szczególnie odosobnienia wzajemnego rozmaitych ludów w różnych stronach świata, wskutek którego powstały trwałe odrębne właściwości. Wyjaśnia to fakt, że Europejczycy zamieszkali dłuższy czas wśród narodów Indii lub Chin, nabierając w pewnej mierze podobieństwa do swych sąsiadów, podczas gdy ich dzieci w tych krajach zrodzone, noszą jeszcze silniejsze cechy podobieństwa otoczeniem matki podczas okresu ciężarności. Wyjaśnienia takiego upodobania dostarczyli Chińczycy pewnej miejscowości, którzy utożsamiają samych siebie z Izraelitami rozproszonymi wskutek ucisku, jaki zakończył wiek żydowski - około 73 roku. Ci Żydzi stali się do tego stopnia całkowicie Chińczykami, iż nie można ich rozpoznać jako Żydów - rasy trwalszej.) W niektórych przynajmniej wypadkach udowodniono, że były one dziełem tegorocznych Indian, którzy tworzyli je blisko miejsca, gdzie były krzemienne kamienie.

Na zebraniu Instytutu Filozoficznego, w Victorii, odbytym niedawno temu, ustalono, że były przedsięwzięte staranne badania przez prof. Stokes`a, wiceprezesa Benet`a, prof. Beala`a i innych, i oznajmiono, że jak dotychczas nie spotkano się żadnym naukowym dowodem, aby móc popierać teorię, która wyprowadza ludzi od niższego rzędu zwierząt; i prof. Virchow oświadczył, że w rozwinięciu człowieka nie było zupełnie żadnego kopalnianego typu niższego stopnia; i że każdy rzeczywisty postęp w dziedzinie antropologii przedhistorycznej odsuwał nas od dowodów takiej łączności, mianowicie z resztą świata zwierzęcego. Z tym zgodził się wielki paleontolog, prof. Barraude, oświadczając, że w żadnym z badań nad tym przedmiotem nie znalazł jakiegokolwiek kopalnego gatunku rozwiniętego w drugi gatunek. W rzeczywistości, zdaje się żaden człowiek nauki nie odkrył jeszcze ogniwa między człowiekiem a małpą; dalej nie było żadnych dowodów, aby jaki gatunek utracił swe szczególne właściwości (cechy charakterystyczne) kopalne, czy też nie osiągnął przynależności do innego gatunku; na przykład, chociaż pies podobny do wilka, nie było między nimi żadnego łączącego ogniwa; tak samo rzecz się ma z gatunkami wymarłymi; nie było żadnego stopniowego przejścia od jednego gatunku do drugiego. Nad to, pierwszych zwierząt, które istniały na ziemi, również nie można uważać za niższe, czyli cofnięte wstecz (zdegradowane).

Poniżej podajemy w krótkości wyciąg z dzieła J.W.Dawson`a, pt. "Zejście się Geologii z Historią" o jego nowych odkryciach. Mówi on:

"Nie znaleźliśmy ogniwa pochodzenia człowieka od niższych zwierząt, jakie go poprzedzały. On staje przed nami zupełnie odmiennego pochodzenia, bez pośredniej łączności lub związku z instynktownym życiem niższych zwierząt. Najpierwotniejsi ludzie nie byli gorsi od ich potomków i w miarę ich zdolności byli wynalazcami, wprowadzając ulepszenia nowego sposobu życia, również tak i tamci. Nie byliśmy jeszcze zdolni odnaleźć początku pochodzenia człowieka z czasu złotego wieku, tj. Raju. Znalezione ślady człowieka po jaskiniach i jamach już zastają go tam upadłym w niezgodzie ze swoim otoczeniem, wrogiem podobnych mu istot obmyślających przeciwko niemu przyrządy zniszczenia, więcej straszne w skutkach, niż te, które dostarczone były przez naturę dla mięsożernych dzikich zwierząt ... Człowiek, co do ciała jest bez zaprzeczenia ziemskim, z ziemi. Należy on również do rodzaju kręgowców i rzędu ssących. Lecz w tej klasie stanowi on nie tylko wprost gatunek i rodzaj, lecz nawet oddzielną rodzinę, albo stan. Innymi słowy jest on specjalnym gatunkiem w swoim rodzaju, swojej rodziny i stanu. W ten sposób jest on wyłączony od wszystkich zwierząt, najbliżej niego stojących; i gdybyśmy nawet zgodzili się na doktrynę o powstaniu jednego gatunku z drugiego, nie możemy uzupełnić brakujących ogniw, które są wymagane do łączenia człowieka z jakąkolwiek grupą niższych zwierząt. Żaden fakt nie jest z taką pewnością ustalony jak niedawne pojawienie się człowieka w czasie geologicznym. Nie tylko nie znajdujemy śladów jego szczątków w starszych geologicznych formacjach, lecz nie znajdujemy szczątków najbliższych mu zwierząt; i warunki świata w tym okresie, były zdaje się nieodpowiednie, aby przebywał wśród nich człowiek. Jeżeli trzymając się zwykłego geologicznego systemu, podzielimy całą historię ziemi na cztery wielkie okresy, poczynając od najstarszego skalistego, znanego pod nazwą okresu Azoicznego, aż do dzisiejszego dnia, znajdujemy ślady ludzi lub ich wytworów tylko w ostatnim z czterech okresów, i to w ostatniej części jego. Pod tym względem nie ulega zaprzeczeniu fakt istnienia człowieka, lecz nie wcześniej aż po dojściu do obecnego okresu ... Lecz spotykamy tylko jeden rodzaj człowieka, chociaż jest wiele ras i odmian. Odmiany człowieka same zaznaczyły się w bardzo pierwotnym czasie i wykazały znamienną stałość ich późniejszego odkrycia ... Historia zawarta w Księdze Rodzaju uprzedziła obecnie podawane wiadomości. Ta starożytna Księga jest pod każdym względem wiarygodną i daleką od mitów i baśni starożytnego poganizmu ..."

Prof. Pasteur, znany bakteriolog, oświadczył się przeciw darwinizmowi, i wyraził się jak następuje:

"Potomni będą się śmiać z głupoty dzisiejszych materialistycznych filozofów. Im więcej badam naturę, tym więcej zdumiony jestem dziełem Stwórcy. Modlę się, kiedy jestem zajęty pracą swą w laboratorium."

Uczony rosyjski, Wirchow, chociaż nie jawny chrześcijanin, podobnież zbijał teorię powstania istot organicznych i nieorganicznych, i oświadczył: "Wszelkie usiłowania, by znaleźć stan przejściowy od zwierzęta do człowieka, zakończyły się niepowodzeniem. Pośredniego ogniwa nie znaleziono i odnaleziono ono nie będzie. Człowiek nie pochodzi od małpy. Zostało bez wątpienia udowodnione, że w ciągu przeszło sześciu tysięcy lat nie zaszła żadna godna spostrzeżenia zmiana w ludzkości."

Inni naturaliści podnieśli również swe głosy przeciw poglądom darwinistycznym.

Przy rozpatrywaniu tych faktów, jak głupie wydają się przypadkowe próby "Doktorów i Profesorów", którzy w kłamliwy sposób uczą, rozprawiając o "zaginionych ogniwach", albo poddając myśl, że małe palce u nóg ludzi stają się bezużytecznymi i wkrótce będą unicestwione przez naturę, jak małpie ogony przez nią zniesione. Czyż nie mamy dobrze zachowanych mumii, blisko cztery tysiące lat liczących? Czyż nie mamy rzeźbionych statuł prawie tyleż lat mających? Czyż nie ma rzeźbionych posągów ludzkich? Czy ich małe palce różnią się w jakikolwiek sposób od naszych dzisiejszych? Czy cała natura nie dąży do spaczenia? Czy do utrzymania lepszych gatunków roślin i zwierząt, czy mądrość i pomoc ludzka nie jest konieczną? Czy w sprawach ludzkich nie jest potrzebną łaska Boża dla podniesienia człowieka z upadku, lub przeszkodzenia strasznemu zwyrodnieniu, jakie widzimy w głębokiej Afryce? I czy to nie zgadza się z Pismem Świętym? - Rzym. 1:21,24,28.

Jest to właściwe, że wierni zachowują dobrze w sercach ostrzeżenie dane Tymoteuszowi przez Apostoła Pawła: "O Tymoteuszu ... brzydź się świecką próżnomównością i sprzeczaniem około fałszywie nazwanej umiejętności" (1 Tym. 6:20). Aby każdą prawdę widzieć jasno, musimy patrzeć z punktu widzenia Boskiego objawienia. Musimy "widzieć światło w Jego świetle". Tym sposobem, jeżeli patrzymy na naturę z zewnątrz pod kierunkiem natury Boskiej, skutek będzie rozciągał się zarówno na serce, jak i umysł, i napełni nas podziwem i uwielbieniem, skoro chwytamy błyski chwały, majestatu i władzy naszego Wszechmocnego Stwórcy.

Wieczór i poranek, Dzień Szósty, z którym kończy się 42,000 lat po rozpoczętym "dziele", znalazły ziemię gotową, aby ją człowiek posiadł, lecz jeszcze w całości nie przydatną dla niego, Bóg wiedział naprzód o nieposłuszeństwie Swego stworzenia - człowieka - (i o Swym całym planie, połączonym z wyrokiem śmierci, jego odkupieniem i ostatecznym wybawieniem od grzechu i śmierci wszystkich, którzy wyćwiczeni będą przez doświadczenia), Bóg nie czekał ze stworzeniem człowieka, aż ziemia będzie dla niego zupełnie gotową, lecz jedynie przygotował Raj - ogród, uczynił go pod każdym względem doskonałym na krótką próbę dla doskonałej pary, zezwalając rodzajowi ludzkiemu, jako skazanym pracownikom, na dzieło "podboju" ziemi i na jednoczesne zdobywanie dla siebie cennej nauki i doświadczenia.

SIÓDMY DZIEŃ - OKRES TWÓRCZEGO TYGODNIA

"I dokończył Bóg dnia siódmego dzieła swego, które uczynił; i odpoczął w dzień siódmy od wszelkiego dzieła swego, które był stworzył Bóg, aby uczynione było."

Biorąc pod uwagę, jak te siedem dni po sobie następowały i mając w pamięci fakt, że liczba siedem reprezentuje zupełność i doskonałość, moglibyśmy oczekiwać, że dzień siódmy będzie bardziej nadzwyczajny, niż poprzedzające go. Takim też znaleźliśmy go; tylko, ponieważ odgrywa ważną rolę, co do czasu - aż do "czasu właściwego" - powinien przed oczami naszego wyrozumienia być ogólną wiadomością, że siódmego dnia Bóg odpoczął od wszelkiego dzieła swego. Jakie to dziwne, że On musiał zaprzestać swego twórczego dzieła w chwili, kiedy zdawało się, że wła"